Moje 6 myśli na temat koronawirusa.

1# SZOPING IS MAJ PASZYN

Pierwsze o czym sobie pomyślałam, w tej całej aferze z zagrożeniem epidemiologicznym to to, że Polacy kochają sytuacje, kiedy coś się dzieje. Nie wiem jak inne narody się mają, ale znam Polaków i mówię o Polakach. Wiadomo, istnieje jakieś tam ryzyko utraty zdrowia czy życia, ale nie ma ryzyka – nie ma zabawy. Gdy skala zagrożenia była jeszcze stosunkowo niewielka, bo wirusa w naszym kraju nie wykryto, cały naród z utęsknieniem czekał na ogłoszenie pierwszego, potwierdzonego przypadku chorobowego. I ach, te zakupy! Polacy kochają robić WIELKIE, kompulsywne zakupy! Teraz, gdy sytuacja się zaostrza, sama zrobiłam zapasy. Niemniej, widziałam w sklepach ludzi poddenerwowanych, podnieconych, latających między regałami jak „wyścigowo gynś”. Wszyscy z jakąś taką nutą ciekawości rozprawiali o tym, jaki ten wirus jest wymyślony i niegroźny, wszyscy kpili z narodowej paniki i wszyscy ładowali do koszyków co popadnie.

Ale spoko, I feel you guys, też zawsze miałam takie swoje guilty dream, w którym to jestem tajną agentką wywiadu, która szykuje się na nieuchronny koniec świata gromadząc zapasy w pohitlerowskim bunkrze. Nigdy jednak nie zastanawiałam się co będę robić, kiedy już wszystkie zapasy zgromadzę i zabezpieczę się w dziupli głęboko pod ziemią. Makrama, ciastoludki, kolorowanki antystresowe? Tego planu nie dopracowałam i teraz mam problem. Także jeśli będziecie sobie układać plan przetrwania na wypadek apokalipsy, nie zapomnijcie sobie spakować do schronu jakiś scrabbli, książek, eurobiznesu i puzzli.

 

2# JAK MASZ UMOWĘ O PRACĘ, TO MASZ CO JEŚĆ. JAK NIE, TO NIE.

Wierzyć mi się nie chce, że w Polsce rząd ma wszystkich aż tak głęboko w dupie. Fajnie, że podjęli decyzję o pozamykaniu wszystkiego (szkoda tylko, że nikt tego nie kontroluje, przez co dziadki i babcie brykają sobie szczęśliwi po mieście, kupując sansewerie przecenione na jakieś grosze i te takie kolorowe, brzydkie sukulenty maczane w kleju z brokatem. Nie wiem dlaczego ludzie to robią. W sensie, nie wiem dlaczego obsypują piękne twardolistne rozety tandetną posypką. Sukulent to nie pączuś, żeby oblewać go lukrem i obsypywać kandyzowaną pomarańczką . Szanowni producenci, proszę zaniechać obsypywania ich czymkolwiek).

To całkiem rozsądne, pozamykać wszystko, w przypadku bliżej niezidentyfikowanego gówna roznoszącego się za pomocą bardziej intensywnego spojrzenia. Tylko zamknąć się w domu na dwa tygodnie i nie zarabiać pieniędzy mogą sobie posłowie i posłanki, prezydent, premier i rada ministrów. I osoby na umowach o pracę. Ja jako przedsiębiorczyni przez co najmniej 2 tygodnie będę żarła gruz. Podobnie jak cała masa ludzi na śmieciówkach, które są prawdziwym hitem naszego rynku. Polski rząd nie jest w żaden sposób przygotowany na tego typu losowe zdarzenia.

Nie można też w tej całej wyliczance ludzi dotkniętych zapominać o najbiedniejszych i samotnych. Biedni nie mogą pozwolić sobie na to, by gromadzić wielkie zapasy na tygodnie i miesiące kwarantanny. A samotni, starsi ludzie zostali zdani na łaskę i niełaskę sąsiadów. Państwo opiekuńcze jest tylko wyświechtanym frazesem, który z rzeczywistością nie ma nic wspólnego.

 

3# TFU, KAPITALIZM!

To co mnie obrzydza najmocniej w tej całej pandemii to fakt, że kapitalistyczne, zachłanne zapędy eskalują nawet w tak krytycznych sytuacjach. Żele do dezynfekcji, mokre chusteczki, papier toaletowy, rękawiczki jednorazowe, maseczki i spirytus – odnotowaliśmy wzrost ich cen o nawet 400%. Ludzie z zimną krwią zarabiają na ludzkim strachu i chorobie. Mam nadzieję, że wyrzuty sumienia nie dadzą wam w nocy spać.

