7 kroków do szczęścia. A potem do sukcesu. 

Mam dwadzieścia dwa lata i od dwudziestu dwóch lat zastanawiam się jakby tu odnieść sukces. Od trzech zastanawiam się trochę bardziej intensywnie. Żeby sukces odnieść, trzeba by najpierw wiedzieć czym tu się zająć. Więc żeby wiedzieć próbuję różnych rzeczy. Dorywczych prac, kursów i spotkań. Podróżuję, bo to otwiera głowę. To znaczy podróżuję, kiedy mogę. Na razie zbyt często nie mogę, ale i tak w swoim życiu dość dużo zwiedziłam, a moi rodzice bardzo dbali, żeby moja głowa była otwarta. Mam taką wewnętrzną potrzebę pokazania sobie i innym, że potrafię. Czujęwewnętrzny głód zrobienia czegoś dużego. Ostatnie trzy lata były jakimś totalnym rolerkosterem. Wznosiłam się i spadałam. Rosły mi skrzydła i opadały ręce. Rozpaczliwie próbowałam siebie odnaleźć, a w tym wszystkim chciałam za wszelką cenę zadbać o wszystkich: o rodzinę, związek, przyjaciół, psa. Oblatywałam każdą z tych osób z prędkością okamgnienia, przemieszczając się w popłochu między domem, mieszkaniem, koleżankami. W tak zwanym międzyczasie chciałam zajmować się bezpańskimi psami ze schroniska i chorymi dziećmi z hospicjum. Nie wyobrażałam sobie „tylko studiować”. Musiałam pracować, bo czułam, że chcę jakoś rodzicom pomóc z wydatkami związanymi z moją osobą. Weekendy spędzałam z ówczesnym chłopakiem. Funkcjonowałam w ten sposób, a właściwie płynęłam stylem rozpaczliwym między jednym zadaniem, a drugim. I w końcu nalało mi się do nosa. Każdy, kto tego doświadczył wie, że to nic fajnego. Nawet jak woda wypłynie, to nieprzyjemność zostaje na dłużej.

Doba ma – stety albo niestety – tylko 24 godziny. To dość mocno skomplikowało moje plany zdobywania świata. Wiadomo, że nie da się złapać wszystkich srok za ogon, a starając się być dobrym we wszystkim, jesteś dobry w niczym. Byłam więc żadnym studentem, żadną córką, żadną przyjaciółką, żadną siostrą, żadną dziewczyną. Bo wszystko robiłam na pół gwizdka. Jedynie w pracy jakoś mi szło. Nie dość, że czasu było ciągle za mało, to regularnie ktoś, kto miał pomagać mi płynąć przez to bajoro, płynął przede mną i chlapał mi chlorowaną wodą prosto w oczy. Bolało. W końcu miałam dość. Ale tak naprawdę. Byłam mocno wkurwiona i rozedrgana. Swoją niedbałością, tym, że nie daję rady robić wszystkiego tak, jakbym tego chciała, a przede wszystkim tym, że od ludzi, o których tak walczyłam i dla których poświęcałam swoją energię, nie dostałam nic w zamian. Nie jestem interesowną osobą, ale miło by było dostać jakiś telefon raz na miesiąc, skoro sama regularnie do nich dzwonię i pytam co słychać. Po trzech latach ustawicznego kopania mnie przez wszystkich w dupę, dojrzałam do decyzji, żeby wreszcie zająć się sobą. Skoro więc odszedł mi jeden z dotychczasowych, głównych obowiązków i już nie będę musiała jeździć jak wariatka w te i wewte, postanowiłam poskładać swoje życie do kupy i wreszcie osiągnąć ten mój upragniony sukces. Czym on jest? Ano, nie wiem. Ale na razie będzie dla mnie sukcesem ogarnięcie samej siebie i swojego najbliższego otoczenia. To plan na najbliższą przyszłość.

7 kroków do szczęścia. A potem do sukcesu.

