[Lexmaruda pyskuje #15]: Ej mała, fajna z ciebie świnia – molestowanko seksualne nasze powszednie.

http://unsplash.com

Wkurwiam się za każdym razem jednakowo zapalczywie, gdy słyszę o kolejnej osobie, która padła ofiarą molestowania seksualnego. Do szału mnie doprowadza, gdy człowiek nie zgłasza nigdzie faktu nagabywania go i okradania z intymności odpowiednim służbom. Nie mogę patrzeć jak bagatelizuje się kwestię molestowania w społeczeństwie, jak szydzi się z akcji wymierzonych przeciwko niemu. Można szydzić z akcji budowania domów ocieplanych importowanymi z Niderlandów do Nowej Zelandii konopiami włóknistymi, bo jest to tak irracjonalne, że o matko, ale kwestia naruszania cielesnej bariery i seksualnej integralności jest problemem palącym, nieprzejaskrawionym. Seksualność to jedna z fundamentalnych kwestii, które definiują nas jako człowieka. Naruszenie tej bariery to dokładnie to samo, co danie komuś w mordę. Czy złamałeś komuś nos, czy próbowałeś rozbierać, gdy ta osoba tego nie chciała, jesteś takim samym skurwielem.

Molestowanie to wymysł feministek

Akcja „me too” miała wiele przeciwników. Wiele osób obawiało się, że „nie będzie można już podrywać”. Dla mnie ta obawa jest tak irracjonalna i tak niemożliwie głupia poprzez zbagatelizowanie granicy między molestowaniem a podrywaniem, co przyrównaniem seksu do gwałtu, deszczu do nawałnicy czy smutku do depresji. Możesz nawet zastosować ten sam zestaw czynności wymierzonych w kierunku tej samej osoby, ale w zależności od wielu czynników, jak choćby zgody biernej w procesie podrywania strony, ilości wypitego alkoholu czy osób was otaczających, podrywanie może łatwo stać się molestowaniem seksualnym.

Jak jest nawałnica, to w sumie też tylko pada deszcz i wieje wiatr, nie? Tylko kurwa trochę mocniej.

Tak samo jest z podrywaniem i molestowaniem seksualnym. Jeśli jesteś natarczywy, osoba ci się wyraźnie opiera, a ty mimo wszystko nadal w to brniesz, to wtedy mamy do czynienia z molestowaniem. I każdy normalnie myślący człowiek powinien w tym przypadku granicę stawiać w mniej więcej tym samym miejscu. I kropka.

Molestowanie zazwyczaj przybiera dość spektakularne formy, dotyczy relacji bardziej zewnętrznych, często takich o hierarchicznej strukturze. Wtedy mamy skandalik, szefa wykorzystującego pracownicę, Oscara Wildsteina obmacującego wschodzące gwiazdy Hollywood, czy molestowanie seksualne w strukturach Parlament Europejskiego, o którym ostatnio głośno. Tylko co w sytuacji, gdy molestowanie pojawia się w stosunkowo bliskim otoczeniu, dotyczy znajomych czy rodziny? Wychodzi od człowieka, który zawsze był spoko, którego lubiłeś, szanowałeś? Jak mnie wkurwia to, że nie można powiedzieć głośno. Jak mnie wkurwia, że ludzie, których na chwilę zaślepia jakaś chora fantazja, potrafią niszczyć relację, którą budowali przez wiele lat. Czy ta relacja w ogóle istniała, czy od początku, przy każdym spotkaniu, każdym piwie razem wypitym on myślał tylko o tym, jakby cię wziął i na ile sposobów?

„A ty, a ty, niedobrzelcu!”

