[Lexmaruda pyskuje #12]: 1 stycznia 2018 wszedł w życie Rejestr Przestępców Seksualnych. Co to oznacza dla ciebie?

Rejestr sprawców przestępstw na tle seksualnym

Nic. Absolutnie nic. Czy rejestr w czymś ci to pomoże? Nie. Czy ochroni ciebie albo twoje dziecko? Mało prawdopodobne. Ale będziesz miał kupę zabawy przemierzając zasoby bazy szkaradnych twarzyczek. Możecie sobie wyszukać pedofila z miasta Ostrołęka, pedofila Adama lub Kasię, pedofila urodzonego w 1986 roku i pedofila, którego tatuś nazywa się Kowalski. No ja się ubawiłam. Po pachy.

Co znajdziesz w Rejestrze sprawców przestępstw na tle seksualnym?

Zamysł był taki, by stworzyć kompleksową bazę danych zwyrodnialców, którzy dopuścili się najbardziej obrzydliwego gatunku przestępstw – przestępstw na tle seksualnym. Zamiarem organów władzy było kontrolowanie przez społeczeństwo osób, które dopuściły się przestępstw seksualnych i przestrzeżenie obywateli przed groźnymi jednostkami. To, że to najbardziej obrzydliwe, obmierzłe i krzywiące psychikę ofiar czyny, to nie ulega wątpliwości. Tylko czy publikowanie wszystkich danych osobowych i zdjęć skazanych będzie skuteczne w walce z przemocą seksualną? Śmiem wątpić.

Wątpię przede wszystkim dlatego, że Rejestr nie zawiera bazy danych wszystkich przestępców. Zawarte w nim personalia dotyczą tylko osób prawomocnie skazanych za przestępstwa na tle seksualnym – m.in. pedofilów i gwałcicieli. A odsetek skazanych za przemoc seksualną w Polsce jest groteskowo mały. Jak wskazuje analiza badań danych przekazanych przez Prokuraturę Generalną, w prawie 19% spraw, w których zawiadomiono o podejrzeniu popełnienia przestępstwa zgwałcenia, nie wszczęto postępowania przygotowawczego, natomiast w przypadku aż 36 % wszystkich spraw, nie doszło do skierowania do sądu aktu oskarżenia w sprawie.

Żeby było śmieszniej, osoba, która została skazana za przestępstwo na tle seksualnym, w kilku wypadkach może złożyć wniosek o niezamieszczanie jej danych w rejestrze lub może o tym orzec sąd. Na przykład, jeśli ktoś zgwałci twoją szesnastoletnią córeczkę, wcale nie musi w rejestrze figurować – wystarczy, że złoży wniosek. Kupa śmiechu, bo wychodzi na to, że gwałt gwałtowi nierówny. Piętnastolatki gwałci się bardziej od szesnastolatek? A teraz policz sobie na paluszkach, ile tak naprawdę tych przestępców jest, bo te 800 osób w rejestrze wydaje mi się mocnym niedopowiedzeniem, zwłaszcza, że szacuje się, że w Polsce co roku dochodzi do 1,8 – 2,3 tys. gwałtów.

HURRR DURRR FRANCJA, USA, WIELKA BRYTANIA!

Oczywiście, stworzenie takiego rejestru jest dobrym pomysłem i stosowanym przez inne państwa. Osoby, które organizują wycieczki, obozy, zatrudniają do pracy w szkołach i przedszkolach, powinny mieć możliwość sprawdzenia przeszłości potencjalnych kandydatów. Jednak w mojej opinii, powinny być to dane udostępniane tylko określonym osobom i tylko z konkretnych powodów, tak jak ma to miejsce np.: w Wielkiej Brytanii czy Francji. Dlaczego? Dlatego, że upublicznienie personaliów tych osób może narazić na stygmatyzację i wykluczenie ich bliskich i ofiary: choćby poprzez podanie nazwisk rodowych czy imienia matki. Gdzieś w czeluściach Internetu natknęłam się na opinię, że upublicznienie rejestru będzie mogło piętnować przestępcę seksualnego i uniemożliwić mu powrót do społeczeństwa. Nie przekonuje mnie to stanowisko ani odrobinę. Jestem osobą o liberalnych poglądach, chciałabym wierzyć w konstytucyjne gwarancje i zasady prawa, humanitaryzm kar, ale akurat przestępstwa seksualne są dla mnie tak obrzydliwe, że nad kwestią humanitaryzmu zastanowiłabym się w drugiej kolejności.

Śmierdząca sprawa, czyli rejestr polityczną kiełbasą.

