Azerbejdżan – łagodne krzywizny i poderżnięte gardła

Azerbejdżan - Baku, Heydar Aliyev Center
Azerbejdżan – Baku, Heydar Aliyev Center

 

Chyba pierwszy raz zajawiłam się kulturą i wizją podróży po eks-ZSRR, gdy w podstawówce pani kazała mi wykonać album o Złotym Pierścieniu Rosji. Nie wiem czy to dlatego, ale jest to moje jedyne wspomnienie, które w jakikolwiek sposób wiąże się z tą tematyką. Kupiłam zeszyt z takim kołowym brzegiem i przekładkami i pisałam ręcznie: ZOLOTOJE KALCO RASIJI. Jarosław, Moskwa, Sjergijew-Posad, Suzdal, Włodzimierz. Chyba wybrałam wtedy te miasta. Pójdę kiedyś zapytać, czy ta praca nadal tam jest.

Tak czy owak nie wiąże mnie z ZSRR żadna rodzina, historia, wyjątkowa więź czy podróż. Ale od zawsze w moim domu chrupaliśmy z bratem chrupaski, leżąc jak bańki-wstańki na kanapie, wtórując głośnym „NU PAGADI!” wilkowi, który po raz kolejny nie mógł dogonić sprytniejszego od niego zająca. Pamiętam tą kolorową cyrylicę, która wyskakiwała na początku i końcu bajki. Pamiętam obłędną Ałłę Pugaczową i jej „Milion purpurowych róż”, w jednym z odcinków wyżej wspomnianej bajki. Pamiętam też Czeburaszkę. Pamiętam „Kuda wy pajdjotje, Kowalskich najdjotje” i ten wiersz o brzozie oprószonej białym puchem śnieżnym. I „Kanikuły”, jak wałkowaliśmy je z kolegami na szkolnym korytarzu.

I chyba ta gloryfikacja przeżyć dziecięcych doprowadziła mnie do momentu, w którym czuję się o niebo lepiej w topornym, socrealistycznym anturażu, niż kiedykolwiek w monotonnej, nowoczesnej Europie. Gdy widziałam Watykan, pomyślałam – ładnie. Gdy stałam w cieniu lizbońskiego łuku tryumfalnego przeszło mi przez myśl – no ładny. Na Sycylii nie znalazłam nic, co skradłoby mi serce, oprócz litrowego wina w kartonie za 1 euro. A na Bliskim Wschodzie nie mogę zamknąć rozdziawionej z bezustannego mówienia „O ŁAŁ”, buzi.

Tak więc zamarzyłam sobie, by zwiedzić kraje byłego ZSRR.

Nie pamiętam jak to było kiedyś, ale dostrzegam w każdym z nich ten pierwiastek toporności i socrealistycznego, kanciastego przepychu. No i dlatego też któregoś razu, gdy po raz kolejny znalazłam się Gruzji, postanowiłam wsiąść do pociągu, który wywiezie mnie dalej w głąb byłego Sojuza. Tak dotarłam do Baku.

Nigdy przedtem i nigdy potem nie widziałam nic podobnego. Ale czego mogłam się spodziewać po naftowym gigancie? „Przepych” nie odda nawet w części tego, co zobaczyłam w centrum azerskiej stolicy. Fikuśne, trochę kiczowate płomienie Ognistych Wież. Kosmiczne meczety i oczywiście Heydar Aliyev Center, które widzicie na zdjęciu u góry.

Jednak szybko okazało się, że Baku to nie tylko pojechana architektura i fontanna pieniędzy tryskająca z każdej dziury. Chwilę od centrum zobaczyłam prawdziwe oblicze tego ponad dwumilionowego miasta. Na ulicach między straganami z wielkimi arbuzami stały zagrody pełne kóz. Można było sobie podejść, wybrać jedną z nich, a uprzejmy sprzedawca podchodził, wieszał ją na słupie czy drzewie za nogi i podcinał jej gardło.

Zarzynanie zwierząt na chodniku przy ruchliwej ulicy to niejedyna bolączka tego kraju.

Można spokojnie określić go mianem reżimu i nie będzie to nadużycie. Mimo tego, że Azerbejdżan jest dość istotnym sprzymierzeńcem dla państw Zachodu, bo uniezależnił przesył gazu i ropy do zachodniej części świata od monopolu rosyjskiego, to jednak nadal stoi dość niestabilnie okrakiem między Europą a Rosją. Rosja grozi mu zamknięciem tranzytowego korytarza, który jest kluczowy dla azerskiego eksportu surowców na terenie Azji Centralnej.

Swoją drogą romans azersko-unijny jest niezwykle zabawny. Unia wielokrotnie upominała Azerbejdżan w kwestiach nieprzestrzegania elementarnych praw człowieka. W 2011 roku wydana została przez Parlament Europejski Rezolucja, która jasno wskazywała na gigantyczne braki w kwestii realnej wolności obywateli i postępujące agresję i przemoc w stosunku do azerskich obywateli. Prawa człowieka to podstawa podstaw, jeśli chodzi o aksjologiczny kierunek Unii Europejskiej. No chyba, że w grę wchodzą miliardy z importu ropy – wtedy można przymknąć oko i zawrzeć kolejną, jeszcze bardziej szczegółową umowę dwustronną o bliskiej współpracy i wizowych ułatwieniach. Trochę żenada.

Azerbejdżan - Quba
Azerbejdżan – Quba

Azerbejdżan znajduje się w czołówce krajów świata w wielu niechlubnych kategoriach.

Mimo, że szumnie określa się wszędzie mianem prezydenckiej republiki demokratycznej. W badaniu przeprowadzonym przez Freedom House uzyskał aż 79 punktów na 100, co usytuowało go w grupie krajów, w których kompletnie nie istnieje wolność mediów. Ponadto jest laureatem mało prestiżowego wyróżnienia w rankingu najbardziej skorumpowanych krajów na świecie – Transparency International’s Corruption Perception Index i Open Budget Index przyznały mu jedne z najniższych not, jeśli chodzi o klarowność, demokratyczność i pewność systemu gospodarczego. Ranking ten bardzo negatywnie wpłynął na ceny ropy, które od 2018 roku są jednymi z najniższych w ostatnich latach.

W Azerbejdżanie ludzie boją się mówić o władzy inaczej niż pochlebnie.

Każda próba krytyki w najlepszym wypadku może skończyć się solidnym poobijaniem, a w najgorszym – śmiercią, tak jak w przypadku Elmara Huseynova – azerskiego dziennikarza, który został zamordowany za krytykę rządu przed drzwiami własnego domu.

Na dzień dobry każdy zachwala prezydenta i obecną władzę. Dopiero późno w nocy, na prowincji w miejscowości Quba, gdy zamknęły się podwoje hostelików, nasz host dał nam subtelnie znać, że może z nami porozmawiać o życiu w kraju, ale nie tak oficjalnie.

Zapukał do naszego pokoju z tacą zastawioną sowicie mocną, sypaną herbatką, miską cukierków i jakiś smakołyków i co nieco mówił nam o azerskim islamie, swoim synu, który wyjechał do Baku za pracą i swoim ciężkim rzemiośle jakim jest ręczne tkanie dywanów. Wyraźnie powiedział nam, że poza Baku życie w Azerbejdżanie wygląda zupełnie inaczej, a na prowincji, w fatalnych warunkach egzystują najbiedniejsi.

Azerbejdżan - Quba
Azerbejdżan – Quba

To trudny kraj do życia.

Ale nie wiem czy nie we wszystkich ex-sowieckich regionach świata nie ma podobnych problemów. To chyba korupcja i krętactwo stanowią ten najbardziej widoczny, socrealistyczny ornament na pomniku byłego mocarstwa rosyjskiego. Jeśli się mylę, to mnie poprawcie.

Wraz z koleżanką wpadłyśmy na pomysł by jechać dalej.

I że autko sobie najmiemy. Było nas stać na Nissana Micrę. A chciałyśmy jechać do Xinaliq – najwyżej położonej wioski, która zyskała kontakt z cywilizacją i trasę łączącą ją z państwem Azerów, zaledwie w latach 70. XX wieku. Nie pytajcie, jak chciałyśmy wjechać Nissanem Micrą na najgrubszą część Kaukazu. Bliscy mi ludzie wiedzą, jak bardzo technicznie upośledzona jestem. Szczęśliwie Wołodja nam na to nie pozwolił. Skrzyknął kolegę Idrisa, który wsadził nas do starego, rozklekotanego Uaza i wwiózł na górę. Czekał na nas paląc szluga za szlugiem, a my poszłyśmy sobie popatrzeć.

Nie bawi mnie zatłoczony klub, techniawa wylewająca się z głośnika, ani hordy ludzi. Ciekawią mnie ludzie, historie, reżimy i walka o równość. Nie znajdę ich w europejskiej idealnej układance marmurowych schodów i szklanych okien fastfoodów. Czuję się u siebie na każdej wolnej przestrzeni, z dala od żądnych interakcji mas i natłoku bodźców.

Kupiłyśmy sobie dzień wcześniej bułkę i jakiś ichniejszy, śmietankowy serek. Rozbiłyśmy prowizoryczny biwak i zasiadłyśmy do śniadania z jednym z najpiękniejszych widoków, jakie dane mi było zobaczyć.

Idąc przez Xinaliq deptałam po kałużach krwi, ściętych łbach kurzych i poobcinanych raciczkach. Taki klimat – nic z tym nie zrobisz. Śmieszne murki ulepione z krowich i kozich odchodów cuchnęły na kilometr. Bardzo surowy krajobraz, muszę przyznać. Ciężko musi się tam żyć na co dzień. I zimno cholernie, choć był to środek sierpnia. Ale Kaukaz zapierał dech w piersiach. Zawsze mi zapiera. 

Azerbejdżan - Xinaliq
Azerbejdżan – Xinaliq

Azerbejdżan - Xinaliq
Azerbejdżan – Xinaliq

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *