[Lexmaruda pyskuje #14]: Nie pomagam. Mam do tego prawo.

Scrolluję tablicę Facebook’a. Widzę, że jedna z moich ulubionych blogerek zapostowała satyryczny obrazek z pańcią obładowaną zakupami, która nie chce pomóc przy jakiejś charytatywnej zbiórce tłumacząc, że nie ma pieniędzy. Tą blogerką była wspaniała Joanna Pachla z wyrwanezkontekstu.pl. Jej alfabet udanego związku był i nadal jest w moich zakładkach „Ulubione”. Pewnie zostanie tam na wieki, bo często do niego zaglądam. To jest naprawdę coś. I jak w większości przypadków pod jej tekstami podpisałabym się obiema rękami, tak pod tym postem nie. Wkurzyłam się. Kurczę, często się ostatnio denerwuję.

Joanna napisała, że należy pomagać. Jest to niepodważalna prawda, stara jak świat i nie ma w niej nic bulwersującego. To ludzka powinność podać rękę komuś, komu nie powiodło się w życiu. Sama to robię, bo tak wychowali mnie rodzice. Oni też pomagali, gdy trzeba było. Tylko nóż mi się w kieszeni otwiera, gdy słyszę moralitety takie jak ten. Kiedy słyszę, że jak to – nie odmówię sobie czekolady, wina, czy czegoś tam i nie pomogę? Skoro mnie stać na imprezę czy nową bluzkę to jak może mnie nie być stać na to, by komuś pomóc. Otóż:

Pomaganie nie jest niczyim obowiązkiem.

Ani moim, ani twoim. Pomaganie ludziom jest kwestią dobrowolną. Takie rozliczanie, że akurat pańcia nie wrzuciła pieniążka na chore dziecko jest potwornie krzywdzące. Nie wiesz czy może przypadkiem wczoraj nie przelała na konto jakiejś fundacji pokaźnej sumki. A nawet jeśli nie – to nie jest twoja sprawa. Nie chce, nie czuje się zobligowana, a może te zakupy które niesie w siatce to były oszczędności życia, które skrzętnie odkładała na nowe szpilki od Louboutin’a. Dlaczego ludzie tak bardzo lubią grzebać w cudzych życiach, łóżkach, portfelach? Pomoc człowiekowi powinna być wpisana w nasz katalog wartości i wyrastać z naszej moralności, poczucia tego, że jeśli mam to mogę się tym podzielić. Ale nie muszę. Po prostu chcę. Pomoc obowiązkowa jest tak samo moralnie kiepska jak pomoc interesowna, bo nie wyrasta stąd, skąd powinna. Zresztą od udzielania obowiązkowej pomocy są MOPRY, MOPSY, państwowe jednostki, fundacje i stowarzyszenia. Rokrocznie z budżetu państwa na pomoc przez choćby świadczenie rentowe czy 500+ idą kwoty policzalne w miliardach złotych. Zresztą nie od dziś wiadomo, że każde obowiązkowe świadczenie ma charakter podatku. Nie sprowadzajmy więc dobroczynności do poziomu przykrego obowiązku.

Pracuję dla siebie.

Mam pieska, któremu muszę kupić karmę. Mam zobowiązania, które obciążają mój budżet. Mam hobby, które także kosztuje. Wreszcie – mam swoje zachcianki. Zasuwam z uczelni do pracy, a po pracy ślęczę nocami klepiąc ekstatyczne deskrypcje odzieży roboczej i fartuchów kelnerskich nie po to, by nie mieć z tego choćby odrobiny satysfakcji i nagrody dla siebie. Joanna twierdzi, że ludzie nie potrafią sobie odmawiać czekolady by komuś pomóc. Ja też nie jestem w stanie odmówić sobie niektórych rzeczy, które lubię. Odmawiam sobie ich tylko, gdy nie mam na to pieniędzy. Rachunek jest prosty – pracuję by żyć. By nakarmić psiaka, siebie, zapłacić za paliwo do samochodu, ale także żeby mieć pieniądze na swoje wydatki i wydateczki. I to moja sprawa ile zarabiam i jak spożytkuję te zarobki. Jeśli w bilansie miesięcznym zostaje mi te 20 zł, to zawsze wpłacam je na pomoc fundacjom. Ale robię to tylko dlatego, że czuję, że chciałabym jakoś pomóc tym małym chorowitkom czy starszym ludziom dotkniętym przez jakieś fatalne siły. Nikt nie każe mi tego robić.

Przesuwając tablicę fejsbuczka widzę wiele ogłoszeń z prośbą o pomoc i wpłatę na jakiś szczytny cel. Średnio codziennie widzę 2 takie ogłoszenia. Czy to znaczy, że mam robić 2 przelewy dziennie na cele charytatywne, bo tak wypada? Jeszcze niedawno miałam wyrzuty sumienia, że moje konto świeci pustkami i nie jestem w stanie wpłacić niczego by pomóc kolejnemu człowiekowi walczącemu z rakiem, ale doszłam do wniosku, że nie jestem w stanie pomóc wszystkim. Nie zbawię świata. Nie w pojedynkę.

