4/4 AMORIS PIERDOLIS – zasługujesz na szczęście.

Zawsze bardzo lubiłam gotować i piec, ale nigdy nie umiałam robić tortów. Niby przepisy były w porządku, a mimo to biszkopt zawsze był jak podeszwa. Mogłam zrobić najlepszy krem z adwokatem, przełożyć blaty ciasta najlepszą konfiturą, wszystko wyrównać i ozdobić fantazyjnymi wzorami z kremu, obsypać pokruszoną czekoladą, a na czubku umieścić wisienki. Wyglądało to pięknie, ale smakowało żałośnie. Jak podstawa jest skopana, to nic dobrego nie wyjdzie, choćbyś stanął na rzęsach.

Ostatnio byłam na znakomitym spektaklu „Małe zbrodnie małżeńskie”. Sztuka świetna, gra też fajna, ale nie o to chodzi. Padło jedno znamienne zdanie: „Mogę cię obronić przed wszystkim, ale nie przed tobą samą”. Zapamiętaj sobie podstawową prawdę: dopóki sam jesteś rozbity, to nie masz co liczyć na udany związek. Druga osoba cię nie poskłada. Sam musisz to zrobić. Ludzie w bałaganem wewnątrz wchodzą w związki i dziwią się, że się one rozpadają. Człowiek człowiekowi wilkiem, albo może to artyści ludziom wilkami, bo w przez swoje patetyczne „Cierpieniach młodego…” i płaczliwe piosenki, wpędzili ludzi w przekonanie, że miłość jest dopełnieniem drugiej osoby. Że jest najważniejsza. Że kocha się raz i więcej już nie. Że cierpienie z miłości jest o wiele bardziej atrakcyjne i spektakularne, aniżeli zdrowa relacja i spokój.

Otóż miłość jest jedną z najfajniejszych rzeczy, których człowiek może doświadczyć. To bez wątpienia. Ale nie powinna być dopełnieniem, a wisienką na torcie. Musisz czuć się w relacji dobrze – dowartościowany, szczęśliwy, spełniony. Nawet jeśli przyjdzie ci coś poświęcić to wiesz, że warto było i nie masz do drugiej osoby pretensji, że przez nią w życiu ci nie wyszło. Nie ma połówek serca, jabłka czy pomarańczy. Jesteś cały. Jak mały, słodki pączuś z różą i lukrem. A miłość to tylko brokatowa posypka. Niekonieczna, ale fajna, bo ładnie błyszczy. Miłość nie ma dodawać ci wartości. Masz mieć swoją wartość i ją znać. Partner nie jest od tego, żeby jej dodawać.

W związku zawsze przegrywa słabsza osoba

Słabsza, czyli ta, której bardziej zależy. Tylko od kiedy do cholery związek jest rywalizacją? Od kiedy polega na walce? Nie polega. Związek – a nie paranoja – to równoległy spacer przez życie dwóch indywidualnych bytów. Niezależnych od siebie, suwerennych, które decydują dobrowolnie o tym, że razem po tym łez padole chcą kroczyć. Ramię w ramię. Nie zawsze będziesz „najlepszą wersją siebie”, czasem spadnie ci na głowę jakiś kamień albo wiadro pomyj. Albo gołębia kupa. Dopiero wtedy przekonasz się, czy faktycznie ten związek to prawdziwa miłość czy tylko wydmuszka. Kiedy ktoś zamiast wykorzystać moment upadku i wejść ci na głowę, poda ci rękę i powie „Idziemy dalej razem”.

Uzależnianie się od drugiej osoby jest kiepskie, jak każdy nałóg. Papierosy powodują raka, alkohol marskość wątroby, a czekolada nadwagę. Miłość toksyczna też niszczy. Często bardziej niż używki, bo wyniszcza całe wnętrze i czujesz się pusty jak bęben. Wydaje mi się, że kluczem do szczęśliwego życia jest samodzielność. W ogóle myślę sobie, że zanim się wejdzie w związek, powinno się nauczyć żyć samemu. Wiadomo, że każdy poznaje swojego partnera życiowego w różnym wieku i różnych okolicznościach, ale wydaje mi się, że samotne życie przed relacją mogłoby uratować wiele związków, bo nie byłoby chorych ze strachu i kompleksów ludzi. Nie demonizowaliby tak samotności – choć to całkowicie normalne, że człowiek boi się tego, czego nie zna. Nie bojąc się, nie zachowywaliby się jak wariaci, którzy przemocą i grabieżą prywatności próbują na siłę kogoś zawłaszczyć. To tak, jak z domem, który na pozór jest miejscem, do którego chce się wracać, ale zamknięty z zewnątrz staje się więzieniem, z którego próbuje się uciec.

Regina Brett, której książki uwielbiam, napisała w „Kochaj” rozdział, w którym zawarła wszystkie niezbędne do życia czynności, które powinniśmy umieć zrobić sami. Posługiwać się młotkiem i wkrętarką, rozliczyć się z urzędem skarbowym, założyć rachunek bankowy, wymienić koło, wywabić plamę z czerwonego wina na białej koszuli, udzielić pierwszej pomocy, przyszyć guzik, usmażyć jajecznicę, ugotować makaron, i tak dalej, i tak dalej. I nie mamy się tego uczyć tylko po to, żeby przygotować się na samotne życie. Nawet w związku ludzie nie mogą być od siebie zależni. Bo nawet jeśli wszyscy nagle – w niezwykły sposób – znikną z powierzchni ziemi nadal będziesz miał jedną osobę, na której będziesz mógł polegać – siebie.

Mama zawsze chciała, żebym się uczyła i nie musiała w przyszłości polegać w pełni na żadnym człowieku. Samodzielność to klucz do dobrego życia, bo buduje poczucie twojej wartości i powoduje, że znika strach. Jeśli nie zastanawiasz się co rano i gdy kładziesz się spać: „Co by było gdyby on nagle odszedł? Zostanę z niczym/bez pieniędzy/bez mieszkania/z trójką dzieci/kredytem na głowie/umrę bez niego”, to znaczy, że jesteś szczęśliwym człowiekiem. Za dzieci, kredyt i mieszkanie podstaw cokolwiek, co uważasz, że bez drugiego człowieka jest niemożliwe do zrobienia. Jeśli jest taka rzecz, to mocno się zastanów nad tym związkiem. W dobrej relacji nie ma miejsca na strach.

Samodzielności nie wypracowuje się z dnia na dzień. To długi proces, bo opiera się na zdobywaniu wiedzy i sukcesywnym lub mniej, próbowaniu. Nie chcę tu stwierdzić oczywiście, że samodzielnie trzeba iść przez życie i sobie nie pomagać. Absolutnie nie. Ale nie uzależniać się od drugiej osoby. Nie robić z niej ósmego cudu świata, którego odejście odcina dopływ tlenu. Jesteś pięknym człowiekiem, który może drugiemu człowiekowi zaoferować naprawdę dużo. Całą swoją miłość, opiekę, czułość i pomoc. Żaden człowiek nie zasługuje na cierpienie przez lub z powodu drugiej osoby. Choćby to był George Clooney, jeśli jest ci źle, lub nieźle, ale nie dobrze, to uciekaj. I zacznij wreszcie żyć tak, żeby tobie było dobrze. A na pewno znajdzie się człowiek, który pokocha cię w całości, bez półśrodków. Weźmie ciebie całego, a od siebie da jeszcze więcej. Będziesz małym, słodkim pączusiem z różą i lukrem. I brokatową posypką.

RESZTA TEKSTÓW Z SERII:

  

Podziel się:


12 thoughts on “4/4 AMORIS PIERDOLIS – zasługujesz na szczęście.”

  • Czytając wszystkie cztery teksty da się zauważyć, że ktoś musiał Cię kiedyś bardzo zranić. Niby piszesz, że związki są fajne, ale mam wrażenie, że sama siebie chcesz przekonać, że w pojedynkę człowiek jest w jakiś sposób lepszy niż w duecie.
    (+ strasznie lubię Cię czytać, bo cholernie mądra z Ciebie babka. Dużo dobrego życzę:) )
    • Nie, nigdy nie sądziłam, że w pojedynkę jest lepiej czy że człowiek traci na wartości wchodząc w relację. Absolutnie. Wręcz przeciwnie, uważam że w dobrym związku ludzie dostają olbrzymiej mocy i dokonują rzeczy naprawdę wielkich. Jednak dojrzałam do tego, że faktycznie lepiej być samemu niż tkwić w czymś, co nas wykańcza. Miłość to potężna rzecz i trzeba jej używać z głową, bo można się nawzajem strasznie mocno poharatać.

