Rozległość Strajku Kobiet stawia pytanie o elastyczność i pojęcie więzi społecznej

kobiecośćLeave a Comment on Rozległość Strajku Kobiet stawia pytanie o elastyczność i pojęcie więzi społecznej

Rozległość Strajku Kobiet stawia pytanie o elastyczność i pojęcie więzi społecznej

22 października 2020 roku wracałam z zakupami do domu. Była kiepska pogoda, siąpił gęsty, drobny deszcz. W aucie grało jakieś eremefefem, opowiadano w nim o prezydenckiej kampanii w USA, o tym kto wygra, kto przegra; ktoś losował swoją szansę na walizkę z milionem w środku, ktoś ją przegrał i żałował, że nie wybrał tej z numerem siedem, bo przecież „siódemka to szczęśliwa liczba”. I stojąc na skrzyżowaniu, ostatnim na mojej drodze do domu, redaktor przekazał informację, która sprawiła, że poczułam się jak wtedy w 2005 roku, kiedy ze ściśniętym sercem oglądałam wiadomości, które mówiły, że polski papież zmarł, albo jak wtedy w 2010 roku, kiedy żołądek podchodził mi w okolice gardła na wieść o samolocie, mgle, brzozie i 96 rozrzuconych bez składu po rosyjskiej glebie, ciałach. Dziesięć lat później poczułam dokładnie to samo. I to jest najgorsze uczucie na świecie, bo oprócz strachu, żalu i gniewu, jesteś kompletnie bezradny. 22 października 2020 roku w mojej rzeczywistości zatrzymał się czas, a Trybunał Konstytucyjny wydał wyrok, który w praktyce oznacza niemal całkowity zakaz aborcji w Polsce.

Rozmowa na temat zakazu przerywania ciąży jest jedną z kolejnych, które w ostatnich latach, z łomotem przeturlały się przez płaszczyznę polskiej debaty publicznej. I za każdym razem pojawiał się głos lub dwa, że przecież to nie możliwe do zrobienia, to „zasłona dymna” dla niecnych poczynań rządzących; że przecież nikt nie jest na tyle bezwzględny, by skazywać Polki na karę rodzenia dzieci bez głów, dzieci z gwałtów czy donoszenia ciąży, która może być dla matki zagrożeniem śmiertelnym. Te dwa ostatnie warianty nie są jeszcze prawem obowiązującym, ale wśród fundamentalistycznych działaczy pro-life, da się usłyszeć o planach wzmocnienia ekspansji na autonomię Polek i Polaków.

W końcu podmioty debaty przestały słuchać siebie nawzajem i autorytarną decyzją jednej ze stron, bez większych ceregieli, postanowiły zdecydować za 38 milionów Polek i Polaków.

Polska zareagowała bardzo gwałtownie. Jeszcze tego samego dnia, na ulice zaczęły wychodzić tłumy ludzi. A później już codziennie, przez polskie miasta przechodziły wielotysięczne protesty skandujące antyrządowe hasła.

Zjawisko „Strajku Kobiet” zaczęło być ciekawym wyjątkiem na skalę naszego kraju. W najnowszej historii, po 1989 roku, żadna decyzja władz nie skłoniła Polaków i Polek do protestów na taką skalę. Strajk rozlewał się po coraz większej powierzchni polskiej mapy i docierał do coraz mniejszych miejscowości. To pierwsza taka sytuacja, w której miasteczka Polski powiatowej głośno i wyraźnie deklarowały swoje poparcie dla jakiegoś ruchu. Na co dzień mieszkam i pracuję w małej miejscowości w województwie świętokrzyskim, zamieszkałej przez niespełna 6 tysięcy mieszkańców. Organizacja protestacyjnego marszu nigdy nie była tu choćby wyobrażalna. Aż do 28 października, kiedy na ulicach mojego miasteczka wydarzyła się największa tego typu akcja w historii mojej małej ojczyzny, która zrzeszyła setki osób – nawet tychch, które znam, a które nigdy nie skalały sobie w mojej obecności ust żadną polityczną deklaracją.

Ale oprócz małych miasteczek, Strajk zaczął wymykać się poza granice kraju. I to w dwójnasób, bo protestowały Polki i Polacy zamieszkujący zagraniczne miasta, ale także lokalne społeczności z innych państw, rozpoczęły działania solidaryzujące się albo duchowo, albo poprzez organizowanie dla Polek alternatywy i bezpiecznego miejsca do dokonania niezbędnych aborcji. Skala zjawiska była porażająca. Kumulacja ilości ludzi na metr kwadratowy nastąpiła 30 października 2020 roku, kiedy to przez Warszawę przeszła rekordowa manifestacja.