Kobiety choćby stanęły na rzęsach, choćby zarabiały na równi z facetami, choćby rzeczywiście partnersko wychowywały z mężczyznami dzieci, zajmowały się z nimi domem fifty-fifty, nigdy, powtarzam NIGDY nie będą równorzędnym członkiem społeczeństwa. Same sobie to zrobiły. Nigdy nie będą traktowane do końca serio, nigdy nie będą mogły wyjść na piwo z kolegami bez zupełnie żadnych podtekstów seksualnych. Co więcej – zaryzykuję stwierdzenie, że one wcale nie chcą być równe. Nie chcą, żeby traktować je z szacunkiem. Ostatnio przepadłam w odmętach Youtube’a i oglądałam gościa, który komentował jakiś serial produkcji Polsatu, w którym jedna gorąca singielka miała po randce z trzema panami stwierdzić, który z nich jest singlem. Tylko ich spotkania wyglądały bardziej jak łososie tarło, niż jak randka cywilizowanych ludzi. Co więcej, na wszystko patrzyły schowane w szafie partnerki rzeczonych panów. W serialu o ograniczeniu wiekowym +12 można sobie swobodnie obejrzeć niezłe preludium do filmu dla dorosłych.

Ale nie wybiegajmy tak daleko w świat abstrakcji i telewizyjnych programów. Spacerując ostatnio z psem uliczkami poznańskiego parku miałam okazję przyjrzeć się doprawdy osobliwej sytuacji – otóż samiec, chcąc pokazać, jaką akuratną świnię upolował, zamiast zwyczajowego gestu łapania za rękę, wykonał prawdziwie samczy odruch i trzymał swoją lochę z pośladek. Bardzo chciałabym, żeby ta cała sytuacja dotyczyła osobników polskiej białej zwisłouchej [rasa świni], aniżeli przedstawicieli, rzekomo najwyżej usytuowanego w drabinie ewolucji, gatunku ludzkiego. Abstrahując już od kwestii praktycznych i logistycznych tego rozwiązania, zastanawia mnie jak kobiecie nie było wstyd być prowadzoną niczym zwierzę, publicznie obmacywaną po swojej intymnej części ciała? Następnym razem wyjdzie na niedzielną przebieżkę z ukochanym trzymającym ją za pierś? A może zawlecze ją do parku za włosy? Jeśli ty sama nie postawisz granic i nie będziesz wymagać szacunku, to nie licz, że ktoś bezinteresowanie ci go okaże. Bo ludzie są z natury mało bezinteresowni.

Yyyyyyyyyyyyyyyy……..

O ile po końskich zalotach w umyśle napastującego zostanie tylko „yyyyyy, no trudno”, to ofiara będzie to pamiętała bardzo długo. Będzie czuła do siebie wstręt, będzie palić ją skóra i nachodzić ją będzie ochota na wymioty. Będzie zachodzić w głowę co zrobiła nie tak i wymyśli milion wymówek, dla których napastnik posunął się bliżej czy dalej w ich relacji. Będzie czuła się winna. I będzie jej wstyd. A temu skurwielowi nie będzie wstyd nawet przez pół sekundy.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często gęsto otoczenie, zwłaszcza bliskie, wie. Widzi. Widziało. Było przy tym. I nic nie zrobiło. Nie zareagowało. Nie kazało przestać. Nie dało w mordę. I choćby to otoczenie było bliskie, tak bliskie że powinieneś czuć się bezpiecznie i komfortowo, to nikt nie zrobił nic, żeby cię obronić. W dupę z takim otoczeniem. I zostajesz kolejną jednostką statystyczną, kolejnym punkcikiem na niemierzalnej skali niezgłoszonych naruszeń. I nic nie możesz z tym zrobić. Ta bezradność piecze bardziej niż ręce napastującego na twoich ramionach.

Podziel się:


21 thoughts on “[Lexmaruda pyskuje #15]: Ej mała, fajna z ciebie świnia – molestowanko seksualne nasze powszednie.”

  • dziewczyna widocznie ma w głowie wgrany taki schemat, ze chłopak może ją trzymać za pośladek, i pewnie gdyby jej ktoś powiedział, że nie powinna na to pozwolić to by uznała to za głupotę
    • I chyba to jest najbardziej przerażające w tym wszystkim. Od najmłodszych lat zamyka się ludzi w takim chorym schemacie, a oni uznają to za całkowicie normalne. I to nawet nie jest wina tych osób, tylko ludzi, którzy ich wychowywali.
  • Zgadzam się, same siebie nie szanujemy, smiejemy sie z szowinistycznych dowcipów uważając ze jesteśmy na propsie… Żenua…
    • Uważam, że dystans jest ważny i dobry, ale do czasu. A wielu ludziom ciężko odróżnić żart od normalnego życia, przez co tylko pogłębiają stereotypy.
  • „Co więcej – zaryzykuję stwierdzenie, że one wcale nie chcą być równe. Nie chcą, żeby traktować je z szacunkiem.”
    „Jeśli ty sama nie postawisz granic i nie będziesz wymagać szacunku, to nie licz, że ktoś bezinteresownie ci go okaże.”
    No właśnie. Ja dziś natrafiłam na program kolejnej „ofiary” Harvey ‘a Weinsteina, jedno ze zdań, które padły, brzmiało „….te kobiety chciały tylko spełnić swoje marzenia”. I pod to można podpiąć wiele motywacji:
    – Jadę do Hollywood, pracuję jako kelnerka, codziennie obcy faceci klepią dając napiwek mnie w pośladek.
    – Jadę do Hollywood, próbuję wejść do showbiznesu; drzwiami, oknami…lub przez łóżko.
    Kobiety są naprawdę różne. Niektórym odpowiada załatwianie różnych spraw przez łóżko – i kto tu kogo wykorzystuje? Transakcja wiązana.
    Obecnie obserwujemy pewien nurt: Ameryka przejadła się seksem, więc sprawy poszły w drugą stronę. Ale to po prostu kolejne zamotanie; wielu ludziom brakuje kręgosłupa moralnego, który nie jest zbyt giętki.
    • Zwróciłaś uwagę na istotny problem – ludzie wykorzystują swoje walory, żeby coś dla siebie ugrać. Masz rację, że wina leży po obu stronach, bo ludzie są właśnie mało bezinteresowni – jeśli ktoś nie wymaga szacunku, to go nie dostanie, proste. Tylko nadal coś nie gra – skąd u nich taka postawa? Na coś takiego trzeba wpaść, to się nie bierze z powietrza. Ludzie wychowani w przyzwoity sposób, wychodząc z rodziny, która miała jakieś wartości, raczej nie myślą takimi kategoriami. To ewidentnie problem braku edukacji i świadomości w społeczeństwie.
  • Od małego dziewczynki są poddawane tresurze, że mają być tylko ładnym obiektem westchnień. Wystarczy włączyć pierwszą lepszą bajkę skierowaną do dziewczynek, wszystko kręci się wokół chłopaków i wyglądu. Gdy wreszcie zainteresowanie chłopaków się pojawia, np. w podstawówce pierwsze klepnięcia w pupę czy szarpnięcia za warkocz, każda z nas chyba wie, co usłyszała w takim wypadku: TO TYLKO CHŁOPCY, CHŁOPCY TAK MAJĄ, NIE PRZEJMUJ SIĘ. albo TO TAKIE KOŃSKIE ZALOTY, PODOBASZ MU SIĘ TYLKO. Nie uczmy dziewczynek, że przemoc to okazywanie sympatii! Potem nasze dziewczynki dorastają i cokolwiek im się przydarzy spotykają się z Victim Blaming, czy zrzucaniem na nich winy: mogłaś nie pić/mogłaś tamtędy nie przechodzić/mogłaś nie biegać po parku wieczorem/mogłaś się inaczej ubrać. Wtedy nasze dorastające panny uczą się JAK NIE BYĆ ZGWAŁCONĄ, zamiast do jasnej cholery uczyć chłopców, nastolatków i młodych mężczyzn – NIE GWAŁĆ.
    • Podpisuję się obiema rękami – zawartość bajek i treści dla dzieci jest przerażająco, wręcz karykaturalnie stereotypowa. Abstrahując od przemocy i niestosownych zachowań, problem zaczyna się już w momencie, gdy od chłopca nie wymaga się dbania o dom czy dobrych wyników w nauce, bo „to przecież chłopiec”. Przyzwolenie na przemoc jest tylko następstwem tego wszystkiego. Mój brat będąc w tym samym wieku, co ja parę lat temu może wychodzić wieczorami, wracać później, chodzić na imprezy, a ja nie mogłam, tylko dlatego że byłam dziewczyną. I o ile rozumiem troskę moich rodziców i chęć ochrony, to to właśnie ja – jako kobieta – musiałam z pewnych rzeczy rezygnować, ze strachu przez skrzywdzeniem mnie. Tych ludzi, którzy mogli kogoś skrzywdzić raczej mamy nie uświadamiały, że nie można krzywdzić – mnie uświadamiano na każdym kroku, że mogę zostać skrzywdzona.
  • Nie chcę tu bronić facetów ani zrzucać pełnej winy na kobiety, ale napisałaś fajne zdanie: „same to sobie zrobiły”.
    Często kobiety wysyłają sprzeczne sygnały. Niby mówią nie, ale często myślą „może” albo „niech się bardzie postara”. Czasami gdy facet odpuszcza po jednym „nie” jest potem foch, że odpuścił. Nie zawsze i nie w przypadku każdej kobiety, ale często tak jest. Sam byłem w takiej sytuacji. Innym razem o dwóch „nie” pojawiło się „tak” i to wcale nie było wymuszone czy wymolestowane tylko dziewczyna chciała pozgrywać niedostępną. No nie da się Was zrozumieć.
    Inna sprawa, to fakt, że molestowanie działa zazwyczaj w jedną stronę. Jeśli kobieta zrobi aluzję, złapie faceta za tyłek czy wręcz zaciągnie go do łóżka, to rzadko kiedy ma z tego powodu problemy. A na Was wystarczy czasami spojrzeć inaczej niż byście chciały. No i tu dochodzimy do klasycznego problemu prowokacji (celowej lub nieświadomej). Często ubieracie się tak, że wręcz nie da się spojrzeć w inne miejsce niż na tyłek lub piersi. Ale zaraz podnosi się krzyk, że oczy macie wyżej. No sorki, skoro tak bardzo nie chcecie, zeby Wam patrzeć na cycki, to po co je eksponujecie?
    No i na koniec wybiórcze traktowanie facetów. Jeśli jakieś ciacho skomentuje, że macie fajną dupę, to uśmieszek, rumieniec i od razu dajecie się zaprosić na kawę ze śniadaniem (przepraszam za uogólnienie, ale stereotypy nie biorą się z kosmosu). Ale niech powie to jakiś zarośnięty nerd w okularach, to od razu jest męską szowinistyczną świnią i dostaje z liścia.

    Nie bierz tego do siebie, nie wszyscy pod ten schemat podpadają, ale jednak są to częste sytuacje, które widuję, byłem świadkiem czy wręcz uczestnikiem. Chodzi mi o to (podobnie jak w moim wpisie o rozwodzie, który kiedyś publikowałaś), że nie można jednoznacznie zrzucać 100% winy na facetów. Wszyscy jesteśmy winni po trochu.

    • Niestety, nie mogę się z Tobą zgodzić Andrzej. Fakt ubierania się w taki czy inny sposób nie powoduje, że należy przestać mnie postrzegać jako istotę obdarzoną rozumem i godnością. Celowo stroniłam od użycia w tekście relacji w molestowaniu mężczyzna–> kobieta, żeby ukazać trochę szerzej ten problem, bo nie tylko takich relacji on dotyczy. Nawet jeśli superpupa jakiegoś superpana jest super wyeksponowana w superjeansach, nie oznacza to, że rozmawiając z nim nie będę patrzeć mu w oczy i traktować z należytym szacunkiem. tylko patrzeć na jego pośladki.

      Moim zdaniem cały problem wynika z wychowania. Tak jak napisała Miniaturowa kilka komentarzy wyżej, chłopcy mają przyzwolenie na pewne rzeczy. A o przemocy seksualnej uczy się dziewczęta – żeby nie dały sobie zrobić krzywdy, zamiast tego, że to chłopcy nie powinni robić krzywdy dziewczętom. Zresztą dziewczęta uczy się, że mają być grzeczne, kulturalne, miłe, a chłopcy jak dadzą sobie po twarzy raz czy drugi, to „przecież to tylko chłopcy”.

      I jeszcze jedno – „Jeśli kobieta zrobi aluzję, złapie faceta za tyłek czy wręcz zaciągnie go do łóżka, to rzadko kiedy ma z tego powodu problemy.”. Zapewne dlatego rzadko ma problemy, bo pan, którego zaciągnęła, zgodził się i chciał tego. Gdyby nie chciał, to by tam nie trafił, tylko odmówił. I miałby do tego pełne prawo. Tak samo kobiety. To jest właśnie granica, o której pisałam, a którą każdy powinien stawiać mniej więcej w tym samym miejscu – możesz zastosować ten sam zestaw czynności w kierunku tej samej osoby, ale gros okoliczności może sprawić, że jest to niegroźny podryw, a czasem molestowanie. Granica jest bardzo cienka. Jeśli ktoś się opiera, a ty go przymuszasz,to jest molestowanie. Piszesz, że wiele kobiet podpuszcza, zwodzi – gra w podrywanie, nawet zgrywanie niedostępnej może jest irytująca. Ale w próbowaniu, pytaniu raz, drugi czy trzeci, także nie ma nic zdrożnego – ludzie oprócz słów używają też języka pozawerbalnego, więc nie powinno być ciężko domyślić się czy osoba sobie pogrywa, czy stanowczo odmawia. A nawet jeśli ciężko się domyślić, czy pani sobie pogrywa, czy nie, to przecież nie rzucamy się na panią i nie ściągamy jej bluzeczki, prawda? Bo jeśli się rzucamy i ściągamy bluzeczkę, to to jest molestowanie. Jeśli osoba wykonuje jakiś gest, patrzy na drugą w dość wymowny sposób i robi cokolwiek, że masz pewność że przyzwala ci na zbliżenie się do niej, to wal jak w dym. Wbrew pozorom, kobiet, które nie wiedzą czego chcą, nie ma na świecie aż tak dużo. A nawet jak chcą teraz, mogą zmienić zdanie i wtedy nie masz prawa ich tknąć. Polecam znakomity filmik od hitchhaning, który znajdziesz w komentarzu powyżej.

      Pozdrawiam ciepło!

      • Pozwolę sobie na przykład z życia, wręcz dzisiejszy. Ciekaw jestem Twojej opinii.

        Otóż dzwoniła do mnie znajoma z prośbą o wyjaśnienie zachowania znajomego, który chyba się na nią obraził, ale ona nie jest pewna. Byli niedawno na jakiejś firmowej imprezie integracyjnej. Wiadomo, zabawa, alkohol, flirty. No i ona jednoznacznie dawała mu do zrozumienia co i jak. I kiedy chłopak się napalił, ona nagle zmieniła zdanie, bo jednak mąż, dzieci, nie jest pewna i takie tam. Rzekłbym – klasyka, co zresztą wyżej opisałem.
        Chłopak miał dwa wyjścia. Trzymać się sygnałów, które otrzymał wcześniej i brnąć dalej ryzykując nieprzyjemności związane z molestowaniem. Albo zaakceptować jej „nie” i sobie odpuścić. Wybrał więc to drugie, ale miał prawo poczuć się urażony, może nawet oszukany i wystawiony. Przestał się do niej odzywać bardziej niż to wymaga współpraca w firmie.
        A znajoma jest zdziwiona „no jak to”? Dodajmy, że dziewczyna ma 40 lat a więc jest dojrzałą kobietą, zna swoje potrzeby i konsekwencje działań a przynajmniej powinna. W tym wieku nie bawimy się juz w podchody i ucieczki jak w czasach liceum. W końcu nie jesteśmy już dziećmi. Tyle jeśli chodzi „zmianę zdania”.
        Skoro uważasz, że to normalne i uczciwe, to postaw się w takiej sytuacji: przystojny facet jednoznacznie Cię adoruje, zaprasza na kolację. Idziesz, zamawiacie fajne, drogie jedzenie. A on nagle mówi: „wiesz co, jednak jesteśmy tylko znajomymi i każde płaci za siebie”. Będziesz się czuć świetnie?

        Jeśli chodzi o wspomniany przez Ciebie język niewerbalny, to sorki, ale rozumieją go najczęściej tylko kobiety. Faceci mogą się co najwyżej domyślać a i tak w większości przypadków robią to błędnie. Ja w 100% odczytuję to błędnie, więc przyjąłem założenie, że jeśli laska chce seksu, to ma mi to powiedzieć wprost. Pewnie przez to straciłem wiele okazji i pewnie wiele z nich poczuło się urażonych.

        Kiedyś czytałem coś takiego (dawno, więc mogę trochę poprzekręcać).
        W jakimś lokalu siedzi sobie laska, fajna, seksowna, w miniówie takiej, że hej. Nogi do samej ziemi, cycki z kosmosu.
        Jeśli jakiś koleś dał się na to złapać (nie oszukujmy się, to nie jest zwykłe ubranie na codzień tylko ewidentnie do pokazania atutów) i gapi się na cycki – zboczeniec jakiś, maniak seksualny.
        Jeśli koleś udaje, że tego nie widzi, że w ogóle jej nie zauważa – no pedał jakiś.

        Jak napisałem wcześniej, dużo też zależy czy facet jest ciachem czy nie. Nie chce uogólniać na 100% populacji kobiet, ale niestety większość tych, które znam, jest taka właśnie wybiórcza. Jeden ma ją rozbierać wzrokiem i koniec, drugi nie ma prawa nawet spojrzeć.

        • Cóż, uważam, że miała prawo się wycofać, zwłaszcza, że sam napisałeś o jakiś jej zobowiązaniach rodzinnych. Jeśli go kokietowała i „spotykała się” z tym panem, to również pan ma prawo poczuć się urażony i nie musi chcieć z nią utrzymywać kontaktu. I ta pani powinna liczyć się z konsekwencjami takiego „zerwania”. (Przyrównuję to do związku, bo nie wiem jaki charakter miała ta relacja).

          Wydawało mi się, że taki pozawerbalny komunikat rozumieją wszyscy ludzie. Wiadomo, że nie czytamy sobie w myślach, niemniej jest wiele sygnałów, które można zinterpretować dość jednoznacznie. Jeśli ktoś patrzy na ciebie stanowczo, odsuwa się od ciebie, mówi „nie”, to komunikat jest chyba dość klarowny, nie?

          „dużo też zależy czy facet jest ciachem czy nie”. Cóż, tym się rządzi podryw, że chcemy wchodzić w relacje z ludźmi, którzy nas fizycznie i duchowo pociągają. Nie przeskoczysz tego. Nie sądzę, że dałbyś się podrywać kobiecie, która zupełnie nie przypadła ci do gustu. Co więcej; jeśli masz do wyboru super ciacho i obleśnego wujka ze Stocka, to wybór jest dość oczywisty. Przeciętny chłopak nie zostanie zmieszany z błotem za to, że uśmiechnie się lub zagada do dziewczyny, która mu się podoba, nawet jeśli on nie podoba się jej – nie demonizujmy 😉

          Co do jednego muszę przyznać rację – często ludzie nadużywają pojęcia molestowania lub zabawiają się kosztem drugiej osoby. Nie można mieć wszystkiego i jeśli nawiązujemy z kimś relację, a potem go odpychamy, to liczenie na to, że będzie dalej OK jest dość naiwne. Głupi ludzie są głupi, ale ty nie musisz być równie głupi. Jeśli ktoś zachowuje się w taki sposób, a potem odwraca tyłkiem albo obraża o jakieś pierdoły, to chyba nie ma sensu dłużej utrzymywać takich relacji.

          A jeśli jakikolwiek facet siedzi w knajpie i „gapi się na cycki”, to niezbyt dobrze o nim świadczy. Wydaje mi się, że to „że jej w ogóle nie zauważa” jest dość zdrowym zjawiskiem, a nazywanie człowieka, który „na cycki się nie gapi” >>pedałem<< dość niepopularną reakcją.

          Gdybym znalazła się w takiej sytuacji, jaką przedstawiłeś pewnie byłoby mi przykro, że nic z tego nie będzie. Niemniej, sama płacę za swoje jedzenie 😉

