[Kowalski inspiruje #1] Kiedyś Ola, teraz Alex – emigracja sposobem na życie.

Alex zapytana o to, ile kilometrów dzieli Alex od dawnej Oli [pewnie dużo] twierdzi: nie, dawna Ola siedzi w kuchni. Tak dużo się nie zmieniło – nadal kieruję się w życiu tymi samymi zasadami, co kiedyś. Ola żyła marzeniami, Aleks zaczęła je spełniać. 

Będąc ostatnio w Gdyńskim Muzeum Emigracji, odniosłam wrażenie, że emigracja jest nierozerwalnie związana z losami Polaków – emigracja w XIX w. do Ameryki, emigracja w czasach wojen, emigracja w PRL, emigracja w 2017r. Teoretycznie przyczyny były różne, okoliczności i czasy za każdym razem inne, jednak wszystko skłaniało się zawsze ku pieniądzom i lepszemu życiu. Niejednokrotnie z narażeniem życia, Polacy przemierzali morza i oceany, by poza Polską znaleźć „lepszy świat”.

Współcześnie emigracja stała się tak popularna, że nie robi na nikim wrażenia. Stwierdzenie: „pracuję w Anglii” jest tak oczywiste, jak to, że „pracuję w Gierałtowicach, Kutnie czy Płocku”. Współczynnik eurosierot wzrasta w zastraszającym tempie, małe miasteczka wyludniają się, a po ich ulicach spaceruje cała wataha samotnych kobiet, otoczona grupką dzieciaków. Wzdychają platonicznie tęskniąc, a jednocześnie nie wyobrażają sobie już wspólnego życia z mężem.

Emigracja ma wiele twarzy: to wyżej wymieniona kobieta mieszkająca z dziećmi w szarym bloku małego miasteczka na Podkarpaciu. To łysiejący mężczyzna z lekką nadwagą mieszkający w betonowej klitce w miasteczku koło Zagłębia Ruhry, który pracuje na budowie przez sześć dni w tygodniu, a siódmego sączy piwo siedząc w pieleszach na kanapie. To młody tata, kierowca autobusu, który zasuwa 700 km w co drugi piątek, by jak najszybciej z ulic Dortmundu przemieścić się do swojej dopiero co urodzonej córeczki i ukochanej żony, mieszkających we wsi koło Poznania. To młoda dziewczyna w fartuchu pakująca warzywa w pakowni koło Londynu. To w końcu sześćdziesięciopięcioletnia kobieta, która będąc umęczona całym życiem pracy w odlewni, przewija pieluchę włoskiej, sparaliżowanej damie. Jednak emigracja to nie tylko ciężka praca dla pieniędzy, ciężkie warunki i rozłąka. To także szansa na ułożenie sobie życia. Zwłaszcza dla młodych ludzi. Młode pary coraz częściej wyjeżdżają razem, a niektórzy single decydują się na samotny wyjazd i osiadają z dala od granicy Ojczyzny pierogami i kiełbasą krakowską płynącej. To właśnie tej ostatniej osobie poświęcę kilka linijek w zalewie Internetu.

Jestem Alex. Kiedyś: Ola.

Ola wyjechała do pracy dwa lata temu. W zamierzeniu miała trochę dorobić. Po dwóch latach nie zamierza wracać do Polski – chyba, że na wakacje. W Anglii imała się tak wielu zajęć, że wymienienie ich wszystkich bez pomyłki jest ciężkie: począwszy od pakowania warzyw, kelnerowania w hotelu Mariott, nauki muzyki w polskiej szkole, modelingu, bycia barmanką, grania koncertów, opieki nad starszą osobą, czy prowadzenia osobistych korepetycji z gry na gitarze i śpiewu. Absolwentka liceum plastycznego, której marzeniem było dostać się na najbardziej prestiżową w Polsce Akademię Muzyczną mieszka teraz w Anglii i nie kwapi się do powrotu do kraju. Uważa, że ten wyjazd był dla niej wielką szansą, bo gdyby nie on nie byłaby w tym miejscu, w którym jest teraz. A teraz jest Brand Ambasadorem w brytyjskiej korporacji, jeździ na szkolenia, studiuje Music Technology na uniwersytecie, a co – dla niej – najważniejsze, cyklicznie gra koncerty i nagrywa swoją pierwszą płytę w języku angielskim.

W Anglii, oprócz dwóch kranów przy umywalce i jazdy prawą stroną jezdni, różnice są także w mentalności ludzi – Anglia jest krajem wielokulturowym, barwnym, którego kontrasty i wyjątkowości spotyka się za każdym rogiem. Dla osoby takiej jak Ola – mimo że młodej i dość otwartej, z konserwatywnego, małego miasta – taka mieszanka jest czymś naprawdę ciężkim do zaakceptowania: „niszczę w sobie rasizm”, stwierdza.