Srajfony, Starbunie, drogie rzeczy.

Gdzieś z Internetu dochodzą do mnie głosy, że „ojej, ta kultura taka konsumpcyjna”, „ojej, widzieliście tę babę? lansuje się z kubkiem ze Starbunia”. I gówno wam do tego. Niech każdy sobie zarabia i wydaje na co chce. Nie ma przyzwolenia na to, by partycypować w zarządzaniu cudzym portfelem. Jeśli ktoś pracuje i stać go na kawę za 20 zł, to niech sobie ją kupi. Jeśli ktoś lubi pić Dilmah, to dlaczego ma pić minutkę? Dlaczego masz sobie odmawiać czekolady? Może tylko dlatego że nie jest zdrowa.  Szlag mnie trafia, jak słyszę „Za te pieniądze, które wydałeś na Iphone’a mogłeś sobie kupić trzy Androidy!”. Ale miałem taką fantazję i kupiłem Iphone’a. I nic ci do tego.

Na każdym kroku słyszę ze jestem zła, gdy kupię coś droższego. Lepszą kawę czy rzemieślnicze piwo zamiast prawilnej Perły za dwa z groszami. Szczerze – męczy mnie to już. Polacy cierpią na jakieś schorzenie związane z posiadaniem dóbr materialnych, bo ilekroć w grę wchodzą pieniądze, to albo zazdroszczą i życzą śmierci chomika, albo popadają w pułapkę rozliczania cudzych portmonetek i robią za wewnętrzny-zewnętrzny głos wyrzutów sumienia. Nie jestem człowiekiem, który nie pomaga, wręcz przeciwnie, kibicuję ludziom, którzy robią dobro i sama często ich wspieram. Robię to bo chce. A nie z poczucia winy, że ja mam, a ktoś nie. Nie jest mi wstyd, że dzięki mojej pracy mogę coś dla siebie zrobić i zabrać się na dobry obiad czy do kina. Przestańcie mi cały czas wciskać do głowy, że jestem coś komuś winna.

Podziel się:


5 thoughts on “[Lexmaruda pyskuje #14]: Nie pomagam. Mam do tego prawo.”

  • Ja chyba na twarzy mam napisane, że „to ta, którą łatwo zaczepić/poprosić o pomoc”. Kiedyś nie potrafiłam odmówić, czy to komuś żebrzącemu na ulicy, czy znajomemu, który chciał, żeby odwalić za niego robotę. Teraz w końcu zaczęłam cenić swój czas i swoje potrzeby. A co do pomocy doraźnej osobom żebrzącym – mówię nie. Pomagać będę jak będę w stanie im dać wędkę, a nie rybę, czyli zorganizować podstawową pracę społeczną czy odesłać do jakiegoś ośrodka, który pomoże wdrożyć się w normalne życie. 5 zł zaspokoi głód (czasami alkoholowy…) i wcale nie pomoże w chęci zmiany. Trochę inaczej to wygląda z pieniędzmi zbieranymi na chorych, ale wciąż – chyba jestem bardzo zimną suką, bo prędzej wspieram schroniska dla zwierząt. Ale to moja sprawa.
    • Kwestia żebrania to materiał na inny tekst. Bardzo tego nie lubię. Drażni mnie to potwornie i podobnie jak ty uważam, że podarowanie komuś kilku złotych nie rozwiązuje problemu. To że wspierasz schroniska, to piękne. Inni wspierają ludzi chorych. I o to chodzi. Jedna osoba nie może pomóc wszystkim, którzy tego potrzebują. Dzielmy się dobrem, ale rozważnie! Buziolki, LM 🙂
  • Szczery tekst, z którym się zgadzam. To kto, jak i komu pomaga jest jego indywidualną sprawą. Nie można nikomu niczego nakazywać. Pomoc może mieć różne oblicza, nie trzeba koniecznie wpłacać pieniędzy. Zawsze gdy widzę jakiś apel o 1% lub inną zbiórkę, staram się po prostu post puścić dalej. To także ważne bo przecież chodzi o to, aby jak najwięcej osób się o tym dowiedziało. Tak jak napisałaś, nie wszystkim pomożesz i świata nie zbawisz. Ja jednak myślę, że wiele osób pomaga nie z czystego serca, tylko dla poprawy swojego wizerunku lub samopoczucia. To oni najczęściej mają tendencję do moralizowania, krytykowania bo wydaje im się, że zrobili coś wielkiego i wt en sposób chcą się pochwalić. Ci, którzy pomagają z dobroci serca bo tak chcą i czują, zwykle robią to po cichu. Dlatego uważam, że nie powinnaś się przejmować krytykami 🙂

Dodaj komentarz