Czy można kupić miłość?

fot. Nina Kupis
fot. Nina Kupis

Można. Oto cennik: 

  • smycz i obroża: 50 zł,
  • worek karmy 15 kg: 80 zł, 
  • posłanie: jak dobrze to rozegrasz to w szmateksie wyhaczysz jakiś sprytny materacyk za grosze, a buła będzie miała jak królewna na ziarnku grochu, tylko że bez ziarnka. W sensie, że wygodnie;
  • woda: wykaz stawek wg administratora;

O wadach i zaletach, trudach i radościach adopcji zwierząt zostało już powiedziane chyba wszystko. Jeśli szukasz porad jak adoptować i jak tego nie schrzanić, to sobie wyguglaj. Nie jestem żadnym autorytetem w tej dziedzinie nie czuję się na siłach, by komukolwiek mówić, jak powinien postępować w tej sytuacji. Adoptowanie psa wyszło mi tak, a nie inaczej. Nie jest idealnie. Nie będę Was zwodzić opowieściami o tym, że to sama radość, tęcza, a wymiociny pachną fiołkami i zupełnie mi nie przeszkadzają. Bywa ciężko. Bywa naprawdę ciężko i nie raz zastanawiasz się, czy postąpiłeś słusznie. Ale kiedy wracasz do domu i masz już dosyć wszystkiego i wszystkich, otwierasz drzwi i stoi tam świniak z takim uśmiechem:

… i od razu ci cieplej na serduszku. 

Opiszę moje wspólne życie z Heńkiem, z okazji jego czwartych szóstych urodzin.

Miałeś w domu pieska? 

Rodzice zadbali, żeby w domu było zwierzę, bo podobno dziecko wychowuje się w takich warunkach lepiej? Chwała im za to, bo w istocie tak jest. Martwi mnie, gdy dzieciaki zaczynają płakać na widok zwierzaków, bo mam wrażenie, że omija je wiele dobrego. Jednak posiadanie psa, kiedy jest się dorosłym wygląda zgoła inaczej, zwłaszcza jeśli mieszkasz sam. Moja mama dawała zwierzakom jeść rano i wieczorem, mieliśmy ogród, na którym zwierzaki biegały, więc w sumie dość rzadko je wyprowadzaliśmy, a kupy-wypadki sprzątał tata. Uczestniczyłam w tych czynnościach, ale sporadycznie. Zwierzę było i się ze mną bawiło, przytulało, ciągało nas na sankach, ale nie wydawało mi się być tak dużym obowiązkiem.

Teraz widzę, że jest zupełnie inaczej. To istota od ciebie zależna. Musisz dać jej jeść rano i wieczorem, zamówić karmę – karma trochę kosztuje. Nie ma spania do Bóg wie której – chociaż Henryk jest na tyle wyjątkowym psem, że poranne spacery go nie interesują. O 7 rano bardziej ma na uwadze, żeby wpakować się pod moją kołdrę. Spacer rano i wieczorem. Raz w tygodniu porządne wymordowanie psa na długiej wyprawie. Czesanie i odkurzanie kudłów. Sierść na wszystkich możliwych ubraniach. Ale i tak najgorsze są choroby i wypadki. Pamiętam, jak sama musiałam nieść Heńka prawie kilometr, gdy skręcił nogę. Grubas osiągnął niebagatelny gabaryt 23 kilogramów, więc nie było to łatwe.

Posiadanie zwierzaka ma dla mnie teraz zupełnie inny wymiar, niż kiedy byłam dzieckiem. Chodzi główne o więź jaka powstaje między tobą, a Twoim psem – o wiele głębszą, niż przed laty, gdy byłeś małym berbeciem.

 

2,5 roku 4 lata minęły odkąd zamieszkaliśmy razem z Henrykiem. 

Adoptowałam go jako półtorarocznego chłopca „po przejściach”, schorowanego, nieufnego, wystraszonego, zagubionego dzikuska, który nie znosił obecności innych zwierzaków. Cierpiał z powodu przerośniętej trzeciej powieki, grzybicy, miał problemy skórne, wypadającą sierść i całkowicie zdewastowany układ pokarmowy. Był bardzo chudy i koszmarnie bał się ludzi, a zwłaszcza mężczyzn. Trochę czasu zajęło, aż powrócił do zdrowia fizycznego – przeszedł zabieg usunięcia trzeciej powieki, przybrał na wadze, sierść przestała wypadać, „dziury” na skórze powoli się zagoiły, grzybica między pazurkami także zniknęła. Układ pokarmowy po dłuższej walce także wrócił do normy. 