Studia za granicą

Alex studiuje na uniwersytecie, kierunek o którym zawsze marzyła, a który był dla niej praktycznie niemożliwy do osiągnięcia w Polsce: „W Anglii przede wszystkim liczy się pasja – jeśli ludzie widzą Twoje zaangażowanie i chęci, to pozwolą ci działać i jeszcze Ci w tym pomogą”. Każdą wolną chwilę spędza na uniwersytecie, który daje jej szansę rozwijania pasji, znajomości, dostęp do nowoczesnych sprzętów, tak potrzebnych w przypadku jej kierunku. Dodatkowo pracuje, co dla jej kolegów-tubylców wydaje się być prawie niemożliwie do pogodzenia.

Studia w obcym języku są dużym wyzwaniem, jednak da się przyzwyczaić do obcego języka wykładowego, a nawet robić w nim notatki. Praca z ludźmi, zwłaszcza godziny spędzone za barem na rozmowach z ludźmi dają dużo luzu w posługiwaniu się British English. Czy zatem studia w Anglii są czymś nieosiągalnym – absolutnie nie. Alex poleca je każdemu, kto ma takie wątpliwości.

Bywały dni zwątpienia, ogromnej tęsknoty, gigantycznego zmęczenia, a nawet bardzo ubogiej diety. Mimo niewątpliwych sukcesów i dobrej sytuacji w jakiej aktualnie się znajduje, nadal ma do spłacenia długi, śpi po cztery godziny na dobę, zasuwa, nie mając praktycznie chwili dla siebie. Jednak podczas naszej rozmowy wydaje się być naprawdę szczęśliwa.

Relacje z rodziną

Część rodziny Oli również mieszka w Anglii. Są dla niej dużym wsparciem, zwłaszcza w krytycznych momentach, gdy w jednej chwili została bez dachu nad głową. Mimo, że z nimi nie mieszka, to jednak obecność najbliższych zdaje się być krzepiąca. „Codziennie piszę z moją mamą na What’sUp, wysyłam jej zdjęcia tego co robię, gdzie jestem. Mam wrażenie, że choć jesteśmy daleko, nasze relacje bardzo się zacieśniły”. Nie zapomnę chwili, gdy kiedy wracałam do domu autobusem i choć nie mam w zwyczaju płakać, z chwilą przybycia do Dworca Autobusowego w Kielcach, płakałam jak małe dziecko. Tak bardzo cieszyłam się, gdy zobaczyłam tą małą kobietkę czekającą na mnie. A potem praktycznie zagłaskała mnie jedzeniem i spokojem, którego w Anglii, w tym ciągłym biegu, tak bardzo brakowało.”

Przyjaciele emigranta

Wydawałoby się, że niewątpliwie sukcesywne pokonywanie przeszkód przez naszą koleżankę, powinno być przyjęte w kręgu jej znajomków z aprobatą, uznaniem i wsparciem. Jednak emigracja mocno zweryfikowała ilość kolegów, a nawet przyjaciół. „Odkąd moi znajomi dowiedzieli się, że rozpoczynam studia w Anglii, kontakt z wieloma osobami się urwał. Została tylko grupka ludzi, do których chcę wracać.” Oprócz niechęci i zerwania kontaktu, znajomi Oli przejawiali pewną tendencję do stawiania jej w roli sponsora i próbowali wzbudzić w niej wyrzuty sumienia – „Jak chcesz wyjechać, to musi się przygotować się, że nie może mieć skrupułów wobec znajomych. Kiedy wróciłam na urlop do Polski, kilka osób uważało, że skoro zarabiam w funtach, to jestem zobowiązania do stawiania im wódki, bo przecież mam teraz tyle pieniędzy. Jakież było ich rozczarowanie, gdy im odmawiałam.” Stare znajomości się urwały, ale Alex poznała w Anglii nowych przyjaciół, którzy nie tylko traktowali ją z szacunkiem, ale mieli zbliżone zainteresowania i nie zostawili jej na pastwę losu, gdy przyszło jej samotnie spędzić święta Bożego Narodzenia z dala od rodziny.

Emigracja sposobem na życie?

Nie głaskało mnie życie po głowie, nie pijałem ptasiego mleka – no i dobrze, no i na zdrowie: tak wyrasta się na człowieka.” – fragment wiersza Broniewskiego jest ulubioną maksymą ojca Alex.  Emigracja nauczyła ją wielu rzeczy, ale głównie, że najważniejszy w życiu jest szacunek – do ludzi i samego siebie. Wyjazd do Anglii, przymus radzenia sobie samej w trudnych sytuacjach spowodował duży wzrost pewności siebie i wiary w swoje możliwości – dopiero tutaj nabrałam do siebie szacunku i pozbyłam się kompleksów. A szacunek jest najważniejszy – zawsze znajdzie się dziesięciu przeciwko Tobie, ale jeśli jesteś dobrym człowiekiem, szanujesz ludzi, postępujesz moralnie, to zawsze znajdzie się jedna dusza, która wyciągnie do Ciebie rękę, by Ci pomóc. 

