O dziadurzeniu i upupianiu

kobiecość społeczeństwo UncategorizedLeave a Comment on O dziadurzeniu i upupianiu

O dziadurzeniu i upupianiu

Włożyłam do stacyjki kluczyk i ostrożnie zaczęłam wycofywać samochód z wnętrza garażu. Po lewej stronie stał przyrdzewiały dostawczak, a kawałek dalej – małe osobowe autko. Zerknęłam w jedno lusterko, potem w drugie. Wyjechałam. Obok garażu czekał starszy mężczyzna, który bacznie obserwował moje poczynania. Znamy się – wie o mnie sporo, więc tym bardziej jego postawa mnie zdumiała. Kiedy wyprowadziłam auto, na jego twarzy dostrzegłam ulgę i coś w rodzaju zaskoczenia. „No bardzo ładnie ci poszło! Super, brawo!”. Spojrzałam na tego człowieka z niedowierzaniem. W duchu pomyślałam: „No kurwa dzięki, w końcu jeżdżę samochodem tylko 10 lat”.

Ktoś może pomyśleć, że jestem obsceniczna, złośliwa, że reaguję agresywnie i zdecydowanie na wyrost. A ja jestem po prostu zmęczona. Mam 26 lat, samochód prowadzę odkąd skończyłam 16, jestem już 8 lat po osiągnięciu pełnoletniości, a dorośli ludzie nie tylko w tym wypadku, ale w wielu kolejnych, traktują mnie jak dziecko.

Pomyślałam, że to pewnie przez bluzę i adidasy, które zwykle zakładam do pracy. Że mam kitkę na czubku głowy, że noszę kolorowe okulary. Jednak po chwili namysłu okazało się, że postawiłam tę kategoryczną diagnozę zupełnie niewłaściwej osobie. Upupianie kobiet jest w Polsce na porządku dziennym i nie jest to wina tego, jak wyglądasz i co nosisz.

Któregoś dnia zabrałam się za składanie szuflad do szafki. Rozpadły się na skutek zbyt intensywnego korzystania. Jako, że znajdowałam się w przestrzeni sklepu budowlanego, do którego mam moralne umocowanie, aby korzystać z jego zasobów, zgarnęłam kleje, wkręty, ścisk stolarski, gumowy młotek i wkrętarkę. Rozłożyłam stanowisko do pracy i nieśpiesznie składałam kolejne płyty meblowe, tak aby osiągnąć logiczną spójność. W międzyczasie do sklepu przyszedł starszy mężczyzna. Jako że znajdowałam się tam sama, w moim obowiązku było obsłużenie klienta i wydanie mu towaru, którego potrzebuje. Kupił skobel i garstkę gwoździ. Gdy paragon został wypluty przez drukarkę fiskalną, wróciłam do swojego meblarskiego zadania.

Mężczyzna zamiast wyjść ze sklepu, przyglądał się moim poczynaniom, a gdy sięgnęłam po wiertarkę, by przytwierdzić poluzowane prowadnice i gdy już te prowadnice dokręciłam, z głupawym uśmiechem powiedział: „Noooo, jak ładnie ci to idzie!”. Pomyślałam wtedy: czy gdyby zamiast mnie, stał tutaj mój ojciec lub młodszy brat, który montowałby te prowadnice, mężczyzna zdecydowałby się na tego rodzaju komentarz? Zastanawiałam się, czym jego spostrzeżenie jest motywowane i w którym momencie tej bardzo lakonicznej wymiany zdań w procesie nabywania towaru w sklepie, przeszliśmy na ty. Dlaczego dorosła osoba nie zwraca się do mnie jak do drugiej dorosłej osoby?

Nie chodzi tu o to, że spodziewam się jakiś nadzwyczajnych honorów – jestem entuzjastką rozwiązania anglosaskiego, które przewiduje formy o wiele bardziej bezpośrednie, aniżeli polski język bogaty w różnego typu zbyteczne grzeczności. Tylko w tej sytuacji wystąpiły dwie różnice. Po pierwsze kulturowo zakorzenione jest przekonanie, że do widocznie starszej od siebie osoby należy zwracać się „Pan” lub „Pani”, a więc nawet, jeśli ów mężczyzna rzucałby do mnie zwrotami najbardziej bezpośrednimi, w dobrym tonie było niezwracanie się do niego na „siema”. Po drugie, nie język jest tu problemem, ale relacja wyższości i władzy.

Ta określona sytuacja była kalką powszechnego w Polsce zjawiska „upupiania”, o którym Gombrowicz pisał już w latach 30. XX wieku w „Ferdydurke”. Utarty kulturowy schemat przyjmuje, że kobiety są delikatniejsze, słabsze, mniej zaradne – są niby dorosłe, ale w sumie to tak nie do końca. Przez takie przekonanie i nieprzerwane trwanie patriarchalnego modelu społeczeństwa, dochodzi do infantylizacji kobiet.

Przypisywanie infantylnego sposobu komunikowania się jest zabiegiem mającym na celu społeczne konstruowanie kobiecości i w antagonizmie do tejże – męskości. To generuje szereg dalekosiężnych skutków w postaci błędnego interpretowania postaw kobiet – prowadzi do wydawania sądów i ocen, które będą zupełnie inne w przypadku kobiet i mężczyzn, mimo że będą odnosić się do jednakowych sytuacji, np.: używanie wulgaryzmów zostanie w przypadku kobiet ocenione znacznie bardziej surowo, aniżeli w przypadku mężczyzn.

Docelowo takie postępowanie staje się podstawą do tworzenia stereotypów płciowych, które przy każdorazowej analizie przez pryzmat pojedynczego przypadku, okazują się mieć niewiele wspólnego z rzeczywistością. Mimo to, sukcesywnie generują krzywdzące postrzeganie danej grupy społecznej. Tak konstruowane wzorce płciowe będą dalej przekazywane kolejnym rodzącym się i socjalizowanym do bardzo określonych ról, dzieciom. A to nie przerwie ogniw łańcucha „tegocowypada”, który krępuje kobiece ciała i umysły od najmłodszych lat życia. Tak drobny element powszedniości, może stać się przyczynkiem do osiągania lub nie – większej równości płci.

Upupia się się tylko kobiety

Kiedy tak myślałam, że to cholernie irytujące, traktować dorosłe kobiety jako głupiutkie, niezaradne i co ciekawe – niekompetentne, wyłącznie z racji tego jak wyglądają, ile mają lat i z samego faktu bycia kobietą, poznałam Aśkę. Aśka ma niecały metr wzrostu. Jest osobą z niepełnosprawnością ruchową, dotkniętą licznymi schorzeniami, które uniemożliwiają jej samodzielne funkcjonowanie. Aśka porusza się na wózku. Lubi się ładnie ubrać, umalować. Jej mama zdobi jej paznokcie fantazyjnymi kolorami, bo Aśce sprawia to dużo radości – chce się czuć zadbana i piękna. Aśka ma 30 lat.

Gdy Aśka z mamą idą na spacer, matka pchając wózek córki słyszy w swoim kierunku: „Jak się ma Asieńka?”, „Boże taka biedna ta nasza Asiunia, tyle zła, tyle cierpienia”, „To ja zabiorę Asię do nas, trochę sobie odpoczniesz”. Nie jest tajemnicą, że Aśka w swoim życiu przeszła sporo ciężkich chwil. Niemniej nie oznacza to, że całe jej życie ma polegać na tym, że wszyscy będą jej współczuć. Zamiast zapytać ją czego potrzebuje, jak się czuje, jakie ma plany na wieczór, kierują pytania do jej opiekunki, podejmują za nią decyzje, a do tego z bolejącą miną głaszczą ją po głowie.

Powtórzę zatem – Aśka ma 30 lat. Nie jest dzieckiem. Zresztą daleka jestem od tego, aby dzieci traktować w tak protekcjonalny sposób pozbawiając je podmiotowości i naruszając ich granice intymności niechcianym dotykiem. Aśka jest bardzo pogodną i rozrywkową osobą. Pogodziła się z tym, że jest jak jest i nie chce codziennie być karmiona narracją o byciu nieszczęśliwą i „niosącą krzyż”. Chce normalnie żyć i cieszyć się czasem spędzanym z najbliższymi.

Jednak chcąc nie chcąc, każdego dnia zostaje ofiarą – ofiarą kompletnego braku edukacji o relacjach z osobami z niepełnosprawnościami. Nie tylko kobiety się upupia. Osoby z niepełnosprawnościami również – bardzo często definiuje się je wyłącznie przez pryzmat choroby, której doświadczają, a do tego kompletnie niepotrzebnie moduluje się swój sposób komunikacji z nimi na dziecinny i współczujący.

Last but not least

W Polsce jest jeszcze jedna grupa ludzi, których wpędza się w infantylizm. Są to osoby starsze. W polskim dyskursie raczkuje debata o zjawisku „dziadurzenia” (ang. elderspeaking). To tłumaczenie brzmi dość oschle, zwłaszcza, że w dziadurzeniu chodzi o to, aby starszą osobę nazwać milutko i ciepło – „babcią”, „dziadkiem”, mimo że jest nam ona zupełnie obca.

W gerontomowie[1](synonim dla dziadurzenia), osoby młodsze mają zwyczaj nadużywania zdrobnień oraz modulowania języka w taki sposób, że staje się on przesadnie prosty, wręcz infantylny. Dziadurzenie opiera się na pytaniach, prostych rozkazach, oraz usuwaniu „ja” i zastępowaniu go „my”. Dziadurzący mają także tendencję do przerywania swoim rozmówcom – usilnie próbują dokończyć za nich zdanie, sądząc, że posiadają lepszy zestaw narzędzi, dzięki czemu mogą zaoferować osobie starszej to, czego jej potrzeba. O wiele skuteczniej niż ona sama mogłaby to zwerbalizować.

Taki stosunek do starszych osób nie tylko wzmaga poczucie braku kontroli nad swoim ciałem i życiem, ale pozbawia je poczucia godności, sprawczości. Odziera je z indywidualizmu i podmiotowości.

Starość w Polsce jest smutna. Starość w Polsce polega na byciu przezroczystym. Starość to synonim zarzucenia wszelkiej aktywności. Starość to koniec terminu przydatności. Jest jak niezdatny jogurt w ciemnym kącie lodówki: wszyscy wiedzą, że tam stoi, ale nikt po niego nie sięga.

O ile w minionych kulturach i przestrzeniach historycznych, mądrość wynikała z procentowego udziału siwych włosów na głowie człowieka, o tyle w dobie zaawansowanej technologii, za którą część starszych osób nie nadąża, starość jawi się jako jeden z rodzajów społecznej niepełnosprawności – być może jedna z odmian dzieciństwa, choć z gatunku tych dzieciństw późniejszych.

Obserwuję tendencję od odbierania powagi osobom starszym zarówno w sytuacjach zupełnie prozaicznych – w sklepie, aptece, ale także w systemie opieki i ochrony zdrowia. W ośrodkach opiekuńczych często starsze osoby tracą to, kim były – przestaje się je definiować przez pryzmat ich zawodowych osiągnięć, zainteresowań, uzdolnień. Zaciera się nawet ich imię. Zostają aż do śmierci z mianem „babci” lub „dziadka”.

Tytulatura babciowo-dziadkowa powinna być wyłącznie rezultatem wynikania z jakiegoś stopnia pokrewieństwa, a nie synonimem dla starości. Obecnie widzę ten nieznośny dysonans – mimo szacunku do starszych osób, który wkuwa się każdemu dziecku od najmłodszych lat, jednocześnie odbiera się godność i powagę infantylizując osoby, które jeszcze do niedawna odbierano jako społecznie przydatne i wartościowe.

Język może być narzędziem opresji, ale może też diametralnie zmieniać społeczną rzeczywistość, jeśli jego użycie umasowi się i stanie trendem. Może pomóc wyemancypować się kolejnym wykluczonym grupom społecznym. Może być narzędziem troski i wsparcia, dawania empowermentu tym, którzy go potrzebują. Dlatego uważność na jego kształt jest tak cholernie istotna. Zdaję sobie sprawę jak wiele wysiłku kosztuje zmiana przyzwyczajeń werbalnych – sama się z tym mierzę. Jednak upatruję w tym dużej szansy na przeobrażenie się polskiej kultury względem grup osób wykluczonych i budowanie społecznej wrażliwości, tak bardzo potrzebnej nam wszystkim.

__________________________________________

[1]Rzecznik Praw Obywatelskich w 2020 roku ogłosił konkurs na polski odpowiednik słowa „elderspeak”. Zwyciężyły określenia: „dziadurzenie“ zaproponowane przez Weronikę Sztorc oraz „gerontomowa“ Kamila Dziwisza i Michała Nowaka.

W ramach tego miejsca w Internecie zajmuję się prawem, feminizmem, socjologią i etyką. Wkręty metryczne to moja gorąca miłość. Ostatnio jara mnie historia polskiej kolei i prowincjonalnych ruchów robotniczych. Moim wielkim marzeniem jest odwiedzić wszystkie kraje byłego ZSRR. Więcej o mnie przeczytasz w zakładce o tajemniczo brzmiącej nazwie "o mnie".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Do góry