Historia, w której pominięto połowę bohaterów

kobiecość małe miasteczkoLeave a Comment on Historia, w której pominięto połowę bohaterów

Historia, w której pominięto połowę bohaterów

Jest sobotnie popołudnie, październik. Warszawa, Nowy Świat. Na zegarze za chwilę wybije siedemnasta. Jest ładna jesień i jeszcze ciepło. Kręcę się już uporczywie, bo cały dzień spędziłam w pozycji raczej mało dla kręgosłupa przystępnej. Ta ambitna część mnie pożąda wiedzy, ta druga, zimnego piwa ze znajomymi w zatłoczonej knajpce Śródmieścia. Czekam aż przerwa dobiegnie końca i zaczną się kolejne zajęcia w tym wyczerpującym intelektualnie pasmie zajęciowym. Po marmurowych schodach kroczy kolejna osoba, która ma pomóc mi poszerzyć moje myślowe horyzonty.

Nigdy nie byłam fanką historii. Uczyłam się jej, bo profil kształcenia tego ode mnie wymagał, ale zawsze była to żmudna przeprawa przez gęste fałdy historycznej materii. Tym bardziej nie lubowałam się w czytaniu biografii. Raczej uciekałam do zagadnień, które głowy płodziły, aniżeli do historycznego rysu ów głów. Aż do tych październikowych zajęć, kiedy zrozumiałam, że historia jest cholernie ważna.

Przez cały proces edukacji, historia składała się z dat, królów, rycerzy, żołnierzy, broni, ceremonii i wątków, które w jakiś sposób zasłużyły sobie na to, aby je odhaczyć w procesie omawiania przeszłości w ramach programu nauczania. Najpierw była ta Mezopotamia, co jej nikt nigdy nie widział i Egipt. Potem Rzym i Grecja, rady gerontów, ceramiczne wazy i ryciny prezentujące zachowania balansujące na cienkiej granicy dwuznaczności.

Potem były jakieś wieki ciemne, ale nie wiem czy były ciemne, bo nie istniało wtedy życie i pan bozia postanowił w ramach polityki zaciskania pasa odłączyć elektryczność, czy może to ciemna plama na moim mózgu, bo nikt nigdy w życiu nie powiedział mi i nie zagłębił się w kwestie tego, co tak naprawdę się wtedy stało. Potem siedmiomilowym buciorem właziliśmy na tereny słowiańskie i tam już zostawaliśmy aż do 1 września 1939 roku. Potem chyba również następowały wieki ciemne, bo legenda głosi, że ktokolwiek kiedykolwiek uczestniczył w lekcji historii dotyczącej komunizmu i okrągłego stołu, ale niestety nie wiem czy to prawda, bo mnie to się nigdy nie udało, a program kończyliśmy właśnie na tym okresie.

Nauka historii szła mi opornie, ale to pewnie dlatego, że jestem osobą, która nie lubi przemocy. A historia jaką znamy jest opowieścią o przemocy i walce o wpływy. Na lekcjach wprowadzających do danej epoki był krótki zarys kulturowy i społeczny. Bardzo krótki. „To jest porządek joński, ten dorycki a to koryncki”. „Mężczyźni zbierali się w łaźniach. Powstawały gimnazjony, które miały poprawiać fizyczną sprawność młodzieńców oraz szkoły, w których mieli rozwijać swoje zdolności umysłowe”.

Pamiętam taki rysunek pięknego żołnierza z wyrzeźbioną klatą i takiej kusej przepasce na biodrach, który uosabiał doskonałość duchową i fizyczną, zwaną kalokagatią. Pewnie to samo ciacho z przepaską na pośladkach, zginęło potem w którejś z bitew z Persami. To pewnie ważne i chwalebne ze strony tych zabitych mężczyzn, że dali się poćwiartować w imię idei. No ale zginęli, a życie musiało toczyć się dalej.

Ktoś musiał Grecję budować, ktoś musiał dbać o kolejne pokolenia żołnierzy, którzy za parę lat zginą podobnie jak ich ojcowie, w imię zbytecznej przemocy. Ktoś musiał doić krowy, zbierać jaja, patroszyć ptactwo i zbierać rolne płody. Ktoś musiał wycierać pupy niemowlakom, karmić je i usypiać. Ktoś musiał szyć te kuse przepaski dla żołnierzy. I to wszystko było szalenie istotną dla społeczeństwa pracą, bo gdyby nie ona, żołnierze nie mieliby czego ani kogo bronić.