Spotkania i rozmowy z inspirującymi ludźmi, praca w marketingu, szkolenia z umiejętności „sprzedania się” dużo ją nauczyły – znajomi twierdzą, że „nie jest już tą samą Olą, którą kiedyś znali”. A sama Alex zapytana o to, ile kilometrów dzieli Alex od dawnej Oli, bo pewnie dużo, twierdzi: Tak dużo się nie zmieniło – to że jestem mniej zakompleksiona i realizuję siebie nie znaczy, że aż tak bardzo się zmieniłam. Nadal kieruję się w życiu tymi samymi zasadami, co kiedyś. Ola żyła marzeniami, Aleks zaczęła je spełniać. 

Przez dwa lata poza Polską, udało jej się spełnić aż sześć marzeń: dostała się na studia, pracowała w profesjonalnym studiu nagraniowym, uniezależniła się od rodziny, gra cykliczne, autorskie koncerty, kończy nagrywać pierwszy autorski album po angielsku, a także wyruszyła w samotną, ponad sześciogodzinną podróż samochodem, który sama sobie kupiła. Czy faktycznie pieniądze szczęścia nie dają? – „Bullshit! Każdy funt, który zostaje ci z podstawowych opłat na życie, a którym możesz wydać na realizację swoich pasji, to właśnie jest szczęście.”

O czym zatem marzy, jakie ma plany? „Chcę zostać na scenie. Marzę o otworzeniu własnego studia nagraniowego, swojego atelier, a także o tym, by zabezpieczyć materialnie siebie i swoich bliskich. Kiedy nie musisz martwić się o to, czy wystarczy Ci pieniędzy na opłacenie rachunków, możesz realizować pasje i być spokojnym, a o to właśnie chodzi w życiu. 

Co robiłaby teraz Ola, gdyby nie wyjechała?

– Sama myśl o tym czyni mnie smutną. Nie wróciłabym do muzyki aż tak, przejmowałabym się poprawą matury z historii sztuki. Żyłabym w poczuciu, że nigdy nie będę wystarczająco dobra. Byłabym smutna bo zeżarłaby mnie ambicja. Nie jestem w stanie wyobrazić mojego powrotu. Gdybym wróciła teraz, w tym momencie bym sobie poradziła, mam doświadczenie, jestem bogatsza o pewne umiejętności. Nie mam jednak pojęcia, jak wyglądałoby moje życie, gdybym nie wyjechała. 


Emigracja to według mnie trochę akt odwagi, a trochę tchórzostwo. Odwaga, bo sama nie miałabym jej chyba na tyle, by opuścić Polskę i zanurzyć się w zupełnie odmiennej kulturze, społeczeństwie. A tchórzostwo, bo emigracja to ucieczka przed mierzeniem się z polskością. W Polsce trzeba sobie radzić z trudnymi warunkami życia, biurokracją, bezrobociem, niskimi płacami, absurdalnymi pomysłami niezmiennej od 25 lat władzy. A emigracja wyrywa nas stąd, odgradza murem od problemów rodaków, którzy zostali. [stąd pewnie ta nienawiść do emigrantów]. Jednak czy życie musi być ciągłą walką?

Gdy wracam do domu rodzinnego, moje małe miasteczko świeci pustkami, co jest cholernie smutne, bo jeszcze nie tak dawno powietrze przedzierały wrzaski dzieciaków na placu zabaw, ławki w parku zapełnione były rodzinami, nie można się było nudzić. Teraz nikogo tam nie ma. Jedynie w okresie świątecznym, na parkingach przy mięsnym i na osiedlach widać tablice rejestracyjne oznaczone charakterystycznym GB, D lub H. Na palcach jednej ręki jestem w stanie policzyć znajome rodziny, których nie rozdzieliła emigracja. Jednak czy jest racjonalnym trzymanie się kurczowo kraju, w którym podatki są coraz wyższe, biurokracja niemożebnie zawiła, mentalność coraz bardziej zwariowana, a tolerancja coraz mniejsza? Z ciężkim sercem dochodzę do wniosku, że nie. Więc jeśli macie szansę na fajne życie za granicą – tylko nie życie, które rozbije związek, rodzinę, które będzie składało sie z morderczej pracy o każdego funta i ciągłych wyrzeczeń – a które umożlwi wam rozwój, spełnienie marzeń, da możliwości, których u nas często brak, to korzystajcie.

Podziel się:


1 thought on “[Kowalski inspiruje #1] Kiedyś Ola, teraz Alex – emigracja sposobem na życie.”

Dodaj komentarz