Po trzech miesiącach intensywnej odnowy, Heniek był jak nowonarodzony. Miał siłę, skakał, biegał, był wesoły. Zaś z psychiką mierzymy się po dziś dzień.

Zamiast buldoga zrób sobie dziecko

Mówię serio. Kto kiedykolwiek miał do czynienia z tą rasą wie, że jest to chyba najbardziej wymagająca odmiana pieseczka na świecie. Dbanie o buldoga może z powodzeniem konkurować z opieką nad dzieckiem – jest tak samo absorbujące i wymagające. Doprawdy bawi mnie, kiedy przemierzamy z Henrykiem dworzec kolejowy i słyszę westchnienia młodych dziewcząt, które zachwycają się tymi fałdkami, oczkami i fafelkami:

-Jaki on słodki! Chciałabym mieć takiego psa! 

Nie, nie chciałabyś. Chyba, że masz naprawdę nie równo pod sufitem i należysz do grupy buldogomaniaków, nie przeszkadza ci pierdzenie, bekanie, sapanie, dyszenie, chrapanie i terroryzowanie kuchennej podłogi kostką twarogu. 

Żeby nie zniechęcać cię do adopcji na wstępie, powiem tylko, że to przypadłości tej grupy psów. Szokujące, prawda? Najbardziej instagramowe psy w rzeczywistości mocno odstają od tych słodkich zdjęć. Reszta ras jest całkiem normalna pod względem fizjologicznym, choć każda rasa ma swoje słabe punkty. Nigdy nie polecam kupowania czy adoptowania buldogów ludziom, którzy nie mają z tą rasą żadnego doświadczenia, bowiem ludzi często szokuje gama odgłosów i zapachów, jakie wydzielają i kończy się to tym, że grono piesków do adopcji się powiększa. 

 

 

Psychika psa z adopcji to rosyjska ruletka. 

Może trafić się pies przyjacielski, otwarty, a może trafić się Heniek. Od samego początku rzucał się na wszystkie zwierzęta, rowery, nie spał nigdy głęboko, cały czas czuwając, atakował ludzi, warczał. Bał się wszystkich zabawek, jakie mu dawałam. Doprowadzenie psa do względnej normalności na płaszczyźnie psychicznej to mozolna praca. Trochę się zmieniło przez wspólne 4 lata. Cieszy się, skacze, pływa w jeziorze, ma swoje ulubione zabawki, wariuje z radości na wiadomość o planowanym spacerze. 

Podróżujemy razem, jeździmy wspólnie autem i pociągami, komunikacją miejską, chodzimy razem na zakupy i na kawę ze znajomymi. Uwielbia, gdy przyjeżdżają do nas goście. Sam inicjuje zabawy trącając mnie głową i swoją ulubioną świnką Bożenką. Cieszy się, gdy wracam z zajęć i czeka na mnie. Jednak oprócz tych pozytywów Heniek nadal wykazuje przejawy bycia mordercą na zlecenie [i bez zlecenia]. Jakiekolwiek inne zwierzęta są obiektem jego ataków. Ma dwie duże siostry i kota, który jest obiektem jego westchnień. Te zwierzęta toleruje, choć i tak zdarzają się spięcia i nieporozumienia rozwiązywane zębami i pazurami

Zezowate szczęście

Na początku było nam obojgu ciężko i zastanawiałam się wielokrotnie czy dobrze zrobiłam adoptując go. Wiele osób mówiło mi, że jako studentka, nie będę miała czasu dla psa i będzie on dla mnie tylko kulą u nogi. Bałam się, że mogą mieć rację i że mogę nie podołać wyzwaniu – tylko skrzywdzę to stworzenie. Po prawie trzech latach wiem, że nie mieli racji. Kupienie biletu i przewożenie go pociągiem nie stanowi problemu, a w mieście coraz więcej jest miejsc, gdzie można wejść z psem. Z Heniem chodzę nawet do pracy. Jeździmy razem na wycieczki. Jakiś czas temu ganiał niedźwiedzie w Bieszczadach. 

Jednym z minusów jest cena hoteli/hosteli/kwater przyjaznych zwierzakom. To zniechęca do podróży z pupilem, zwłaszcza jeśli jest się studentem. Mimo to wierzę, że zdążymy jeszcze pohasać razem po plaży. Takie mam marzenie, żeby Henryka zabrać nad morze. 

Wszystkie niedogodności i gamę bącurów rekompensuje niezawodnie jego merdający ogon [ a raczej wspomnienie o ogonie] i radość w tych rozbieganych oczach. Wiem, że mogłam wieść bardziej komfortowe życie, ale co by to było za życie bez tego zezowatego grubasa u mojego boku?


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *