Ciężko jest mieć zasady.

Jako mała, okrągła dziewczynka z dwoma kubołkami na głowie, często byłam stawiana za wzór. Nie jest to bynajmniej z mojej strony żadna megalomania. Nauczyciele mnie chwalili, bo byłam grzeczna i dobrze się uczyłam. Rodziców moich koleżanek, świadomość, że będę na jakiejś imprezie – uspokajała. Z jednej strony było to bardzo miłe. Z drugiej było moim przekleństwem, bo rodzice dzieciaków zawsze bardzo mi ufali, co powodowało, że czułam się po części odpowiedzialna za to co robią moi koledzy. Niejednokrotnie było to powodem niewybrednych żartów na temat mojej osoby. Od zawsze miałam pragnienie „coś odwalić”, zrobić coś strasznie głupiego i nieodpowiedzialnego. To dwudziesty drugi rok mojego życia i nadal mi to nie wyszło. I często nachodzą mnie takie myśli, czy jestem po prostu nudna i to źle, czy odpowiedzialna i to fajnie?

Część moich kolegów wpadała w nowe towarzystwo i pod jego wpływem robiła głupie rzeczy. Zaczynali palić papierosy w gimnazjum, upijali się, albo babrali się w narkotykowym bagnie. A ja się z nimi wszystkimi trzymałam i dobrze żyłam. I nikt mnie nigdy nie namawiał do tego, żebym zrobiła coś, na co nie miałabym ochoty. Nikt nie wpychał mi do ręki papierosów czy tym podobnych rekwizytów. Innych do tego namawiali i zazwyczaj skutecznie. Ze mną się nie napijesz? Nie zapalisz? Nigdy nie czułam się gorsza tylko dlatego, że nie paliłam fajek. Teraz kiedy jestem duża, Fresco – jak pacierza – nie odmawiam, ale od papierosów stronię, a narkotykami gardzę. I z perspektywy czasu widzę, że ludzie szanowali mnie za to, że mam własne zdanie i nie ulegam niczyim naciskom. Bez znaczenia czy starsi czy w moim wieku – zawsze odnosili się do mnie z szacunkiem.

Czasem się zastanawiam, dlaczego ludzie tak łatwo dają się zmanipulować i wejść sobie na głowę. Czy są aż tak słabi? Czy ta osoba, która namawia jest aż tak przekonująca? Czy faktycznie ich kompleksy są aż tak duże, a wizja popularności aż tak kusząca, że trzeba robić rzeczy, na które nie ma się ochoty? Czy powiedzenie „nie” kosztuje aż tak wiele?

Także po rozstaniach ludzie wokół zachowują się jak cichociemni dilerzy. Próbują cię za wszelką cenę z kimś poznać. „Idź, zabaw się”, „klina klinem” inne tego pokroju mądrości. Zdesperowany zaczynasz w to wierzyć, bo właśnie brutalnie sobie przypomniałeś, co to znaczy samotność. Rzucasz się w wir e-randek i dziwnej treści spotkań, które mają być cudownym medykamentem na złamane serce. Po tychże spotkaniach nadal czujesz pustkę, a moralny kac przybiera rozmiary Pałacu Kultury i nie czujesz się choćby o jotę zdrowszy. Nie mówiąc już o fakcie, że właśnie wykorzystałeś drugiego człowieka, żeby na kimś się zemścić. To jest prawdziwy test charakteru. Nie sztuką jest się puścić w wir szybkiej e-miłości. Sztuką jest przeżyć rozstanie tak, by coś z niego wynieść. Takie sytuacje nas budują, bo uczymy się na błędach. W czasach, gdy wszystko jest tak łatwo dostępne, sztuką jest nie to mieć, a z tego zrezygnować. Nie mówię tu oczywiście o jakiejś szalonej ascezie, ale o tym, by nie dawać się ludziom zmanipulować i nie pozwolić swoim słabościom brać góry nad swoim życiem, gdy znajdziemy się w kiepskim momencie. Siła charakteru i szacunek do siebie to wartości, na które pracujemy cały czas, a nie tylko wtedy, kiedy możemy sobie na to pozwolić.

Kiedy spotykają się dwie osoby o różnych sposobach postrzegania życia, to tej, która hedonistycznie zagarnia wszystkie przyjemności tego świata, ciężko jest zrozumieć moralne zasady drugiej i często mówi ona, że ta osoba jest słaba, boi się. Namawia ją i próbują przekonać do wielu rzeczy. To nie jest prawda. Boją się ci, którzy ślepo podążają za swoimi bożyszczami. Boją się odrzucenia, boją się braku akceptacji. Są zwyczajnie słabi.

Bardzo mi się podoba taki obrazek, który zobaczyłam gdzieś w otchłani sieci, że w życiu należy wszystkiego spróbować, ale zawsze wiąże się to z alkoholem, narkotykami, a rzadko kiedy z fizyką kwantową. Żeby palić za szkołą w gimnazjum trzeba mieć jaja. Ale trzeba mieć trzy razy większe jaja, żeby odmówić. Jeśli masz jakiś swój etos moralny, to nie łam go tylko dlatego, że ci źle. Wierność swoim zasadom to olbrzymia wartość, tak potwornie rzadko spotykana w tych czasach. To gigantyczny atut, który sprawia, że w oczach ludzi jesteś kimś. Jesteś szanowany, lepiej postrzegany, bardziej wiarygodny i atrakcyjny. Jeśli masz ochotę czegoś spróbować, to zrób to. Ale nigdy nie posuwaj się do czegoś, czego nie chcesz, tylko po to, by komuś zaimponować. Świat jest pełen ludzi, którzy się boją. Miej odwagę mieć odwagę.

Podziel się:


10 thoughts on “Ciężko jest mieć zasady.”

  • bardzo ciężko utrzymać w ryzach swoje zasady i nie dać się nagiąć pod wpływem innych. szacun za taką postawę! uwielbiam ludzi z zasadami, a nie pędzące owce za tłumem. pozostań sobą i nigdy się nie zmieniaj!
  • Jestem taka jak Ty. Też mam swoje zasady i nie ulegam tym wszystkim pokusom, a raczej rzeczom, które dla innych są pokusami, a dla mnie czymś, co po prostu sobie istnieje gdzieś poza mną. I bardzo mi z tym dobrze, bo kiedy czuję się źle, to chociaż wiem o sobie tyle, że nie robię rzeczy wbrew sobie i zaczynam czuć się trochę lepiej jako człowiek.
    Myślę, że to ważny tekst, szczególnie dla osób w młodym wieku.
    • Otóż to, świadomość swojej siły i wartości jest bardzo krzepiąca i pozwala przetrwać trudne chwile 🙂 Część o używkach – wiadomo, że dotyczy młodych. Ale ile razy było tak, że dorośli ludzie robili paskudne rzeczy po rozstaniach, których później strasznie żałowali. Dziękuję za wizytę! 🙂
    • Dlatego właśnie na końcu znajduje się konkluzja, że jeśli faktycznie chce się czegoś spróbować, to można, a nawet należy. Ileż historii napisano już o nieszczęśliwych ludziach, którzy w poważnym życiu zapragnęli robić rzeczy, które powinni robić w młodości 🙂

Dodaj komentarz