Nie chcę tu wartościować, czyja praca była ważniejsza, ale chcę zwrócić uwagę na to, że po dwóch tysiącach lat tylko o tym pamiętamy: o wyrzeźbionych mężczyznach, którzy stoczyli ze sobą bój i część z nich wygrała, podczas gdy kraj budowały zamknięte w domach kobiety, które nie tylko wykonywały codzienną, żmudną i ciężką pracę w gospodarstwach, dzięki czemu wojowie mogli zjeść, napić się, wypocząć i machnąć kolejnego dzieciaka. A kobiety nie miały wówczas prawa decydowania o własnych sprawach majątkowych, nie wypadało im się pokazywać w miejscach publicznych, miały utrudniony dostęp do rozwodów, nie miały praw wyborczych by decydować o losach kraju, bo w ogóle nie były uważane za jego obywatelki.

No i zaraz mi powiecie: ojesu Ritka skończ już, znowu mówisz o tych swoich feminizmach, go home, you’re drunk. Na szczęście wypracowałam w sobie umiejętność zagłuszania falami mojego mózgu wszelkich słów sprzeciwu i mówienia mimo to. Zatem mówię: historia oparta wyłącznie na podbojach i kontraktach majątkowych jest niepełna. Nie można zrozumieć tła historycznego, motywacji stojących u podstaw pewnych decyzji i procesów, gdy znamy tylko historię jednej z płci.

Mimo, że kobiety często nie brały udziału w walce wręcz, to kiedy mówimy o historii kraju, nie mówimy wyłącznie o mężczyznach. Można by sobie pisać ile wlezie o mężczyznach, gdyby podejmowali decyzje, które nie wpływałyby w żaden sposób na życie kobiet i nie można by mieć wtedy pretensji o brak spisanej historii kobiecej. Ale wszystkie decyzje: czy to polityczne, społeczne czy gospodarcze, dotykały i mężczyzn i kobiety. Wszystkich po równo, bo gdy mężczyźni ginęli na froncie, wojsko wroga gwałciło kobiety strony przeciwnej. Ale w sumie jakby się zastanowić, to nawet nierówno, bo męskie decyzje często gęsto ograniczały prawa kobiet i sprowadzały ich postaci do roli niewolnicy, osoby poddanej, która ma służyć swojemu panu.

Dlatego skoro czyjeś decyzje wpływają na sytuację rzeczywistą danej osoby czy grupy osób, to dlaczego w ostatecznym rozrachunku mówimy tylko o jednej z tych stron. To wbrew logice, bo nie da się badać skutków działania jednego ciała na drugie, jeśli drugie uzna się za nieistniejące.

Bez poznania elementu kobiecego nie można zrozumieć całości skutków, jakie niosły ze sobą kolejne męskie decyzje. I cieszę się ogromnie, że są fajni ludzie, którzy chcą to robić: badać historię kobiet, pokazywać ich położenie i starać się zrozumieć okoliczności i ich motywacje.

Ile znacie malarek, fotografek, profesorek czy lekarek z lekcji historii? Dobrawę, co jest znana z tego, że była żoną Mieszka? Jadwigę, która za mąż wydano w wieku 13 lat? Joannę D’arc, ale tylko z filmu, bo na historii powiedzieliśmy o niej jedno zdanie. Marię Skłodowską-Curie? Jedyną kobietę, która dostała doceniona jak należy za swoje niebywałe umiejętności i wiedzę? Kobiet jest jak na lekarstwo w szkolnych panteonie historii. Czas to zmienić.

W ramach tego miejsca w Internecie zajmuję się prawem, feminizmem, socjologią i etyką. Wkręty metryczne to moja gorąca miłość. Ostatnio jara mnie historia polskiej kolei i prowincjonalnych ruchów robotniczych. Moim wielkim marzeniem jest odwiedzić wszystkie kraje byłego ZSRR. Więcej o mnie przeczytasz w zakładce o tajemniczo brzmiącej nazwie "o mnie".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Do góry