Nieudany związek – czy rozstanie to najlepsze wyjście?

Grafika tytułowa pochodzi z Adobe Stock (https://stock.adobe.com/pl/images/couple-in-war/7087413)
Grafika tytułowa pochodzi z Adobe Stock (https://stock.adobe.com/pl/images/couple-in-war/7087413)

Związki dwojga ludzi są różne, jedne udane, inne niekoniecznie. Coraz szybsze życie sprawia, że poznajemy się tylko pobieżnie i nie zawsze mamy czas na zacieśnianie więzi. A kiedy coś przestaje się układać, po prostu się rozstajemy nie wnikając w przyczyny.

Rozstania zdarzają się na każdym etapie znajomości. Jedni mają siebie dość już po kilku miesiącach chodzenia ze sobą, inni po latach bycia razem. Chociaż z perspektywy czasu młodzieńcze zerwania wydają się czymś dziecinnym, to jednak zawsze niesie to duży ładunek emocjonalny i zawsze przynajmniej dla jednej ze stron wydaje się tragedią.

Oczywiście im dłużej jesteśmy ze sobą tym decyzja o rozstaniu się jest trudniejsza. Do tego często dochodzi małżeństwo, dzieci, wspólne mieszkanie, bagaż wspólnych doświadczeń i wspomnień. Jednak symptomy na każdym etapie wspólnego życia bywają bardzo podobne i warto zdawać sobie z nich sprawę, zanim będzie za późno. Bo każdy związek można uratować, jeśli jest tego wart. Najgorzej gdy zorientujemy się za późno.

Powody czy objawy?

Wiele osób uważa, że różnica charakterów i niedopasowanie się, zdrada czy toksyczny związek to wystarczający powód do rozwodu. Że to już koniec, nic nie da się z tym zrobić, bo ani jedna ani druga osoba się nie zmieni, więc po co się męczyć?

Nie są to jednak powody, jak uważa większość ludzi. To tak naprawdę objawy czegoś, co pojawiło się dużo wcześniej, a co często z powodu naszej niewiedzy zostało niezauważone i zignorowane. Pewnie zauważyliście, że zanim pojawiły się te widoczne i spektakularne efekty, coś było nie teges już wcześniej. Jakiś drobiazg, zgrzyt, który zignorowaliście, bo nie był wart głębszej uwagi.

Niedopasowanie?

Klasyczne niedopasowanie wychodzi już po kilku miesiącach bycia razem, ale nie po wielu latach małżeństwa! Jednak będąc ze sobą na co dzień nie zauważamy tych drobnych, delikatnych zmian, które następują w naszych relacjach. Aż  w końcu pewnego dnia budzimy się zdziwieni, że ta druga osoba w ogóle do nas nie pasuje i jak przez tyle lat mogliśmy żyć pod jednym dachem. Warto jednak wiedzieć, że to nie tylko ta druga osoba się zmieniła, my też. Nasze oczekiwania również ewoluują. Zastanówmy się, czego oczekiwaliśmy 10 lat temu, a czego oczekujemy teraz.

Związek zbyt toksyczny?

Pojęcie to często jest nadużywane przez ludzi, którzy lubią sobie pójść na łatwiznę. Wygodnie jest powiedzieć „tkwiłem/tkwiłam w toksycznym związku” i całe zło zrzucić na drugą osobę jednocześnie robiąc z siebie ofiarę. Mało kto jednak zauważa, że do kryzysu doprowadzają często obie strony, ale winę zrzuca się na tą, która lepiej sobie z tym radziła. Bo skoro lepiej sobie radzi, to znaczy, że to ona jest właśnie toksyczna. Prawdziwy, patologicznie toksyczny związek też wychodzi dużo wcześniej, na długo przed ślubem.

A co ze zdradami?

Gregory Popcak w swojej książce „Kiedy rozwód nie wchodzi w grę” pisze, że około 70% rozwodów spowodowane jest brakiem komunikacji między małżonkami a około 17% zdradami. Osobiście nie zgadzam się z tym. Zdrada też nie jest przyczyną tylko jednym z objawów, że w związku jest coś nie tak.

Za sam akt zdrady zawsze obarcza się winą osobę, która się go dopuściła. Nie przeczę, są osoby, dla których rozwiązłość i nieposzanowanie wierności to po prostu styl życia. Ale, podobnie jak wyżej opisywane niedopasowanie czy toksyczność, wychodzi bardzo szybko, na samym początku związku.

Jeśli więc partner po wielu latach małżeństwa nagle pozwala sobie na przygodę, to przed osądzeniem go musimy sobie zadać pytanie, dlaczego to zrobił. Może czuł się niekochany, może miał jakieś niezaspokojone potrzeby, nie tylko fizyczne, ale także emocjonalne np. poczucia bliskości. Ludzie często zdradzają nie dlatego, żeby zaspokoić fizyczne potrzeby seksualne, ale np. żeby poczuć się docenionym, zrozumianym itp. Żeby poczuć więź z drugą osobą, jakiej nie miał w swoim związku. Podobno wiele osób korzystających z usług prostytutek chce przede wszystkim porozmawiać.

