O doświadczeniu starzenia się i umierania

społeczeństwoLeave a Comment on O doświadczeniu starzenia się i umierania

O doświadczeniu starzenia się i umierania

Ucząc się ostatnio o socjologicznych koncepcjach rodziny, jedno zdanie zapadło mi w pamięć szczególnie – że okres płodowy u człowieka ulega wydłużeniu na pierwszy rok życia. Autorzy twierdzą, że człowiek dużo dłużej musi się przygotowywać do życia w środowisku, ponieważ w porównaniu do zwierząt, jego rzeczywistość jest o wiele bardziej złożona, aniżeli ta zwierzęca. I rzeczywiście, człowiek jest stworzeniem, które nie tylko musi chodzić, umieć zdobywać jedzenie czy mieć zdolność przetrwania jak zwierzę, ale wkracza on w abstrakcyjną sferę niezliczonych symboli, instytucji i metaznaczeń. Musi umieć odczytywać intencje, zawoalowane przekazy i umieć poruszać się w sferze emocji i międzyludzkich relacji. Wobec tego nie dziwi fakt, że ta nauka poruszania się po płaszczyźnie bycia człowiekiem jest tak trudna, żmudna i zajmuje kilka lat. I nie zawsze musi zakończyć się sukcesem.

Z ciekawości (gdyż nie posiadam doświadczenia macierzyństwa ani opieki nad małoletnim), skorzystałam z gotowego poradnika-kalendarza, który określa, jakie umiejętności nabywa człowiek w danym etapie rozwoju życia popłodowego. Portal MjakMama24.pl wskazuje, że w pierwszym tygodniu ciało dziecka jest pokryte „meszkiem”, może mieć szpiczastą główkę i generalnie dość mocno odbiegać swoim wizerunkiem od pulchnego, roześmianego bobasa z reklamy gerberków. Trzymiesięczne dziecko ma już wykształcone mięśnie, pozwalające mu sztywno utrzymywać główkę, ale co ważniejsze w sferze komunikacji ze światem, bobas w tym momencie rozwoju często reaguje na bodźce z otoczenia uśmiechem i jest bacznym i ciekawym obserwatorem otaczającej go rzeczywistości.

Sześciomiesięczne dziecko uczy się szybko, coraz lepiej wykorzystując zmysły i kojarząc ze sobą różne informacje przez nie rejestrowane. Niektóre dzieciaki w tym momencie wypowiadają pierwszy raz „mama“ albo „tata“. Dziewięciomiesięczny szkrab coraz szybciej potrafi powiązać ze sobą fakty i czynności, aby uzyskać to, co chce. Roczne dziecko zaczyna się interesować ludźmi z zewnątrz, także innymi dziećmi, jednak silne poczucie własności często uniemożliwia mu nawiązanie relacji, gdyż podzielenie się zabawką wydaje się być niemożliwym do zrealizowania.

Dwulatek zaczyna generować własne poczucie tożsamości, staje się bardziej świadome, wie kim jest, kim nie, jakie granice stawiają przed nim rodzice czy naturalne ograniczenia jego ciała. Trzylatek umie już nawiązywać relacje z innymi dziećmi, ale jednocześnie ogromnie mocno skupia się na swojej osobie i uzyskiwaniu informacji zwrotnej ze środowiska, że jest kochany i akceptowany. Czterolatek znacząco poszerza swój horyzont werbalny, składa coraz bardziej złożone i trudne konstrukcyjnie zdania. Odczuwa wstyd, dumę, winę i zazdrość. Pięciolatki bywają bardziej krnąbrne, a sześciolatki odczuwają silną potrzebę współzawodnictwa i wygrywania – na tyle silną, że jest w stanie kłamać i oszukiwać, by osiągnać upragniony cel.

Siedmiolatki przeżywają liczne lęki i bywają humorzaste. Idąc do szkoły, zaczyna być dla nich istotna aprobata i akceptacja rówieśników. Ośmiolatek umiejscawia swoje największe lęki w rejonach braku akceptacji szkolnych znajomych czy lęku przed ośmieszeniem się na forum klasy. Lęki przestają mieć wymiar abstrakcyjny, a zaczynają dotyczyć stricte relacji między ludźmi. Jedenastolatek chce się jak najmocniej upodobnić do grupy rówieśniczej, nie tylko przez dostosowanie aparycji, ale i zachowania. W grupie przyjaciół tworzy tajne, ekskluzywne stowarzyszenia. Tutaj możemy mówić o zalążku dorosłej tożsamości i definiowaniu się przez pasję i wiedzę na dany temat – w tym wieku dziecko staje się ciekawe świata i gromadzi informacje na interesujące go zagadnienia. Dwunastolatek stara się być możliwie niezależny od rodziców, wchodzi w okres buntu. Działające hormony aktywują dziewczęce miesiączki i powodują zainteresowanie młodej osoby płcią przeciwną.

