#LEKCJA 2: GRECJA: zorganizowane wakacje tylko we wrześniu!

Na wstępie przypomnę, że ten kawałek internetów jest przeznaczony na moje subiektywne odczucia, które mogę głosić bez skrępowania, a z których wy wcale nie musicie korzystać. Zacznę od tego, że nie lubię zorganizowanych wyjazdów. Nie lubię to może zbyt mocna fraza, ale wyjazdy tego typu wcale mnie nie kręcą. Krępują swobodę, są zbytecznie luksusowe, leniwe – dla mnie po prostu nudne. Być może z wiekiem zmienię zdanie, natomiast teraz wolę sama organizować wyjazdy – lubię sama planować, szukać, sprawdzać, przeżywać przygody. Dodatkowo, własny wyjazd często jest o wiele tańszy. Niemniej jednak, dwa lata temu, nie mając czasu z powodu pracy, postanowiliśmy wybrać się z chłopakiem na tego typu wyjazd.

Tydzień, Finikounda, Grecja, oliwki, plaża, słonko. Ze względu na to, że zawsze jeździmy na wakacje pod koniec września, ceny w biurach podróży są naprawdę przyzwoite. Niektórzy oczywiście jeżdżą na wakacje całkowicie poza sezonem: w grudniu, styczniu czy kwietniu. Ja jednak piszę o miesiącach stricte wakacyjnych. Finikounda okazała się być maleńkim miasteczkiem na Peloponezie, która tętni życiem w sezonie, a poza nim. . . nie ma tam żywej duszy. Jedynie wieczorem otwarte jest kilka knajpek, w których siedzi garstka Greków i leniwie popija ouzo. Z jednej strony, perspektywa tygodnia w bezludnym miasteczku nas przerażała, ale z upływem dni okazała się być zbawienną.

Nie jestem specjalną fanką Grecji, jej historii czy kultury, ale zdecydowanie zakochałam się w tamtejszej kuchni. Świeże ryby, olbrzymie oliwki z pestką i tzatziki skradły moje serce. Ouzo niekoniecznie. Zawsze na wyjazdach staram się jadać na mieście w niekomercyjnych knajpkach – bezpłciowy bufet hotelowy do mnie nie przemawia. W przypadku zarówno Grecji jedzenie w hotelu byłoby wręcz niestosowne. Dla tych oliwek można by zabić!

Jednak tak jak się spodziewałam, trochę nam się nudziło – nie umiem wypoczywać leżąc plackiem na plaży, bo trafia mnie szlag. Były trzy wycieczki zorganizowane – z jednej skorzystaliśmy. Był to naprawdę ciekawy spacer po ruinach Mistry – zabytkowego miasta położonego na wysokiej górze. Klasztor, ruiny były ładne, ale widoki gór ozdobionych makią zapierały dech w piersiach.

Myślę, że gdybyśmy pojechali inną porą, bardziej letnią, ten wyjazd nie byłby udany. W samej końcówce września temperatury sięgały 30 stopni. Największą niespodzianką była opuszczona, bezludna plaża, schowana za wysoką górą, położona z dala od tej komercyjnej. Było to naprawdę wspaniałe uczucie mieć plażę tylko dla siebie. W przejrzystej wodzie pływały kolorowe rybki i żółwie. Sceneria jak z filmu. Cisza miasteczka była kojąca, a wieczory mogliśmy spędzać w basenie, który nie dość, że znajdował się przed naszym pokojem, to do tego był pusty. No i cena wyjazdu była, jak na takie warunki, naprawdę znakomita.

Jak wyżej wspomniałam, nie przepadam za komercyjnymi, zorganizowanymi wakacjami, choć spędziłam je naprawdę miło. Jeśli jednak miałabym wybrać się w ciepłe kraje, to tylko we wrześniu – poza sezonem, poza tłumem ludzi, poza upałem. Jeśli nie masz czasu na jeżdżenie palcem po mapie, szukaniu hostelów i ustalanie trasy, to takie wakacje również warto odhaczyć.

Podziel się:


1 thought on “#LEKCJA 2: GRECJA: zorganizowane wakacje tylko we wrześniu!”

Dodaj komentarz