  • Niestety znam przypadek z jednego z polskich urzędów gmin, gdzie osoba molestująca najpierw dostała delegację z biura do prawie piwnicy, ale i to nie pomogło, dopiero dyscyplinarka coś dała. Nie wiem, czy molestowanie to nie zachowanie, które powinno się leczyć.
    • Wydaje mi się, że to może nawet nie jest choroba, ale kwestia wychowania i braku edukacji. Gdybyśmy w czasach szkolnych poświęcali trochę więcej czasu na rozmowę o prawach seksualnych, o tym czym jest przemoc, dlaczego jest zła i jak sobie z nią radzić, to może uniknęlibyśmy bardzo wielu przykrych sytuacji. Wiele osób wydaje się być zagubionych i pokpiwa sobie, że „nie można już podrywać” – nie widzą granicy między przyzwoleniem, a brakiem zgody. Brak zgody przyjmują za „droczenie się”. Rzetelna edukacja seksualna mogłaby w naszym kraju rozwiązać bardzo wiele problemów i zapobiec wielu krzywdom.
  • Rozumiem, że też jesteś jedną z ofiar takiego zachowania, skoro wkładasz słowa w usta osób( i jeszcze próbujesz je analizować), które faktycznie tego doświadczyły. Najłatwiej naczytać się bredni w komercyjnych gazetkach, a potem robić za mentorkę. Weszłaś na bardzo grząski grunt i publikując takie teksty narażasz wiele osób na bardzo duży dyskomfort psychiczny. Szczególnie, że ja napisałam wyżej – widać, że bazujesz na utartych schematach.
    Myślisz, że odpowiednią prewencją będzie właściwa edukacja na podstawowym szczeblu? – najłatwiej tak generalizować, naprawdę. To z całą pewnością wystarczy.
    Mówi się jeszcze o osobnym piekle dla ludzi, którzy używają zdrobnień – molestowanko, serio?
    • Wydaje mi się, że jesteś bardziej ofensywny/a niż ja, zakładając z góry, że nie jestem osobą, która ma ze sprawą jakikolwiek związek. Widać zatem, że w istocie możesz być jedną z osób, które tego doświadczyły i możesz czuć się z tego powodu źle, że ktoś ośmielił się taki temat poruszyć. Rozumiem zgorzknienie i żal, jeśli nie trafiłam z diagnoza, wybacz, staram się zrozumieć. Nie mam obowiązku dzielenia się ze światem doświadczeniami z najbardziej intymnej sfery życia. Zawsze wychodzę z założenia, że jeśli ktoś neguje moje propozycje, to śmiało, proszę przestawić lepsze.
    • Nie robienie niczego jest lepsze od postawienia choć kilku kroków naprzód? Nie wydaje mi się. „Molestowanko” jest gorzką ironią, którą cechuje moja twórczość na tej stronie, więc nie uważam tego za niestosowne. Można się śmiało zapoznać. A tytułem końca, cenię sobie ludzi, którzy potrafią się podpisać pod swoją krytyką i dopiero wówczas uważam ją za godną uwagi i zrozumienia. Ja pod moimi tekstami podpisuję się imieniem i nazwiskiem, będę zobowiązana jeśli będzie to działać w obie strony.
      • Niestety, do poruszania niektórych tematów należy posiadać odpowiednią wiedzę – i nie mówię tutaj wyłącznie o przykrych doświadczeniach.
        Jeżeli za robienie czegoś dla sprawy uznaje się szarpany wpis na blogu, to jeszcze długo sytuacja będzie wyglądała tak samo.To, że żyjemy w czasach, gdzie króluje Internet nie oznacza, że musimy się tylko do tego ograniczać, bo owszem, jest to wygodne, ale nie otwiera zbyt wielu drzwi.

        Natomiast jeśli mówimy o „molestowanku” – nie każdy czyta Twoje wpisy i wyłapuje pewne prawidłowości. Ironia jest bardzo fajnym narzędziem, ale czasami jest po prostu nie na miejscu – obojętnie czy nazywa się to twórczością, czy chwytliwym nagłówkiem, który ma się rzucić w oczy kilku osobom.
        Rozumiem, że moja krytyka tak Cię zabolała, że na koniec postanowiłaś uderzyć w najmniej istotną kwestię. Mogłabym się podpisać tak jak kilka osób powyżej, ale nie wiem czy wymyślny nick byłby tutaj odpowiedni.Jednak nie będę ujawniać swoich danych personalnych, bo jak widać po poprzedniej wypowiedzi – odsłoniłam trochę mojego prywatnego życia.