  1. Wyrzuć ze swojego otoczenia wszystkie zbędne osoby.                                                                                                                                                            

Jakkolwiek egoistycznie i paskudnie to brzmi. Nie chodzi tu o to, żeby przestać się odzywać i na ulicy mówić „cześć”, ale o to, by nie zabiegać o uwagę ludzi, którzy nie są ciekawi co u nas. To także usunięcie ze swojego grona osób, które źle na nas działają: demotywują, powodują nasze kompleksy, wbijają nas w poczucie niższości, albo zwyczajnie nas nie interesują i nudzą, ale „wypada” się z nimi spotkać. O toksycznych relacjach pisałam tutaj. Więc jeśli czujesz się z takimi ludźmi źle, to po prostu z nimi nie przebywaj. Bajecznie proste, choć trudne w praktyce. Jeśli twój związek zwija cię w kłębek zamiast dodawać skrzydeł, z partnerem czujesz się paskudnie, a rozmawialiście o tym już wielokrotnie i nic się nie zmienia, to nic tu po tobie. Nic się już tu nie zmieni, więc zamiast czuć się i dawać się traktować jak popychadło, wyskakuj czym prędzej z tego zmierzającego donikąd pociągu. Otaczaj się ludźmi, których kochasz, ale którzy jednocześnie kochają ciebie.

2. Wyrzuć wszystkie zbędne przedmioty.

Ten punkt jest moją wielką bolączką, bo nie dość, że jest dopiero przede mną, to jestem strasznym chomikiem i przywiązuję się do rzeczy. Moje mieszkanie to połączenie starocerkiewnosłowiańskich ikon, kolekcji winyli, tęczy, buddyzmu, książek i miękkich poduszek. Do tego moja szafa pęka w szwach, bo jestem szmateksową zakupoholiczką. Ciężko jest w takim połączeniu utrzymywać porządek i wrażenie przestrzenności pomieszczeń. A to jest strasznie ważne, bo wpływa na nasze samopoczucie. Trudno jest zdobyć się na poranny dobry humor i uśmiech, gdy wdeptujesz półprzytomny gołą stopą w pudełko po pizzy leżące koło łóżka. Poza tym, zbyt duża ilość rzeczy może nas przytłoczyć i przysparza nam tylko większej ilości obowiązków. Ot, choćby moja pięćdziesięcioelementowa zastawa beżowych filiżanek, kubków i innych pierdół, która zbiera kurz, i zajmuje kupę miejsca. A zamiast myć trzy używane kubki, nie myję  żadnego aż do momentu, gdy elementów zastawy zaczyna brakować.

  1. Zajmij się swoimi priorytetami.

Studiujesz? Uczysz się? Rób to przyzwoicie. Nie musisz być alfą i omegą, ale wypadałoby dać coś od siebie i włożyć w to trochę wysiłku. Mój ostatni rok akademicki był bezwładnym spadaniem i obijaniem się o skały. Bum. Bach. Bum. Bach. Chciałabym mieć trochę satysfakcji z włożonej pracy. Warto się trochę postarać. Ucz się regularnie, albo przynajmniej  spróbuj i nie zrażaj się, że ci nie wychodzi. To, że dzisiaj przebimbałeś cały dzień, nie znaczy, że już „nie ma sensu się uczyć, bo i tak nie zdążysz”. Uczysz się dla siebie. Znam specyfikę studiów i wiem, że egzaminy czasami przesłaniają nam tą jakże szlachetną myśl, że uczymy się dla siebie. Ale przynajmniej postaw na to, co naprawdę cię interesuje.

Dodatkowo nie zapominaj, że poza studiami jest też życie. Jeśli robisz zdjęcia, to je rób. Jeśli malujesz, to maluj. Jeśli uczysz się koreańskiego, to się ucz. Rozwijaj swoje pasje. Życie jest za krótkie, żeby spędzać je na robieniu rzeczy, które nie dają ci spełnienia. A osoby z pasją są o wiele bardziej atrakcyjne i pożądane, niż nijakie, bezpłciowe szaraki.

  1. Polub samego siebie

Do niedawna myślałam, że zwariuję na myśl, że miałabym zostać choć na jeden wieczór sama ze sobą. Bałam się tego, wiec albo wykręcałam kolejne numery telefonów, albo odpalałam film. Robiłam wszystko, żeby zagłuszyć swoje myśli i nie skupiać się na nich. Kiedy zaniedbałam się do tego stopnia, że wyglądałam jak wielki ziemniak, przytyłam, miałam brzydkie włosy i zero chęci do życia, moja dobra znajoma zapytała, jak można się tak zaniedbać. Że przecież powinnam być dla siebie najważniejsza, a dopiero potem zajmować się innymi. Na pytanie, kiedy ostatnio zrobiłam sobie domowe spa nie potrafiłam udzielić odpowiedzi. A gdy zrezygnowałam z pewnych rzeczy, znalazłam czas na to, żeby zakupić maseczkę i nałożyć ją sobie na twarz. I zrobić manicure. A nawet pedicure. Dla mnie to było szaleństwo. A teraz widzę, że choć brzmi to trywialnie, to jest bardzo istotne. Żeby dobrze się ze sobą czuć – i psychicznie, i fizycznie. E., możesz być dumna!

