Słuchaj siebie – czasem warto odpuścić.

Słuchaj siebie - czasem warto odpuścić.
Słuchaj siebie – czasem warto odpuścić.

Plan na tegoroczną majówkę był prosty: autostopowy wyścig na włoskie wybrzeże. A wylądowałam w samym sercu Bieszczad.

Planów na minutę człowiek miewa milion. Pomysłów na siebie, setki. Marzeń ma jeszcze więcej. Jednak nie zawsze „najbliższa chwila” jest tą najlepszą na realizację danego planu czy marzenia. Plan na tegoroczną majówkę był prosty: autostopowy wyścig na włoskie wybrzeże. A wylądowałam w samym sercu Bieszczad.

Autostopowy wyścig to jedna z piękniejszych przygód dla ludzi kochających podróże. Ilość wydarzeń, poznanych w trasie ludzi, rozmów, imprez jest olbrzymia. To wspaniałe doświadczenie. Taka przygoda przez wielkie „P”. Autostop to oprócz powyższych, całe dnie chodzenia, ciągła niepewność, czasami przykre zdarzenia. To spanie w namiocie, jedzenie z puszek, wymięte koszulki wyciągane z dna dwudziestokilogramowego plecaka. To deszcz i żar lejące się z nieba. Nie twierdzę, że jest to pozbawione swojego uroku. Ot, taka specyfika. Ciężka, ale zawsze miło się ją wspomina. Na autostop nie musisz mieć pieniędzy, nie musisz mieć odpowiedniego stroju, nie musisz nawet mieć konkretnego planu. Ale musisz mieć czas. Dużo czasu. Tu pewnie pojawią się głosy, że to wierutne kłamstwa, bo w braku czasu można jeździć po kraju, najbliższej okolicy. Jednak nie taki był plan, żeby zwiedzać okolice Dębu Bartka w cudzym aucie.

Wszystko było już praktycznie dogadane. Jedziemy do Włoch. Jemy pizzę i lody. Imprezujemy na plaży. Odwiedzimy po drodze Wiedeń i Ljubljanę. I Florencję! Okres okołomajówkowy nie wydawał się wypchany obowiązkami. Jednak nie zawsze wychodzi tak jak byśmy chcieli. Obowiązki pracownicze i studenckie oraz zmęczenie ciągłym sprintem na trasie dom-uczelnia-praca spowodowały u mnie psychiczne rozstrojenie i potworne wyczerpanie. Miałam dość. Dość miasta, dość ludzi, dość wytężonej pracy. Dodatkowo terminy kolokwiów posypały się jak z rękawa. Wtedy zrozumiałam, że wyjazd w najgorętszym okresie na blisko dwa tygodnie tułaczki będzie dla mnie zabójczy. Nerwy, wizja zbliżającej się sesji uczynią ten wyjazd koszmarnym.

Ostatnio w życiu codziennym bliska mi jest dewiza, że można pewne rzeczy potraktować per nogam. Że spontaniczność jest super fajna. Że jestem przecież młoda i mogę się zachowywać nie do końca odpowiedzialnie. Ale nie tym razem.

Autostopowy wyścig to ciągła przygoda. Nie ma chwili na chillout, łapiesz auto, wsiadasz, wysiadasz, szybko śpisz, szybko jesz. Lecisz – byle dalej. Gdy człowiek ma wolną głowę, wszystkie tematy zapięte na ostatni guzik, może się włóczyć się po świecie do woli. Ale podróżować z głową nabitą poczuciem winy i wyrzutami sumienia z powodu nieukończonych obowiązków, jest naprawdę ciężko. W ostatniej chwili spanikowałam i musiałam zmienić plan – spakowałam plecak, trapery i psa i uciekłam pod ukraińską granicę w rejon odludny, oprószony starymi, prawosławnymi cerkwiami i bajeczną przyrodą.

Ten majówkowy weekend spędzony z dala od codzienności w głuszy bieszczadzkich lasów pozwolił mi się maksymalnie wyciszyć. Nie pamiętam kiedy ostatnio odczuwałam taki wewnętrzny spokój. Niby 4 dni, a siły mam za trzech. I motywacji. I pięknych zdjęć. I jeszcze piękniejszych przygód bieszczadzkich, o których lada dzień opowiem.

_____________________

Nie chodzi tu tylko o zmianę planów wyjazdowych. Chodzi o każdy taki moment w życiu, kiedy czujesz, że w tym momencie nie podołasz. Nie dasz rady i już. Poczekaj zatem z realizacją. Jeśli zrobisz coś teraz, a nie czujesz się na to gotowy, to zrobisz to kiepsko. Nie będziesz zadowolony. Przygotowania do realizacji planu to nie tylko gromadzenie materiałów i narzędzi. To przede wszystkim poukładanie sobie czegoś w głowie. Psychiczne nastawienie to 80% sukcesu. Nigdy nie wiedziałam o co chodzi mojej mamie z tym jej „Daj sobie trochę czasu” i poirytowana, puszczałam to mimo uszu. Teraz już wiem. Zawsze pędziłam, niecierpliwiłam się, stresowałam – chciałam złapać wszystkie sroki za ogon. Teraz widzę jak bezsensowne i destrukcyjne to było. Na wszystko przychodzi odpowiedni moment. Słuchając siebie, nie zmuszając się do czegoś, do czego odczuwamy niechęć, nie robiąc czegoś wbrew sobie i dając sobie w pewnym momencie pozwolenie na odpoczynek – tak osiąga się równowagę i wewnętrzny spokój. Nic na siłę.

A autostopem przejadę jeszcze cały świat.

Podziel się:


2 thoughts on “Słuchaj siebie – czasem warto odpuścić.”

Dodaj komentarz