        • Nataszo – czy kimkolwiek jesteś – pozwól, że konsekwentnie będę stosować formę żeńską w dalszej części wypowiedzi. Jestem wdzięczna, że postanowiłaś podzielić się ze mną swoją opinią. Pisząc o „robieniu czegoś dla sprawy” miałam na myśli edukację, którą tak wykpiłaś w swoim poprzednim komentarzu. Wiele osób czytających ten wpis zgodziło się co do tego, że edukacja w naszym narodzie w zakresie seksualności jest stanowczo zbyt mała. Jeśli uważasz inaczej, masz do tego absolutne prawo i nikt nie próbuje ci go odebrać.

          Jeśli chodzi o mój „szarpany wpis”, ma on prawo ci się nie podobać. Tutaj również nikt nie każe ci bezmyślnie przyklaskiwać. Cenię sobie opinie stojące w kontrze do moich, jednak tylko wtedy, gdy są wyartykułowane w sposób rzeczowy, kulturalny i poparty argumentami. W swojej krytyce nie zawarłaś choćby jednego alternatywnego rozwiązania dla podanych przeze mnie propozycji. Najpierw zarzucasz mi brak związku ze sprawą, a gdy okazuje się że ten argument nie jest trafny, zarzucasz mi brak merytoryczności. Niestety znowu nie podajesz żadnych konkretów. Otóż, Nataszo, blog nie jest encyklopedią ani portalem z naukowymi esejami. Blog to miejsce, w którym autor wyraża swoją subiektywną opinię na dany temat, a to jest moja opinia na temat zjawiska molestowania seksualnego. Ja tak uważam, ale zostawiam temat otwarty i chętnie uzupełnię braki w wiedzy właśnie dzięki merytorycznej dyskusji ze społecznością. Możesz dołączyć i zaproponować alternatywne rozwiązanie dla zmniejszenia odsetka ofiar przemocy seksualnej – w tym trudnym temacie każde, choć w niewielkim stopniu skuteczne, rozwiązanie jest na wagę złota.

          Uważam, że poruszanie tematu molestowania, jego piętnowanie i pokazywanie ludziom, że nie są z tym problemem sami, jest potrzebne i wartościowe. Będę zatem dalej pokazywać ludziom, że nie mogą żyć w strachu i nikt nie ma prawa ich krzywdzić. Nie widzę w tym działaniu nic zdrożnego.

          Odnośnie „molestowanka”, które jest według ciebie straszliwie niewłaściwe – idąc tym tropem, dlaczego „Ej mała, fajna z ciebie świnia” ciebie nie oburza? Jeśli to również odbierasz w sposób dosłowny, to przykro mi. Wytłumaczę zatem – jest to cytat, który umieściłam tu ironicznie. Nie będę więcej tego komentować.

          Wychodzę z założenia, że jesteśmy poważni i bierzemy odpowiedzialność za swoje słowa – zarówno te pozytywne jak i negatywne. Ja, publikując swoje przemyślenia, zdanie i doświadczenia podpisuję się pod tym. Jeśli chcesz zacząć poważną dyskusję na jakiś temat, to zachowuj się poważnie. Anonimów nikt nie bierze na poważnie, więc i ja nie powinnam była w ogóle ci odpowiadać. Nikt za odmienne zdanie nie wsadzi cię do więzienia, a skoro sama mówisz o odpowiedzialności za słowa i działanie, to weź odpowiedzialność za to co publikujesz w Internecie.

          Jest to mój ostatni komentarz w tej sprawie. Jeśli chcesz porozmawiać i znajdziesz jakieś argumenty, które faktycznie coś wniosą do dyskusji, pomogą mi spojrzeć szerzej na problem molestowania seksualnego i faktycznie mają szansę zmniejszyć rozmiar problemu przemocy seksualnej, zachęcam cię gorąco do kontaktu mailowego. Adres znajdziesz w zakładce „kontakt i współpraca”. Jestem otwarta na nowe informacje i bezcenną wiedzę, która może ludziom pomagać, kolaborujmy więc w tym zakresie! Jeśli z naszej współpracy wyniknie coś, co pomoże choćby kilku osobom, będzie to nasz wspólny sukces.

          Pozdrawiam Cię ciepło i życzę Ci dobrego dnia!
          Lexmaruda.

Dodaj komentarz