  1. Stwórz swoją rutynę.

Ludzie mówią, że rutyna zabija. Ale ludzie dużo rzeczy mówią i rzadko kiedy mają rację. Zła rutyna jest zła, ale brak dobrej rutyny jest jeszcze gorszy. Dotychczas nie miałam pojęcia, co to znaczy „rutyna”. Każdy mój dzień to była walka o przeżycie, ale też wymigiwanie się od części obowiązków. Weekendy były ciągłym biegiem z dworca i na dworzec. Teraz już jeździć nie muszę i sama jestem w szoku, że tak mi z tym dobrze. Jeżdżę –  kiedy uważam za stosowne – do domu i przyjaciół. Choć jeździłam co tydzień setki kilometrów, ostatnio po dłuższej przerwie w maratonach z pkp, poczułam, że choć mam do przebycia krótką trasę, to wcale nie chce mi się jechać. I uśmiechnęłam się, bo ostatni raz pomyślałam w ten sposób trzy lata wcześniej.

Rutyna to powtarzalność. Rutyna jest dobra, jeśli jest dobra. Dobre przyzwyczajenie, a więc choćby wstawanie piętnaście minut wcześniej i możliwość wypicia w spokoju herbaty przed nadchodzącym dniem,  daje nam możliwość uspokojenia się i wyciszenia. Dzięki rutynie poznajemy ludzi, bo regularnie się z nimi widzimy i rozmawiamy. To daje szansę na odkrycie wielu naprawdę wartościowych osób i budowanie przyjaźni. Rutyna daje stabilność i spokój, ale przede wszystkim daje poczucie bezpieczeństwa, którego tak bardzo mi brakowało. Wiadomo, że fajnie jest czasem zrobić coś spontanicznego lub zupełnie innego niż zazwyczaj, ale całe życie wypchane niespodziewajkami jest równie ciężkie jak potężna nuda.

6. Nie wymagaj od siebie za dużo

A przynajmniej nie wymagaj od siebie za dużo, gdy ci na czymś nie zależy. Jeśli coś nie ma kluczowego znaczenia dla ciebie, to pozwól sobie na to, żeby odpuścić. Nie musisz robić wszystkiego na sto procent. Życie to sztuka wyboru. Masz mnóstwo możliwości i musisz wybrać to, na czym ci zależy. Daj sobie czasem dyspensę i zrób coś na odwal się. Tak po prostu. I nie miej wyrzutów sumienia.

  1. Wykorzystaj swoją wyjątkowość.

Zastanów się, co masz do zaoferowania światu, czego nie ma nikt lub ma niewiele osób. Może to być jakaś szczególna umiejętność fizyczna, może masz jakąś cenną cechę charakteru lub wyróżnia cię twój wizerunek. Zrób z tego atut i swój znak rozpoznawczy. Studentów jest w bród, ale studentów konkretnego kierunku jest już mniej. A studentów konkretnego kierunku z wydzieranymi rękawami, charyzmą i talentem gry na instrumencie to już w ogóle. Jeśli masz coś, co cię wyróżnia, to na tle tysiąca osób na pozór podobnych, będzie widać właśnie ciebie. A to chyba ważne, by zostać zapamiętanym?

Mam nadzieję, że ktoś po przeczytaniu tych punktów znajdzie coś dla siebie. I nie będzie musiał tracić kilku lat życia na dochodzenie do takich wniosków. Tylko człowiek, który czuje się ze sobą dobrze, lubi siebie, zna swoją wartość jest w stanie funkcjonować w zdrowych, normalnych relacjach z ludźmi i radzić sobie w życiu zawodowym. Jak już będziesz szczęśliwy, to stąd jest już bardzo niedaleko do sukcesu.

Podziel się:


2 thoughts on “7 kroków do szczęścia. A potem do sukcesu. ”

Dodaj komentarz