Publiczny rejestr przestępców seksualnych jest czysto polityczną zagrywką. I do tego bardzo niesmaczną. Ma budzić w ludziach złość, niepokój, lęk i chęć zemsty. Rejestr ten nie jest żadnym osiągnięciem obecnej władzy, ba, gdybym kierowała państwem, byłoby mi wstyd taki rejestr opublikować, a to dlatego, że to po prostu przyznanie się do nieskuteczności wymiaru sprawiedliwości w walce z przestępczością seksualną i milczące przyzwolenie na dokonywanie samosądów.

Przeraża mnie w obecnych czasach żądza krwi u ludzi. Przeraża mnie, że ludzie korzystając sobie wieczorem z mediów społecznościowych, będą przerzucać buźki przestępców tak jak przerzucają zdjęcia cellulitu na udach celebrytek. To taki rządowy pudelek z pedofilami-celebrytami. „Znajdź swojego pedofila” – aż dziwię się, że nie ma u góry takiego nagłówka. Państwo bezkarnie zrzuciło zadanie wymierzania sprawiedliwości na społeczeństwo. A to oznacza tylko jedno – że możecie sobie pogwizdać, bo i tak, jak wpadniecie w tarapaty, nikt wam nie pomoże. A już na pewno nie wymiar sprawiedliwości. To najbardziej prymitywny i żerujący na najniższych ludzkich instynktach, nieskuteczny sposób walki z przemocą seksualną.

Największym kuriozum dla mnie w tej całej aferze rejestrowej jest fakt, że rząd, który dostrzega nikczemność przestępców seksualnych i szkodliwy wpływ tych zdarzeń na psychikę ofiar, jednocześnie za wszelką cenę chce wprowadzić absolutny zakaz aborcji, nawet w przypadku gwałtu oraz zabronić rzetelnej edukacji seksualnej. Śmieszy mnie wymiar kary za przestępstwa seksualne, wkurza brak pomocy dla ofiar gwałtów i tabu, które spowijając nasz kraj, pozwala na to, by ludzie wstydzili się przyznać, że zrobiono im krzywdę. Wiadomo – naród zastraszony i niedouczony, to naród wygodnie sterowny. Jednak zamiast stąpać po zgliszczach skrzywdzonych ludzi, może lepiej zacząć eliminować problem u źródła?

Może gdyby ludzie wiedzieli czym różni się seks od gwałtu, gdyby kary przewidziane za przemoc seksualną były surowsze, gdyby dzieciaki wiedziały, co dzieje się z ich ciałem i kiedy dzieje się im krzywda, gdyby obywatele mieli zaufanie do publicznych służb i nie bali się zwrócić o pomoc, uniknęlibyśmy choć części tych zdarzeń? Może nie żylibyśmy w kraju, w którym 1 na 8 dzieci doświadcza przemocy seksualnej, a 82% kobiet po 15 roku życia doświadcza molestowania seksualnego? Rejestr nikogo nie chroni, nie informuje, a tylko przestrasza – przede wszystkim ze względu na swoją wybiórczość i niekompletność. Zasada ząb za ząb staje się przerażająco aktualna, nawet w cywilizowanym kraju, w XXI w. w środku Europy.

Podziel się:


5 thoughts on “[Lexmaruda pyskuje #12]: 1 stycznia 2018 wszedł w życie Rejestr Przestępców Seksualnych. Co to oznacza dla ciebie?”

  • Niestety obecne tendencje w sprawach płciowych/fizycznych, czy jak je nazwać nie idzie raczej do przodu. To, co zacofane, takie zostaje a gdzie indziej jeszcze się pogłębia. Jka każdemu pomysłowi, i temu trzeba dać troche czasu na ostygnięcie.
  • Podobno kary odstraszają tylko tych, którzy nie chcą grzeszyć. Ja nie wierzę w to, że ktoś przestraszy się większej kary. Bo co by miało nią być? 10 lat w zawiasach? Śmiechu warte…
    • W polskim wymiarze sprawiedliwości wiele aspektów wymaga poprawy. Przede wszystkim sposób odbywania kar. Dla wielu osób wiezienie to w sumie niezłe wakacje i życie na koszt państwa. Wydaje mi się ze zmiana w tym zakresie mogłaby dać jakiś rezultat. Poza tym myślę, że zwiększenie długości odbywania kar mogłoby mieć jakis wpływ na przestępczość. 2 lata za schrzanienie komuś życia to jakiś ponury żart.
  • Też mam mieszane uczucia względem tej ustawy. Z jednej strony to spoko, bo przy zatrudnianiu opiekunki fajnie jest tę osobę przejrzeć, ale z drugiej strony… to narusza jakąś taką podwalinę demokratycznego państwa.

Dodaj komentarz