Trzymam też kciuki, aby kiedyś w sytuacji waszego nieszczęścia, nikt nie podwyższył wam cen i nie ograniczył tym samym dostępu do rzeczy, których najbardziej potrzebujecie. A kapitalizmem gardzę we dnie i w nocy. Kapitalizm jest obrzydliwy, opiera się na wyzysku i odbiera najbiedniejszym dostęp do podstawowych dóbr. Czekam z wypiekami na pyzach, aż ten chory system spadnie z rowerka i sobie ten głupi ryj rozwali, parafrazując słowa pewnego wybitnego Doktora Nauk z Youtuba.

 

4# POKRĘTNA LOGIKA

Rozwój koronawirusa to także niezwykła okazja, by pogimnastykować odrobinę mózgowe fałdy obserwując jak przedsiębiorcy próbują obchodzić nakaz zamknięcia sklepów i po jak kuriozalne środki sięgają, by zapewnić pracownikom bezpieczeństwo. Moich uszu sięgnęły wieści niebywałe i mocno mnie skonfundowały. Otóż, pewna znajoma jest ekspedientką i pracuje w spożywce. Szef nakazał wpuszczanie na teren sklepu maksymalnie 5 osób, BO PANDEMIA KORONAWIRUSA! Czyli jeśli wejdzie 6 osób, to panie ekspedientki się zarażą, a jak 4 to nie? A to nie działa przypadkiem tak, że jak wejdzie tylko jedna, ale zarażona to i tak zarazi innych? NIE! KORONAWIRUS ATAKUJE TYLKO, GDY JEST X OSÓB NA DANEJ POWIERZCHNI! No i co z ludźmi, którzy tworzą przed wejściem całkiem spore skupisko czekając w kolejce? KORONAWIRUS ATAKUJE WYŁĄCZNIE W SKLEPIE, WYŁĄCZNIE PODCZAS ZAKUPÓW. Tak działa świat.

Podobnie zresztą oświeconą ideę zaprezentował sklep, który zajmuje się importowaniem plastikowych doniczek, poduszek z cekinami, które zmieniają kolor, gdy przejeżdżasz po nich dłonią w górę i w dół, metalowych półek przyczepianych na taki silikonowy cycek, które nigdy niczego się nie trzymają i zmilitaryzowanych zabawek, dzięki którym twoje dziecko nauczy się jak rozstrzelać karabinem maszynowym głowę każdego napotkanego konfidenta. Otóż, ów sklep, jako że nie jest sklepem z artykułami pierwszej potrzeby, postanowił podjąć środki bezpieczeństwa na okoliczność pandemii i otworzyć się w krótszych godzinach, bo przecież koronawirus atakuje tylko w określonym przedziale czasowym, od 4 rano do 7 i po południu od 13 do 17, bo w południe ma kurwa przerwę na brunch i partyjkę squasha.

 

5# SZCZĘŚCIE W NIESZCZĘŚCIU

Gdyby stało się coś naprawdę poważnego, a po świecie śmigał jakiś mocniejszy niż COVID-19 wirus, to poginęlibyśmy w trymiga. W liceum robiłam prezentację na zajęcia z Przyposobienia Obronnego. Dotyczyło jakiegoś ukąszenia przez żmiję czy jakieś inne paskudztwo. Jak to zwykle bywa, nie pamiętam niczego z tej prezentacji. Gdyby teraz ukąsiła mnie żmija to prawdopodobnie biegałabym dookoła domu na jednej nodze płacząc z bólu i krzycząc głośno jakieś brzydkie słowa, a miejsce pochówku urządziłabym sobie w pobliskim rowie.

No i szukałabym na gwałt opieki dla pieska Henryczka. Ale kto chciałby wziąć świnię, która chrapie, pierdzi i puszcza śmiertelnie niebezpieczne bąki? A jak karmę to tylko z dzika i bez pszenicy, bo puchnie buźka. I noska operacje trzeba, bo nosek za wąski, oddychanko takie trudne. To niemal niewykonalne zadanie znaleźć mu nowy dom, nawet wtedy, kiedy nie wisi nad tobą widmo nieuchronnie nadciągającej śmierci. To byłoby totalnie w moim stylu.

Także ten – no jesteśmy zgubieni.

Lekcje o ewentualnych procedurach bezpieczeństwa w szkołach to fikcja. Niektóre pielęgniarki zalecają żarliwą modlitwę. Ja tam nic do modlitwy nie mam, ale wątpię żeby udała ci się ta sztuczka, gdy wsadzisz palec do gniazdka. A więc pielęgniarki się modlą, w Kórniku biega brygada modlitewna 65+, która przepędza wirusa na ulicach miasta, studenci w klubach śpiewają o swoim, raczej ambiwalentnym stosunku do pozycji zagrożenia, dziewczyny nadal biegają do sąsiadki na pazy, bo kurde, masakra, odrosty już takie, że dramat, a ciocie i wujki wznoszą toasty i śmieją się w twarz, bo przecież taki wirus to sprawa dużych miast, a wioski i miasteczka są totalnie wolne od wojny, nazizmu, LGBT, Roberta Bierdonia i koronawirusa. U nas na wsi, to tylko normalni ludzie, żadnych nienormalnych!

Jak patrzę na to wszystko, to cieszę się, że nie ma jakiejś wojny czy wirusa, który urywałby wam nuszki zaraz po przekroczeniu progu domu, bo byście leżeli jak dłudzy na chodniku i modląc się, układali ze swoich przemądrzałych ciałek epidemicznego tetrisa.

 

6# AVE CORONA!

No i na koniec wspomnę o jakimś geniuszu, który stwierdził, że koronawirus to w sumie nie taka licha sytuacja – spoko że nas dopadł, że władze ograniczyły normalne prawa i swobody, bo TO SZANSA DLA POLSKI. Szansa, bo mogą zajść spore zmiany w globalnym łańcuchu dostaw, a światowa produkcja może po części zostać przeniesiona do Polski. Mówiąc prościej, wszyscy liczymy na to że chińska gospodarka się po tym nie podniesie i wreszcie przestaniemy importować tony taniego gówna ze Wschodu. Mnie to cieszy, bo też jestem przeciwna wyzyskowi i w ogóle modelowi chińskiej gospodarki.

Tylko chyba nie zmierzamy z panem ekonomistą do tego samego punktu. Ja również jestem totalną fanką rozwiązania, w którym to wreszcie będziemy produkować rzeczy w Polsce i budować naszą gospodarkę w ten sposób. Szkoda tylko, że Polska wypstrykała się z większości zaplecza fabrycznego, wobec czego można przenieść tu produkcję, tylko nie będzie gdzie produkować. Po 1989 roku „zlikwidowano 1675 zakładów przemysłowych, czyli ponad 33% całego polskiego zaplecza, co stanowi niechlubny, europejski rekord.

Profesor nauk humanistycznych i historyk UW i PAN, Andrzej Karpiński w wywiadzie dla „Przeglądu” mówił, że likwidacja była uzasadniona wyłącznie w 25-30% zlikwidowanego zaplecza, natomiast cała reszta stanowiła widzimisię wąskiej grupy, która niekontrolowana przez żadną siłę państwową, zmierzała wyłącznie do błyskawicznego zarobku, nie patrząc na dalekosiężne i tragiczne dla gospodarki skutki.

„HOHO CHINOM SIĘ UKRÓCI!”

No nie koniecznie. Jeśli ktokolwiek odczuje różnicę, to będą to pracownicy najniższego szczebla pracujący za tę przysłowiową „miskę ryżu”, którzy zarabiać będą jeszcze mniej. (Tutaj macie zestawienie średnich zarobków chińskich pracowników). No i tytułem końca – w latach 2002-2003 na świecie szalał wirus SARS, który również wywodził się z Chin i również siał spustoszenie czymś na kształt zapalenia płuc. Rozwijał się głównie w krajach azjatyckich. W sumie zachorowało na niego ponad 8 tysięcy osób. Spójrzcie na tabelkę* poniżej.

W 2001 roku, przed wybuchem epidemii wirusa SARS, Chiny zajmowały 6 miejsce w światowym eksporcie. 2002 i 2003 to lata epidemii. W 2004 roku Chiny były już na miejscu nr 3. To tyle jeśli chodzi o ukrócenie wszechpotężnych Chin 🙂

W 2014 wartość importu z Chin do Polski wzrosła o ponad 20 proc. w stosunku do roku poprzedniego. W 2015 odnotowano wzrost w wysokości 15,9 proc., natomiast w I kwartale br., wartość ta zwiększyła się o kolejne 10 proc. Także nie liczę na to, że głupia zachłanność kiedyś ustąpi i ludzie nagle zaczną myśleć.

 

A to wszystko przez ten durny kapitalizm. Oby sobie ten głupi ryj rozwalił.

 

*tabelka pochodzi ze strony: TUTAJ