Do 11 razy sztuka – o racjonalnej ambicji.

Nie przejmuj się człowieku, że ci nie idzie. Zostaw to, z czym sobie nie radzisz na chwilę dłuższą lub krótszą i wróć do tego za jakiś czas. A jeśli za jakiś czas stwierdzisz, że nie chcesz tego robić, to tego nie rób.

Beatlesi zawsze byli dla mnie przereklamowani. W ogóle całą tą klasykę rock’a oraz alternatywę uważałam za jeden wielki chłam. Prawdopodobnie za sprawą mojego taty, który maltretował mnie grupami Pink Floyd i Dżem od najmłodszych lat. Do szewskiej pasji doprowadzała mnie Lista Przebojów Polskiego Radia, Markomania i te smętne kabarety radiowe. Co za stary piernik chciałaby tego słuchać? Jak radio, to tylko eremefefem! Bez znaczenia, że ich wąska lista utworów zapętlana jest  pięć razy dziennie. Wakacje w izolacji od świata, ludzi i internetu? Jezu, co za koszmar. Tylko stary człowiek może tak żyć, słuchać takiej muzyki, tak się zachowywać. Ile zatem lat ma ten stary człowiek? 22.

To niesamowite jak wiele jest w stanie się w życiu zmienić. I to wcale nie wskutek jakiegoś wielkiego wybuchu – zmiana stopniowo ewoluuje, dojrzewa w człowieku. W markecie kupiłam kiedyś książkę Marcina Mellera „Między wariatami”. Mimo, że jest napisana przystępnie, nie mogłam jej przetrawić. Nie, i już. Leżała i zdobiła moja półkę, przez kolejne 5 lat. A ostatnio, wróciwszy z Gruzji, zrozumiawszy choć odrobinę ten kraj, mając jakieś mgliste pojęcie o czym traktuje ta książka, pochłonęłam opasły tomik autorstwa Mellera w mgnieniu oka. I z wielką przyjemnością. Nie twierdzę oczywiście, że trzeba wyjeżdżać do każdego kraju na świecie, żeby móc o nich czytać. Mam tu raczej na myśli doświadczenie, które dają podróże oraz wiedzę i wrażliwość, które nabywamy z wiekiem. Wielokrotnie biłam się z myślami, miałam wyrzuty sumienia, że kupuję książki, a potem ich nie czytam. Że jestem za głupia na te utwory, a przecież one powinny mnie interesować! Trójka, książki, kultura różnej maści – chciałam się tym interesować, bo wiedziałam, że wypada. Ale nie miałam do tego głowy. Mierziło mnie to okropnie, źle się z tym czułam. Jak oszust.

Rozsierdzona łupanką radiowo-komerycjną w eremefach, która grała dzień w dzień w moim samochodowym radyjku, przesunęłam pokrętło o kilka stacji. Nagle przestrzeń mojego auta wypełniła Kasia Nosowska. Jakaż to była miła odmiana dla mojego umęczonego popkulturową papką ucha! A potem Marek Niedźwiedzki zagrał tonę wyśmienitego jazzu. I przepadłam bezpowrotnie. Dziś za Trójkę dam się pokroić!

Lecz nie tylko o gustach chcę tu napisać. Nie do wszystkiego człowiek jest przygotowany od razu. Kiedy masz 16 lat wydaje Ci się, że jesteś już na tyle dorosły, by móc się pewnymi rzeczami zająć. Ale robiąc to przymuszasz się, czujesz wewnętrzny opór, niechęć. Nie idzie ci najlepiej. W końcu rzucasz to w kąt. Cóż, tak to już jest. Kiedy weźmiesz się za to samo za kilka lat, w odpowiednim momencie swojego życia, okazuje się, że ta sama praca nie tylko nie sprawia ci problemu, ale daje ogromną radość i satysfakcję. Tak samo było z blogiem. Liczba prób założenia i pisania na nim w miarę regularnie spełzła na niczym jakieś dziesięć razy. Przepraszam obsługę techniczną platform blogowych, że musiała usuwać tyle nierozwiniętych, śmieciowych stron. Do jedenastu razy sztuka, chciałoby się napisać!

Ambicja to dobra rzecz. Popycha do działania, mobilizuje, sprawia, że niemożliwe zaczyna się urzeczywistniać. Jednak wygórowana ambicja jest wręcz toksyczna. Dociera to do mnie dopiero teraz. Uniknęłabym wielu niepotrzebnych stresów i wewnętrznych sporów, gdybym wiedziała o tym wcześniej. Wiele czasu trzeba, żeby uzmysłowić sobie swoją głupotę i zaślepienie, ale lepiej późno niż wcale.

Wiem, że słowo pisane nie ma takiej siły, jak fonia. To, że ktoś przepracował jakiś temat też niewiele zmienia – póki samemu nie przerobi się pewnych treści, problemów, nie przeżyje się kilku poważnych dołów i załamań, bardzo ciężko jest przyjąć za pewnik czyjeś słowa. Jednak spróbuję: nie przejmuj się człowieku, że ci nie idzie. Zostaw to, z czym sobie nie radzisz na chwilę dłuższą lub krótszą i wróć do tego za jakiś czas. A jeśli za jakiś czas stwierdzisz, że nie chcesz tego robić, to tego nie rób. To takie proste [jak się napisze, gorzej jest w praktyce]. Nie wszystkie pomysły na jakie wpadniesz musisz realizować – nie do wszystkiego jesteś stworzony. Jeśli się wahasz co robić, bo masz kilka pasji, to to po prostu rób. Niektóre umrą śmiercią naturalną, niektóre przetrwają i zostaną z Tobą do grobowej deski. Życie weryfikuje takie rzeczy. A już na pewno nie przejmuj się takimi porażkami. Szkoda życia!

Podziel się:


Dodaj komentarz