Dlaczego tak Cię boli śmierć Anthonego Bourdaina?

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Anthony_Bourdain_(14471302619).jpg
Anthony Bourdain.

Gdy zobaczyłam informację o jego śmierci, świat zwolnił. Od tego dnia chodzę, kuleję nieznacznie i nie wiem, kiedy przestanę. Jakoś nie mogę się pozbyć z głowy tej wiadomości i przejść nad nią do porządku dziennego.

Ocean ludzi zszokowanych.

Tysiące Polaków – co wydawało mi się nieoczywiste. Nie sądziłam, że sylwetka Bourdaina jest aż tak popularna w naszym kraju. Tym lepiej, bo bardziej wyraźnie widać skalę zjawiska. Setki artykułów, tysiące komentarzy pojawiło się tego dnia. Informacje, kondolencje, spekulacje. Spekulacje to ten najgorszy typ komentarza. Nagle kilkadziesiąt milionów ludzi na świecie zdiagnozowało Bourdaina. Szybko i błyskotliwie – w sposób nieznoszący sprzeciwu orzekli, że powodem samobójstwa była depresja. Thomasie, Jurku, reszto wybitnego sztabu lekarskiego – gdzie byliście, zanim pętla zacisnęła się na szyi Bourdaina w jednym z hotelowych pokoi francuskiego miasteczka? Jak to możliwe, że nikt z będących blisko ludzi, nie zauważył u człowieka, którego spotykał na co dzień, objawów choroby, która doprowadziła go do tak dramatycznych skutków?

Depresja to wyjątkowo podłe gówno.

Nie widać jej. Nie pachnie. Nie wyczujesz jej w badaniu palpacyjnym wątroby. Jest jak kleszcz, huba, która wyżera ci wszystkie flaki. Nie będąc żadnym autorytetem w dziedzinie schorzeń psychicznych, ale pisząc niegdyś tekst dla pewnej fundacji związany z tą chorobą, pozwoliłam sobie – czysto technicznie – podzielić ludzi, którzy zmagają się z napierającym ciężarem depresji, na ludzi, u których depresja została wywołana pewnymi czynnikami życiowymi, wydarzeniami, na które często nie mieli wpływu, ale skutki tych wydarzeń były na tyle brzemienne, że ich olbrzymiego ciężaru nie zdołali dźwignąć. Drugim rodzajem są ludzie, którzy permanentnie lewitują w bezdennej studni gówna, nerwic i rozpaczy. Tych drugich chyba nie da się wyleczyć. Może nawet się da, ale 150 zł za godzinę leczenia czyni tę chorobę nieuleczalną.

Bywają radosne dni.

Czasem jest tak, że śmiejesz się tak bardzo, że chrumkasz jak mały wieprzek. Czasem cały dzień jest tak epicki, że wieczorem bolą cię mięśnie twarzy od uśmiechania się na całą rozpiętość ust i zębów. Czasem jest względnie spokojnie – nie ma wiatru, jest ciepło, powietrze jest gęste, ludzie wokół są właściwi, jedzenie smakuje, bąbelki unoszą się wbrew zwrotowi wektora grawitacji. Czysta perfekcja. Ale każdego dnia mierzysz się ze swoimi demonami. Jest ich cała futbolowa drużyna – potwór kompleksów, pesymizmu,  samotności, zniechęcenia, pustki, bezcelowości, poczucia braku akceptacji i zrozumienia, problemów z koncentracją, zaburzenia apetytu, ciągłego zmęczenia i fizycznego bólu. Jedenastu rosłych chłopów depcze po delikatnej, miękkiej murawie. Dziurawi jej pulchne łono ostrymi kolcami korków. Ależ mi ta metafora wpasowała się idealnie w klimat Mistrzostw Świata w piłce nożnej.

Najgorsza jest pustka. I tak sobie tłumaczę decyzję Bourdaina.

To nic pewnego, ale sądzę, że Bourdain mógł należeć do tej drugiej drużyny, w której każdy przeżyty dzień to kolejny odcinek niekończącego się maratonu, w którym uciekasz przed własnym poczuciem beznadziei. Na pewnym etapie życia próbujesz je zagłuszyć, więc chwytasz się pracy, projektów, zajęć. Potwór hibernuje. Ale jak się skurwiel prześpi, wraca z podwójną mocą. Gdy wraca, zaczynasz kolejny etap. Wierzysz, że da się z tym wygrać. Niektórzy wygrywają. Tym, którym ta sztuka się nie udała, pozostaje zaprzyjaźnienie się z bólem. Tylko przyjaźń z depresją jest jak drzazga pod paznokciem. Możesz ją ignorować, ale co jakiś czas, przy jakimkolwiek ruchu boli jak skurwysyn. I odnoszę wrażenie, że Bourdain przez całe życie uciekał.

To atrakcyjny człowiek – pomyślisz. Ciekawy, intrygujący, charyzmatyczny, ma wywalone na konwenanse. Nie wiem na ile „wywalone na konwenanse” w  tym przypadku to faktycznie nonszalancja, a ile w tym zobojętnienia na rzeczywistość, spowodowanego nieustannym bólem.

Dlaczego tak Cię boli śmierć Anthonego Bourdaina?

Bo społeczeństwo ma swój określony obraz człowieka chorego na depresję. Smutny, zaniedbany, bez entuzjazmu, bez chęci do życia. Takie osoby odbierają sobie życie. Aż tu nagle, na szlafrokowym pasku wiesza się człowiek, który ma pracę marzeń, kochającą panią u boku, jest ojcem 11-letniej panny, na koncie w banku ma bajońskie sumy, a na świecie cieszy się olbrzymią popularnością i sympatią widzów. Ludzie popadają w panikę, bo ich bezpieczny koncept zostaje brutalnie zniszczony autośmiercią człowieka, który starał się pokochać życie rozpaczliwie. Ale miłość rozpaczliwa to domena ludzi chorych. Skoro więc dopadła jego, może dopaść każdego, bez wyjątku. To przerażająca wizja nicości, w której nikt nie chciałby się znaleźć, ale jak widać, każdy może.

Podziel się:


Dodaj komentarz