      Również ciepło pozdrawiam, LM 🙂

  • Bardzo dobry tekst. Często jest tak, że w związku rodzimy się na nowo, na nowo odkrywamy siebie i poznajemy swoje możliwości. Jednak niesamowicie ważne jest utrzymanie równości i partnerstwa. Bardzo ważne, że zwracasz na to uwagę 🙂
  • Świetny tekst.
    Mój związek właśnie się rozpadł. Od dawna układało nam się słabo, ale wydawało mi się, że jakoś sobie radzimy.
    Jednak pod koniec roku okazało się, że jednak nie i żona powiedziała dość. Jako, że to ona powiedziała, to cała wina za całe zło w naszym związku spadła na mnie. Nie chce się wybielać, ale uważam, że oboje do tego doprowadziliśmy. Tylko niestety zamknęła się w skorupie i nie mam do niej żadnego dojścia, żeby nawet porozmawiać o tym co było.
    Osobiście nie wierzę w coś takiego jak toksyczny związek. Przyczyną wielu problemów (także zdrad) jest niedogadanie się obu stron i brak komunikacji. A drobne, nierozwiązane problemy urastają do ogromnych rozmiarów. A wszelkie „toskyczne sytuacje” jak kłótnie, krzyki, przemoc (psychiczna i fizyczna), zdrady to tylko objawy. A potem wyobrażamy sobie, że ta druga strona była zła albo jeszcze gorsza i… związek się kończy. A sprawy pozostają nierozwiązane.
    Polecam książkę „Gdy rozwód nie wchodzi w grę”. Świetna, ale kupiłem ją pół roku za późno 🙁
    Jednak jeśli ktoś jest na wczesnym etapie kryzysu, to na pewno się przyda, polecam.
  • Ktos już tu wcześniej napisał, że całośc testu ma wyraz smutny i przygłębiający.
    Piszesz go z pozycji osoby rozcarowanej i zranionej.
    Takie jest moje odczucie.
    Życzę więc szcześcia, samej czy z kimś:)
  • W zyciu przyda sie tak osoba ktora na stare schorowane lata poda nam przyslowiową szklanke wody. Jednak jeżeli ta osoba bedzie za przeproszeniem gowna warta, to nawet zawór z wodą zakręci. Dosc czesto sie tu u Ciebie wypowiadam, bo co niektóre teksty opisuja dokladnie to, co ja chciałabym powiedziec innym, ale nie mam na tyle chyba odwagi zeby sie przyznac kim jestem i skad w ogole wiem takie rzeczy, a wiem sporo odnosnie tego co tu piszesz. Znam to z autopsji.
    Szukalam szczescia w wielu rekach, jednak musialam tez dobrze przez te rece oberwac zeby w koncu dłuższy czas spedzic sama, przypomniec sobie jaka bylam, co lubilam, i znowu zaczac uzywac mojego cietego jezyka, nie bojac sie odezwac. Teraz, bedac w zupelnie innym miejscu z osoba z ktora nigdy nie pomyslalabym ze sie znajde, wiem, ze nie trzeba szukac rycerza na bialym koniu, zeby w koncu poczuc sie jak ksiezniczka. Nie trzeba zabierac na ekskluzywne kolacje z kawiorem na talerzu. Wystarczy ze jest o czym rozmawiac, ze nie boisz sie wyrażać tego co czujesz, ze potrafisz powiedziec mu ze robi zle nie bojac sie ze trafi to w ciebie ale jednak zostanie to przyjete i z usmiechem, nie sarkastycznym, ze glupie robienie obiadu sprawia niebywala frajde a rzeczy wydajace sie norma typu glupi spacer czy ogladanie po raz 10000 armagedonu w dresach i piwie są czyms extra i super. Nie trzeba szukac – samo sie napatoczy, a czas pokaze swoje, bez zbednych przyspieszen.

    poczek z lukrem? Wydaje mi sie ze milosc to nawet nie lukier. Sami siebie powinnismy „dekorowac”. Milosc to raczej taki talerzyk. Papierowy jezeli to jednak nie „to” a piekny porcelanowy gdy czegos jestesmy pewni, gdy to uczucie jest prawdziwe. To w pewnym rodzaju stabilnosc, jak wlasnie porcelanowy talerz… nawet pączek w średniej formie, lekko kanciasty lub z mala iloscia nadzienia, bardziej zarumieniony lub nie, na pieknym talerzu wyglada zdecydowanie lepiej 😉

    • Wspaniała dywagacja na temat pączusiów <3.
      „Szukałam szczęścia w wielu rękach” – aż miałam ciarki, gdy to przeczytałam. Jakoś okropnie to brzmi. Wydaje mi się, że to największy błąd ludzi, o czym często piszę – póki sam nie jesteś szczęśliwy, to w związku tym bardziej nie będziesz. Drugi człowiek nie ma obowiązku dawać ci szczęścia, ty sam musisz to czuć. Związki to piękna sprawa. Te wszystkie rzeczy, takie drobne gesty o których piszesz, to właśnie jest kwintesencja miłości. Myślę o tym w kategoriach przyjaźni, tylko bardziej. To najpiękniejsza rzecz w życiu, spotkać osobę, z którą tak świetnie się dogadujesz i którą darzysz uczuciem. Wszystkim czegoś takiego życzę.

Dodaj komentarz