Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień

Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień
Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień

Wracam z pracy w ten ponury, listopadowy, deszczowy wieczór. Miasto otula dławiąca chmura smogu i wilgoci. Deszcz spływa po szybach. Zimno jak cholera. Wietrznie. Odczuwam jakąś taką wewnętrzną radość i spokój, że moje życie zaczęło się jakoś składać do kupy. Że wreszcie robię to co kocham, że mam czas na obowiązki, pasje i obijanie się. Wreszcie świat stoi przede mną otworem, a ja mogę pewnie i śmiało w niego wkroczyć. Nie ogranicza mnie nic. No prawie nic. Oprócz społecznych norm, tego-co-wypada, zasad savoir-vivre, i mojej płci. Nie znaczy to jednak, że chciałabym się z kimś zamienić, bo dostrzegam mnóstwo walorów mojej kobiecości, jednak gdy wracając po intensywnym dniu usłyszałam w radio Kayah i jej „Gdybym mogła być mężczyzną jeden dzień…”, zaczęłam się zastanawiać, co by się zmieniło, gdybym została facetem.

Nie wiem, czy wszystko co chciałabym zrobić, mogłabym zdziałać w jeden dzień.

Jednak gdyby było to jakkolwiek możliwe, chciałabym zrozumieć jak faceci postrzegają kobiety. Co myślą, gdy na nie patrzą, a co, gdy z nimi rozmawiają. Jakimi kategoriami oceniają kobiecą atrakcyjność i co sobie w płci żeńskiej cenią, a co ich wkurza. Często też myślę nad tym, dlaczego mężczyźni zawsze deklarują, że pragną kobiet inteligentnych, a gdy takową spotykają, uciekają w podskokach w objęcia pań o niewygórowanych wymaganiach i niewielkiej błyskotliwości, często spędzając w ten sposób całe życie. Czy to wewnętrzny leń i wygodnictwo, a może po prostu strach i kompleksy? Jak postrzega się udające niezaradne, słodkie, głupiutkie kobietki, a jak silne, niezależne kobiety z własnym zdaniem? Czy facet ceni sobie rozmowę na poziomie ze swoją partnerką, czy raczej wolałby brylować swoim intelektem i zachwycać nim uległą pannę?

Brnąc dalej w kwestię relacji damsko-męskich, zastanawia mnie mit dotyczący odczuć i zachowań panów po rozstaniu. Czy wszystkie virale, memy i internetowe komiksy mówią prawdę? Czy kobieta umiera i odradza się z popiołów, a panowie czują pustkę dopiero po czasie, po drodze korzystając z nadarzających się okazji? O ile panie, co do zasady, zamykają się w czeluściach kołdry z ciężarówką wina i czekolady by dogorywać przez pewien czas w samotności, jak radzą sobie z rozstaniem mężczyźni? Czy to kwestia indywidualna, czy jednak płciowość ma tu jakiś wpływ?

Na czym polega ojcowska miłość? 

Jako kobieta jestem sobie w stanie wyobrazić, choć w niewielkim stopniu, jak zachowałabym się jako matka. Jak ojciec przyjmuje do wiadomości informację o pojawieniu się w rodzinie nowego członka? Czy towarzyszy mu strach, radość, a może determinacja? Jak zapatruje się na założenie rodziny, zwłaszcza teraz, w czasach w których wielu osobom jest z potomstwem nie po drodze? Kim dla niego jest dziecko i jak wyobraża sobie swoją relację z nim? Dlaczego te kontakty tak bardzo się różnią od kontaktów matki z dzieckiem. Dlaczego często jest tak daleko od dziecka? Nie chce, a może nie potrafi się zbliżyć? Może coś mu nie pozwala, może coś powstrzymuje? Dlaczego wielu mężczyznom tak potwornie ciężko przychodzi odczuwanie emocji i wyrażanie ich? Czy facet płacze? Jeśli tak, to kiedy?

Chciałabym pojąć tą męską niechęć do feministek

Nie rozumiem, dlaczego nawet myślący, wykształceni, obyci faceci, na wyraz feministka reagują niemalże torsjami. Czy to ze strachu, czy z odwiecznego prymatu mężczyzn w społeczeństwie, czy dla zasady? Oczywiście, wielu mężczyzn we współczesnych czasach traktuje panie należycie, partnersko, prowadzą razem dom, zajmują się dzieciakami, jednak kiedy powiesz im, że to zachowanie ewidentnie feministyczne, czyli, po prostu pro-kobiece, rzucą się na ciebie z pięściami. Nie chciałabym powodować jakiejś burzy, dlatego nadmienię, że feministka to dla mnie po prostu kobieta świadoma, która zna swoje prawa i nie poddaje się społecznej presji. Która nie wchodzi w relacje ze strachu pred samotnością. Która wymaga od partnera równego, poważnego traktowania. Która nie daje sobą pomiatać tylko dlatego, że pan czy pani bozia (a może ślepy fart), obdarzył ją innym pakietem gamet. Nie musi biegać z nagimi piersiami w przestrzeni publicznej, farbować włosów pod pachami i nienawidzić mężczyzn za to, że żyją. Skrajności są zawsze złe, ale zastanawia mnie ten paniczny strach przed kobietami, które chcą być traktowane poważnie, unikając pobłażliwości ze strony panów.

Wreszcie, chciałabym pojąć specyfikę męskiej przyjaźni

W czym jest ona różna od przyjaźni kobiecej. Czy faktycznie jest taka wyjątkowa, czy jest po prostu zwykłą, szczerą przyjaźnią i płeć nie ma tu nic do rzeczy. Chciałabym wiedzieć, gdzie jest granica tej przyjaźni i ile facet może dla niej zrobić. W czym się ta przyjaźń przejawia, jednak w oderwaniu od stereotypowych ozdobników. Czym trzeba sobie zasłużyć na miano przyjaciela i kto wygrywa w ostatecznym rozrachunku – partnerka czy przyjaciel?

Oczywiście, mam świadomość, że uogólnienia i stereotypy mogą być krzywdzące, a odcieni męskości jest tyle, ilu mężczyzn chodzi po ziemi, jednak jestem przekonana, że znalazłoby się kilka wspólnych mianowników w tych tematach. Jest jeszcze jedna rzecz, którą chciałabym zrobić jako facet. Siku na stojąco to musi być wyjątkowo wygodna sprawa!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *