Możesz zdobyć Mount Everest. Dla mnie i tak będziesz nikim.

Dawno temu skończył dwadzieścia lat. Na jego głowie widać siwe włosy. Parę razy dostał po tyłku. Przynajmniej dwa razy tak dotkliwie, ze nie mógł się podnieść z podłogi. W życiu zajmuje się takimi błahymi sprawami jak sport. Siłownia jest przecież dla bezmózgich pakerów. Garnie się do różnych zajęć. Próbował w życiu wszystkiego. Tak to jest jak się nie ma magistra. Za wiele rzeczy zabiera się sam – jak się nie ma kasy, to o, trzeba kombinować. Próbował w życiu wszystkiego. Z różnym skutkiem. Nieudacznik. Potrafi wszystko, czyli nic. Od lat towarzyszy mu jedna pasja. To niepoważne, żeby dorosły chłop zajmował się takimi pierdołami. Ciężko pracuje. A trzeba się było uczyć. Miewa okresy, jakby to maklerzy określili, hossy i bessy. Teraz jest bessa. Frajer. Trąba. Patałach. Sierota. Ofiara.

 

Dawno temu skończył dwadzieścia lat. Na jego głowie widać siwe włosy. Parę razy dostał po tyłku. Przynajmniej dwa razy tak dotkliwie, że nie mógł się podnieść z podłogi. Schudł i zrzucił dziesięć lat. Garnie się do różnych zajęć. Próbował w życiu wszystkiego. Z różnym skutkiem. Za wiele rzeczy zabiera się sam, nie korzysta z półproduktów i półśrodków. Potrafi wszystko – ugotować znakomity gulasz na tłustej wołowince, stworzyć projekt sześćdziesięciu sześciu półek i pół-półeczek na ścianie dziecięcego pokoju, zna cyrylicę, w wolnych chwilach projektuje wnętrza i przestrzenie. Z efektem ‘wow’. Od lat towarzyszy mu jedna pasja. Zarabia na niej. Ciężko pracuje. Miewa okresy, jakby to maklerzy określili, hossy i bessy. Teraz jest bessa. Ale jak go zapytasz czy jest szczęśliwy – tak, jest.

 

Pewnie zdążyłeś się już domyślić, że to opis tej samej osoby. A teraz przypomnij sobie ile razy spojrzałeś na kogoś ‘z góry’. Ile razy oceniłeś kogoś, choć nie miałeś pojęcia co przeszedł. Co najmniej kilka. Wiem, bo sama to robię. Gdy ukryty w mojej głowie skurwiel dochodzi do głosu, głupio mi przed samą sobą. Biję się po paluszkach wielką drewnianą linijką, żeby poskromić tę falę obrzydliwości, która zalała mi korę mózgową. Ale zawiść jest tylko objawem tego, co dzieje się w naszych marnych ciałkach.

 

Wyładowujemy nasz gniew życząc drugiemu człowiekowi, żeby – cytując klasyka – mu okradli garaż, żeby go zdradzała stara, żeby mu spalili sklep, żeby dostał cegłą w łeb. Takie zachowanie często wynika z kompleksów. Czujemy się gorsi, bezwartościowi, słabsi. Zazdrościmy, bo ktoś umie lub ma coś, czego nam brak i czego nigdy nie osiągniemy. Kiedy mu się powodzi, wytykamy jego niedociągnięcia i punktujemy w rozmowie wszystkie dotychczasowe porażki.

 

Wybudowałem pomnik trwalszy niż ze spiżu.

No fajno, ale studiów nie skończyłeś.

Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu.

Ciekawe skąd kasa na to? Pewnie ukradłeś.

Muszę coś zrobić z włosami.

No, z tą wielką dupą i beznadziejnym charakterem też zdałoby się coś zrobić.

 

Nie lubię ludzi, którzy czują się lepsi. Ale zastanawiam się też, skąd się biorą ci, którzy w to wierzą. Ja też w to wierzę. Przyjeżdżając do dużego miasta miałam kompleks wioski, choć moje miasto rodzinne wcale wioską nie jest. Przy ludziach pochodzących z prawniczych rodzin także czułam się gorsza, bo w moich żyłach nie płynie krew w odcieniu radcowskiego żabotu, a przychodząc na świat nie krzyczałam „O tempora, o mores!”. Niczym żuk gnojak toczyłam wielką kulkę własnych kompleksów, aż wreszcie natrafiłam na osobę, która powiedziała mi strasznie fajną rzecz. Są różni ludzie. Różne grupy ludzi. Są od siebie inne. Inne, ale żadna z nich nie jest lepsza ani gorsza  od drugiej. Są po prostu inne. I tyle. Żałuję, że usłyszałam to tak późno. To, że idziesz w inną stronę niż wszyscy twoi koledzy z pracy, szkoły, studiów nie znaczy, że to co robisz jest gorsze. To, że wywodzisz się z rodziny artystów, nie musi być przeszkodą w robieniu kariery jurydycznej, ba, może być dużym atutem. To, że wszyscy ukończyli studia i wpisują na plakatach wyborczych mgr. przed swoim imieniem nie sprawia, że twoja firma traci na wartości, a twoje życie nie ma sensu i nigdy nie zaznasz szczęścia. Zawsze mnie zachwycała różnorodność i inność otaczających mnie ludzi, ale teraz podkreślam to grubą, czerwoną krechą: różnorodność to piękno. Umarlibyśmy na suchoty, gdybyśmy wszyscy wyglądali tak samo, myśleli tak samo, ubierali się tak samo i według takich samych schematów wartości żyli.

 

Jakiś czas temu, na tle różnych sytuacji, które miały miejsce w moim życiu, bardzo się obawiałam, że ludzie będą mnie oceniać przez pryzmat moich przyszłych poczynań. Co powiedzą, jeśli zdecyduję się pójść w lewo? A jeśli pójdę w prawo, czy spotka się to z uznaniem albo przynajmniej mnie nie obgadają za moimi plecami? W końcu po wymyśleniu czterdziestu dwóch argumentów za tym, by iść w prawo i czterdziestu dwóch by jednak skręcić w lewo zobaczyłam, że to droga donikąd. To, żeby nie przejmować się opiniami innych to już inna sprawa, ale bez znaczenia jaki kierunek obiorę, zawsze znajdzie się ktoś, kto uzna, że to był najgłupszy pomysł na jaki mogłam wpaść. Cokolwiek zrobisz i tak będzie źle. Możesz zdobyć Mount Everest, a i tak znajdzie się paskuda, która powie, że to nic wielkiego i nadal jesteś dla niej nikim. Nie masz wpływu na to, co myślą o tobie inni, więc nie musisz się tym przejmować. Tak się po prostu łatwiej żyje – kiedy nie rozważasz w głowie osiemdziesięciu czterech kombinacji, tylko idziesz w jedną stronę – w taką, w którą ci wygodnie.