Tutaj przerwę wyliczanie kolejnych cech, gdyż i tak w moim wywodzie zabrnęłam zbyt daleko, w obliczu tego, na co chciałabym zwrócić uwagę. Proces wdrażania się w rzeczywistość społeczną jest bardzo długi i powolny. Nawet przeciętne, zdrowe dziecko, w wieku siedmiu lat nie jest tak naprawdę na tyle samodzielne, aby kierować swoim życiem. Jeśli porównamy tę sytuację do świata zwierząt, człowiek wydaje się być niebywale opóźniony. Choć oczywiście należy mieć na uwadze porównanie długości życia zwierząt i ludzi – jeśli porównamy procentowo długość cyklu przystosowywania się człowieka i zwierzęcia w odniesieniu do długości życia, to być może osiągniemy zbliżony wynik. Jednak człowiek w mniejszym lub większym stopniu, finalnie staje się optymalnym produktem socjalizacji, gotowym do funkcjonowania w kolektywie. Dzięki temu, że zdobywamy wiedzę o zasadach życia społecznego, społeczeństwo trwa.

Keith Lowe opisał koszmar życia w zgromadzeniu, w którym nie obowiązują żadne normy ani instytucje, a nawet jeśli takowe istnieją, nie są przestrzegane. Życie w takim środowisku jest niezwykle trudne i stresujące dla wszystkich tworzących je jednostek. Nie jest przewidywalne, przez co każda czynność jest trudna do zrealizowania, bo nie wiadomo z jakimi konsekwencjami będzie się wiązać. I choć do dramatu wojny i powojnia aż wstyd przyrównać sytuację, o której chcę napisać, to zdaję się na łaskę i niełaskę czytającego – funkcjonowanie z osobą dotkniętą chorobą Alzheimera, czy prawdopodobnie jakąkolwiek chorobą wyłączającą świadome funkcjonowanie, jest dla mnie takim mini obrazem bałaganu powojnia.

Mając doświadczenie opieki nad człowiekiem dotkniętym takim schorzeniem w najbliższym otoczeniu, słowa Lowa przemawiają do mnie jeszcze mocniej, bo cała rodzina jest dotknięta koszmarem nieprzewidywalności zachowania. Teraz rozumiem jakby mocniej, jak jest to olbrzymi stres, napędzający kołowrotek myśli, którego nie sposób zatrzymać, chyba że zatrzyma go śmierć chorej osoby.

Pierwszą kategorią o jakiej pomyślałam w związku z tą chorobą, jest wewnętrzna niezgodna na upadający autorytet człowieka, który niegdyś wprowadzał nas w te społeczne struktury. Drugą – przerażenie na myśl o przemijalności ludzkiego życia. Jednak to wszystko dzieje się niejako w sferze emocji. Natomiast człowiek dorosły, który przestaje rozumieć otaczający go świat, błędnie odczytuje wszystkie dawane mu sygnały, przekonany o wrogości najbliższych mu osób, w sferze realności zaczynają odgrywać się sytuacje, które zaburzają cały dotychczas znany obszar społecznego współgrania. Rozbieranie się i uciekanie poza obszar domu, mycie i wycieranie twarzy aluminiową folią zamiast ręcznika, szukanie podpasek w zamrażarce, oddawanie moczu w przypadkowych miejscach, wchodzenie w ścianę, zapominanie o tym, że było się w toalecie i powtarzanie tej czynności ośmiokrotnie, mimo braku uczucia parcia na pęcherz, to wszystko dotyka namacalnej sfery rzeczywistości.

Chorobę Alzheimera określiłabym, na kanwie własnych doświadczeń, jako chorobę zaprzepaszczającą wszystkie lata budowania społecznej świadomości, socjalizacji, nauki o kolejnych abstraktach i instytucjach wytworzonych przez ludzi. To powrót do poziomu świadomości może 3-4 latka, choć nawet trzylatek wie, że siku robimy w konkretnym miejscu, a przez ścianę nie da się przejść.

Z autoobserwacji widzę także, jak ciężko jest żyć z osobnikiem, który nie spełnia nawet minimalnych norm społecznych w najbardziej banalnych kategoriach życia codziennego, jak niezrozumienie symboli, znaków i impulsów płynących ze środowiska, potrafi destabilizująco wpływać na poczucie bezpieczeństwa i poziom stresu u wszystkich wokół.

Po doświadczeniu choroby i odchodzenia człowieka dotkniętego stwardnieniem rozsianym, który nie posiadał ani zdolności motorycznych, ani umysłowych, tkwiło we mnie pytanie o to, co lepiej jest utracić – rozum czy sprawność? Myślałam, że niewydolność ciała jest straszna, ale widzę jakie skutki ma niewydolność rozumu przy całkiem sprawnej fizyczności. Tu nie ma dobrej odpowiedzi. W sumie to dość płytki wniosek jak na esej na tak głęboki temat jakim jest ludzkie życie.

W ramach tego miejsca w Internecie zajmuję się prawem, feminizmem, socjologią i etyką. Wkręty metryczne to moja gorąca miłość. Ostatnio jara mnie historia polskiej kolei i prowincjonalnych ruchów robotniczych. Moim wielkim marzeniem jest odwiedzić wszystkie kraje byłego ZSRR. Więcej o mnie przeczytasz w zakładce o tajemniczo brzmiącej nazwie "o mnie".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Do góry