2/4 AMORIS PIERDOLIS: Konsekwencje słowa „kocham”.

Zauważyłam niebezpieczną tendencję do podcierania się słowem ‘kocham’. Kocha się pieski, seriale na Netfliksie, kocha się płatki śniadaniowe z miodem i orzeszkami, kocha się zachody słońca, wykrochmaloną pościel, pełen bak, pustą drogę, serię zielonych świateł, w radiu utwór jednej z twoich niedocenionych kapel. W narodzie jest jakaś taka niebezpieczna obsesja hiperbolizacji. Nie można już powiedzieć „lubię”, „sprawia mi radość”, „przepadam za”, „gustuję w”. KOCHAM. Zawsze, wszędzie i wielkimi literami.

Kruchość relacji jest zatrważająca. Wychowana na pięknych filmach o miłości wychodzę z założenia, że prawdziwa miłość to taka, która przetrwa różne problemy. Tylko jakoś ciężko jest znaleźć człowieka, który chciałby te problemy wspólnie pokonywać – oprócz swoich kłopotów, chcieć zajmować się także obcymi. Ludzie decydują się więc na przelotne romanse, nie wchodzą w głębsze relacje, bo nawet po wejściu w związek nie zdążają się w niego zagłębić i już go kończą. Jednak gdyby wszyscy wychodzili z takiego samego założenia, że ok – żyjemy dla siebie, nie włazimy we wspólne ciepłe bagienko po kolana, nie byłoby złamanych serduszek, ludzi o duszach przepełnionych goryczą, smutnych wierszy, blogasków i tej ładnej piosenki Skubasa, przy której łzy same spadają z oczu. Niestety, część ludzi oglądała te same filmy co ja. A ci, co ich nie oglądali, nie włażą w bagienko, bo wolą taplać się w własnym. I tu jest pies pogrzebany.

Ludzie sami sobie zrobili kuku, bo naoglądali się pięknych filmów o miłości. O tym, że jest piękna, wzniosła, że beztroska i ekscytująca. A potem się okazuje ze taka nie jest i to ciężka praca na pełen etat. I czują rozczarowanie, bo nie jest jak w filmie. I już im się nie chce o to walczyć.

Łatwo jest powiedzieć kocham, ale ciężko jest ponieść konsekwencje tego słowa. A te konsekwencje mogą przybrać naprawdę potężne rozmiary. „Kocham” to znaczy, że mimo wszystko będziesz stać obok i trzymać za rękę. Decydując się na związek decydujesz się na osobę w całej jej okazałości. Nie tylko na cycki, tyłek czy ładną buzię. Nie tylko na podróże i romantyczne kolacje. Bierzesz tę osobę całą. Ze wszystkimi zaletami i wszystkimi wadami. Z pięknymi blond włosami i kompleksami. Z poczuciem humoru i rodzinnymi problemami. Z wielką inteligencją i depresją. Z uśmiechem i łzami. Bierzesz wszystko. Nie tylko to co ci się podoba.

Jeśli nie jesteś na to gotowy, jeśli czujesz że nie podołasz, albo nie chce ci się podoływać, to nie zawracaj tej osobie głowy i nie motaj jej słodkimi pajęczynami półprawd i ściem. Jeśli masz choć odrobinę szacunku i lubisz tę osobę, to zostaw ją w spokoju. Ona poradzi sobie znacznie lepiej bez ciebie.

Jeśli wchodzisz w związek i myślisz o tej osobie poważnie, to musisz zmienić punkt postrzegania z „ja” na „my”. Nie chodzi o utratę głowy i zatracanie samego siebie w relacji, bo to głupie i szkodzi na cerę, ale często jest tak, że ludzie są w relacji, nawet długiej, a nadal myślą tylko o sobie. Co z moją karierą, co z moją pracą, co z moim hobby? Patrzą na związek jak na przeszkodę, jak na kamień u nogi, który przeszkadza im w realizowaniu swoich pasji i zachcianek. Ludzie, którym zależy i naprawdę kochają są w stanie czasem czymś rzucić, byle związek był dalej. Ale rzucić nie ze strachu przed samotnością, nie dlatego, że są emocjonalnie szantażowani, nie dlatego, że nie mają wyjścia. Rzucić dlatego, bo wiedzą co jest dla nich najważniejsze.

