Zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądał pierwszy dzień po upadku Rzymu?

Każdy etap w życiu oddziela jakiś kamień milowy. Krótka lekcja historii: jakiś nieokrzesany, leśny dziad wymyślił koło, które o niebo usprawniło życie ludzkie. Jezus się urodził i zaczęła się nowa era. Krzyś Kolumb odkrył Amerykę i rozpoczął renesans w głowach Europejczyków. Tomek Edison wymyślił żarówkę i oświecił nieoświecone ulice Stanów Zjednoczonych. [Tak, wiem kim był Tesla. Tak wiem, co wymyślił. Fanatycy Tesli, cicho sza. Bo nie o tym teraz]. Ale czasem coś musi się rozpaść, żeby coś innego się zaczęło. Jak choćby Cesarstwo Zachodnie, którego upadek rozpoczął średniowiecze.

Mimo, że cesarstwo było całkiem fajne, to runęło. Bo ciężko jest dbać o spójność kraju, kiedy z każdej strony atakuje cię inny barbarzyńca i sprytnie od środka rozwala to co zbudowałeś. Jak się naszło tam tego barachła, to Cesarstwo wzięło i upadło. Bach! Niestety, nawet po upadku Cesarstwo nie zniknęło z powierzchni ziemi. Nie schowało się, nie zamknęło w piwnicy ani nie ukryło pod kołdrą w rozpaczy. Nadal tam było, tylko pod inną nazwą. Ci sami ludzie, te same budynki, zwierzęta i drzewa. Dla przeciętnego Kowalskiego, tudzież Pomponiusza, bo w końcu jesteśmy w Rzymie – raczej nie było większej różnicy. Rzym upadł – dajmy na to w niedzielę. A potem przyszedł poniedziałek i i tak trzeba było wstać rano do pracy, szkoły, wypasać krowy i budować ulice. Dzień jak codzień.

Ludzie ekscytują się, bo to wielki przełom w światowej historii. Nikt nie zadaje jednak pytania: co było z Cesarstwem, kiedy już upadło? Jak wyglądał pierwszy dzień po upadku? Czy Rzym wyparował? Czy budowle zmiotło z powierzchni ziemi razem z drzewami, domami, kurami i kaczkami? Nie. Nadal tam był. I tak samo jest w życiu.

Niektóre rzeczy się kończą. Mimo, że miały być na zawsze. Żaden z cesarzy raczej nie dopuszczał do siebie myśli, że Cesarstwo kiedyś runie. Ale stało się. Może to i dobrze. Bo jak coś tylko z wierzchu wygląda dobrze, a w środku jest całkiem spleśniałe, to można się nabawić bólu brzucha. Dlatego nie warto płakać nad tym, że spleśniało. Trzeba to wyrzucić za plecy i iść po nowe. I najeść się do syta, żeby czuć satysfakcję i spełnienie.

Dziś jest mój pierwszy dzień po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Pierwszy dzień reszty mojego życia. To zupełnie nowe życie, nowy etap. Biuro mam nowe. I porządek w życiu, domu i głowie. Pozbyłam się wszystkich wadliwych rupieci. Stworzyłam plan tygodnia. I bardziej dalekosiężne plany. Zamierzam nie marnować dłużej życia, tak jak to robiłam dotychczas. Mam dość bycia na drugim planie. Życia, w którym sztucznie się uśmiecham, a z oczu płyną mi łzy, gdy nikt nie patrzy. Chcę czerpać z losu wielkimi garściami. Pragnę. I tworzę plan budowy nowego imperium. Muszę się zdzwonić z kilkoma architektami, bo samemu jest ciężko zbudować potęgę. Wierzę, że mi się uda.

Chociaż szaro na dworze, to dobry dzień by zacząć. Dlatego zbieraj się do kupy, włóż na siebie jakieś eleganckie wdzianko, zrób się na bóstwo, żeby czuć się ze sobą wspaniale. Pora świętować! W końcu to sądny dzień. Pierwszy dzień lepszego życia. Nie zapomnij zabrać uśmiechu z domu. Kup sobie pyszną kawę, najlepiej taką obrzydliwie słodką i obrzydliwie drogą ze Starbunia. Idź na dobry obiad. A potem rób to co lubisz. Idź do pracy lub na uczelnię. Uśmiechaj się do towarzyszy niedoli, bo z ponurakami słabo się pracuje. Wieczorem zrób sobie seans z ukochanym filmem, herbatą i starannie przygotowaną kolacją. Odpocznij, bo wakacje się skończyły i zaraz zacznie się jazda bez trzymanki. Przygotuj się na jutro, żeby nie musieć w pośpiechu i nerwach zrywać się rano z łóżka. A potem powtarzaj to wszystko. No może oprócz Starbunia, bo nabawisz się tylko cukrzycy i długów. Włącz w tę rutynę ludzi, których lubisz i kochasz.  Zobaczysz, jak będzie fajnie. I żaden dzień już nie będzie szary.

Dziś jest Twój pierwszy dzień po upadku Cesarstwa Rzymskiego. Co zamierzasz z tym zrobić?

Podziel się:


Dodaj komentarz