Daleki jestem od zrzucania wyłącznej winy za zdradę na którąkolwiek ze stron. Osobiście uważam, że to problem braku komunikacji. Gdzieś zabrakło dogadania się w jakiejś sprawie, rozwiązania błahego problemu, coś gdzieś źle zostało zrozumiane, a własne domysły wyolbrzymiły wagę sytuacji. Zaczęło się karanie (np. brakiem seksu), dystans, ochłodzenie wzajemnych stosunków. Najpierw z jednej strony, potem z drugiej i wszystko zaczęło się wzajemnie nakręcać.

Rozwód nie wchodzi w grę

We wspomnianej książce Gregory Popcak pisze, że prawdziwą przyczyną kryzysów małżeńskich jest brak komunikacji a cała reszta jest tylko objawem, efektem. Do tego braku komunikacji nieświadomie doprowadzamy sami zajmując się codziennymi prozaicznymi czynnościami zamiast sobą nawzajem. Niestety sprzyja temu obecna szybkość życia wymagająca od nas robienia rzeczy, które z podtrzymywaniem więzi rodzinnych mają niewiele wspólnego. To powolny proces, który niezauważalnie trwa latami, a gdy w końcu orientujemy się w sytuacji, jest już bardzo źle. Zaczynają się kryzysy, kłótnie, ciche dni i zdrady. To co uznajemy za przyczynę rozpadu związku, tak naprawdę jest tylko jednym z objawów czegoś, czego nie zauważyliśmy wiele lat wcześniej.

Pojawia się myśl o rozwodzie jako czymś oczywistym i nieuniknionym. Tymczasem jest to tylko jeden z wyborów. Najłatwiejszy, ale też najgorszy. Nie mamy czasu, a często też ochoty, żeby szukać innych rozwiązań. Bo wymagają czasu i ciężkiej pracy. To zniechęca. W dodatku wydaje się nam, że skoro jest tak źle, to między nami nie ma już uczucia, więc po co to przedłużać.

Tymczasem nawet beznadziejna sytuacja jest do uratowania, gdybyśmy tylko dopuścili do siebie taką możliwość. Co więcej, odpowiednio ciężko pracując (ale naprawdę ciężko a nie tylko od czasu do czasu w weekendy), można nie tylko uratować związek, ale też podnieść jego jakość do poziomu, jakiego nigdy wcześniej nie było. Nie było, bo nigdy nie było tej pracy. Bo nie byliśmy świadomi, że jest ona potrzebna i pozwalaliśmy, żeby sprawy same się toczyły. A z tym jest jak z ogródkiem – chwasty zawsze same się rozrastają, ale o właściwe rośliny trzeba dbać bez przerwy.

Jak uratować małżeństwo?

Przede wszystkim trzeba wcześnie zauważyć niepokojące symptomy i odpowiednio się nimi zająć. Wiele cennych rad znalazłem we wspomnianej wyżej książce Gregory’ego Popcaka. Niestety spóźniłem się o jakieś pół roku i teraz mogę tylko cicho chlipać w poduszkę. Dlatego jeśli zauważyliście, że w Waszym związku nie do końca jest tak jakbyście chcieli, szybko ogarnijcie siebie i partnera i nie pozwólcie, żeby jakikolwiek problem (nawet najdrobniejszy i błahy) urósł do ogromnych rozmiarów.

Andrzej Kidaj


BLOG ANDRZEJA : https://kidaj.ad3.eu

Podziel się:


4 thoughts on “Nieudany związek – czy rozstanie to najlepsze wyjście?”

  • Z tą toksycznością to uważam akurat inaczej – ona istnieje i nie jest to wyimaginowany problem. Jest wtedy, gdy osoba, z którą jesteś źle na ciebie wpływa, demotywuje cię, wpędza w kompleksy. Owszem można powiedzieć, że słabsza osoba dała ciała i pozwoliła na siebie wpływać, ale czy to będzie prawdziwe stwierdzenie?
    • OK. Tylko spójrz na to szerzej. Skoro wiążesz się z daną osobą na dłużej (myślę tu już o kilku latach, nawet małżeństwie) to albo Ci nie przeszkadzała ta „toksyczność” (więc widziały gały co brały) albo, co zdarza się częściej, tej toksyczności nie było. Teraz trzeba się zastanowić, dlaczego dana osoba zaczęła się zmieniać. Tak sama z siebie? Nie sądzę. Może pojawił się jakiś problem, którego żadne z Was nie zauważyło a który powolutku zaczął się powiększać. Może to „toksyczne” zachowania jest nieświadomą reakcją obronną na jakąś sytuację? Bo czy jesteś pewna, że ta osoba celowo i z premedytacją demotywuje i wpędza w kompleksy? A może nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak to odbierasz?
      Myślę, że warto to sobie przemyśleć dogłębniej i znaleźć prawdziwy powód, dlaczego partner zaczął się zachowywać tak a nie inaczej.
      • Zgadzam się z Andrzej77, ze toksycznośc to problem par z krotukim stażem. Na dłuższą metę nie jesteś w stanie z taką osobą być i cały problem wychodzi wcześniej. Choć wiadomo wyjątki się zdarzają .
  • Bardzo dobry tekst! W moim małżeństwie niby nic się nie stało, a z dnia na dzień straciliśmy sobą zainteresowanie. Niestety było za późno by coś naprawić. On zaczął spotykać się na boku z kimś innym, a ja nie mogłam mu znowu zaufać. Po czasie okazało się, że mój A. czuł się niedoceniany przeze mnie. Czuję się podle że przeze mnie rozleciało się moje małżeństwo.

Dodaj komentarz