A gdyby tak zarezerwować „kocham” na naprawdę wyjątkowe okazje, dla naprawdę wyjątkowych ludzi? Może wtedy powróciłaby moc i rozmiar tego słowa? Ludziom, którzy nie szanują związków, nie przechodziłoby to słowo przez gardło? O ile mniej ludzi byłoby skrzywdzonych, o ile więcej osób wiedziałoby na czym stoi, gdyby ci co nie oglądali filmów, nie szastali słowem „kocham” na lewo i prawo.

________________________

Ten tekst to część serii AMORIS PIERDOLIS, czyli czterech tekstów traktujących o największych błędach popełnianych w związkach. Nie żebym była jakąś wyrocznią. Ale mam oczy i z nich korzystam.

Teksty z serii ‚Amoris Pierdolis’ znajdziesz tutaj:

amoris pierdolis

Podziel się:


12 thoughts on “2/4 AMORIS PIERDOLIS: Konsekwencje słowa „kocham”.”

  • W stuprocentach zgadzam się z powyższym;) Jeszcze będąc podlotkiem nie rozumiałam za bardzo, dlaczego moi równieśnicy wymieniają się słowem kocham, jak karteczkami kolekcjonerskim… To było wszechobecne zasładzanie codzienności czułymi słowami, które miały w teorii ukazywać bliskość, a przynosiły tylko nastrój z młodzieżowego serialu amerykańskiego.
    A byłoby miło gdybyśmy używali całego słownika do ukazywania uczuć!
    Pozdrawiam,
    Goś
  • To jeden z najmądrzejszych tekstów, jakie ostatnio usłyszałam/przeczytałam. Cała prawda o współczesnej miłości. Jeśli więzi w związku są silne przetrwa się wszystko. Kłótnie, choroby, niedoskonałości i dalej jest się razem, wspólnie się podąża przez życie. A kiedy relacja jest krucha, to nie wytrzyma się już po pierwszej drobnej sprzeczce. Z tym przesadnym wykorzystywaniem słowa „kocham” również masz rację. Kocham truskawki, ale faceta nienawidzę, bo nie kupił mi stu róż bez okazji; w dodatku ubiera się tak niemodnie 🙂 Egoizm się szerzy. Ludzie szukają drugich połówek, by wpasowały się one w ich potrzeby i najlepiej bez jakichkolwiek wad. Przykra sprawa. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do siebie 🙂
  • Szczerze… Po sześciu latach udanego związku słowo „kocham” im rzadziej jest wypowiadane, tym większe ma znaczenie… Męczy mnie populistyczne podejście do miłości i to, że słowo „kocham” w kontekście związków jest nadużywane. Poczucie, że jest ono w stanie utrzymać relacje i zmienić wszystko… Bullshit. No ale cóż… może początki związków mają to do siebie, że jest kolorowo, non-stop „kocham cię” itd… Dałaś mi do myślenia tym wpisem.
    Pozdrawiam ciepło,
    http://www.wydru.blogspot.com
    • A mnie drażni, że ludzie już na początku relacji tak szastają tym słowem, bo od zakochania do miłości jest bardzo daleka droga. Pozdrawiam ciepło!
  • Mądry tekst. To prawda, dzisiaj ludzie za bardzo szastają słowem kocham. Sama kiedyś podchodziłam do tego lekkomyślnie, ale na szczęście już nie jestem taka… głupia 🙂
    • Myszko kiszko, nie wolno o sobie myśleć „głupia”! Każdy z nas przez to przechodzi i absolutnie nie jest to głupota, a niedoświadczenie i dziecięca naiwność. Niestety zycie brutalnie je weryfikuje.
      Ściskam! LM
  • „Ludzie sami sobie zrobili kuku, bo naoglądali się pięknych filmów o miłości. O tym, że jest piękna, wzniosła, że beztroska i ekscytująca. A potem się okazuje ze taka nie jest i to ciężka praca na pełen etat. I czują rozczarowanie, bo nie jest jak w filmie. I już im się nie chce o to walczyć.” – genialny akapit. Tak niestety jest 🙁

Dodaj komentarz