Oprócz tego, że protestowały kobiety z różnych grup społecznych: w różnym wieku, z różnym zapleczem religijnym, finansowym, sprawnościowym, to do strajku zaczęli dołączać także mężczyźni – przeróżni. Kobiet bronili synowie, ojcowie i dziadkowie, pracownicy korporacji, naukowcy, robotnicy i kibice. Do protestów dołączali przedstawiciele mniejszości seksualnych, strajkujący rolnicy, pracownicy i przedsiębiorcy branż najbardziej dotkniętych obostrzeniami wprowadzonymi w związku z pandemią koronawirusa: branża artystyczna, fitness czy gastronomiczna. I w tym momencie ciśnie się na usta pytanie o rodzaj więzi, jaka powstała między tymi wszystkimi, kompletnie różnymi osobami.

Ruchy feministyczne walczące o prawo do aborcji, bez znaczenia czy te o profilu mniej lub bardziej radykalizującym, jeszcze kilka lat temu, z pewnością mogłyby zostać uznane za połączone więzią zrzeszeniową: członkowie gromadzili się by uzyskać określony cel, działali wedle zbieżnych przekonań i na kanwie podobnych motywacji. Jednak Strajk Kobiet i wszystkie te późniejsze ruchy nie posiadają więzi o tak oczywistym charakterze. Część partycypujących w nim osób owszem, wywodzi się z grupy związanej więzią zrzeszeniową, niemniej gros uczestników ruchu obrony prawa do aborcji, znalazła się w tej grupie pośrednio w wyniku stanowienia społecznego władz krajowych. Rządzący korzystając z przysługującego im prawa do tworzenia i zmieniania systemu prawnego, prawem (sic!) i przemocą spowodowali pozbawienie kobiet, prawa wyboru. Wobec tego, osoby upośledzone przez prawo, podległe państwowej przemocy, tak jak wojenni jeńcy w czasach starożytnych, zawiązały między sobą bardzo silną więź. Jej siła wynika z tego, że podległymi jeńcami stały się nie tylko kobiety, które bezpośrednio są dotknięte konsekwencjami zakazu, ale także wszystkie inne osoby wchodzące w skład rodziny, które w sytuacji urodzenia trwale chorego człowieka, odczułyby na własnej skórze konsekwencje przymusu państwowego.

Osoby protestujące za granicami Polski, oprócz więzi wynikłej z niesprawiedliwego stanowienia władzy, posiadały również więź charakterystyczną dla narodu, która nawet pomimo życia i działalności na terenie innej jednostki państwowej, nie wygasła. Dołączenie do strajku kobiet grup zawodowych, które ucierpiały w wyniku decyzji rządu związanych z Covid-19, wbrew pozorom wcale nie wpłynęły na charakter więzi między protestującymi, bo nadal wspólnym celem było sprzeciwienie się decyzjom władz.

Pozostaje pytanie o więź, która skłoniła działaczy niebędących Polakami, niemającymi zasadniczo żadnych większych związków z Polską, do wyjścia z inicjatywą organizowania bezpiecznych i dostępnych zabiegów przerywania ciąży, na terenie krajów sąsiadujących z Polską. Czy jest to ucieleśnienie teorii z zakresu gender studies o koncepcie siostrzeństwa? Być może, choć czy mężczyzna z niemieckiej jednostki organizującej bezpieczne aborcje może odczuwać więź siostrzeńską z polską kobietą, którą tej możliwości się pozbawia? Jest to pytanie z zakresu raczej materii filozoficznej. Czy możemy mówić o więzi łączącej Europejczyków, a może członków Unii Europejskiej? Nie przekonuje mnie twierdzenie, jakoby integracja europejska stanowiła przyczynek do budowania mocnej więzi ogólnoeuropejskiej, a przynajmniej nie na tak wczesnym etapie współpracy. Czy w końcu możemy mówić o więzi ogólnoludzkiej wyrażającej się w postulacie życzliwości wobec wszystkich osób żyjących, bez względu na pochodzenie, przekonania i innego rodzaju czynniki? Prof. P. Rybicki poddaje tę tezę w wątpliwość, gdyż naukowo nie udało jej się stwierdzić w doświadczeniu. Bez względu jednak na jej charakter, niewątpliwie więź między tymi podmiotami zaistniała i jest na tyle silna, aby skłonić do podjęcia działania jednostki na pozór sobie obce.

W ramach tego miejsca w Internecie zajmuję się prawem, feminizmem, socjologią i etyką. Wkręty metryczne to moja gorąca miłość. Ostatnio jara mnie historia polskiej kolei i prowincjonalnych ruchów robotniczych. Moim wielkim marzeniem jest odwiedzić wszystkie kraje byłego ZSRR. Więcej o mnie przeczytasz w zakładce o tajemniczo brzmiącej nazwie "o mnie".

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Do góry