Ritki żurnal #1: Poznań – najładniejsza kawiarnia świata – taksówkarz mnie wyśmiał.

Ritka i ładny Poznań.

Z racji tego, że w ostatnim czasie dużo jeżdżę, a zdjęć robię jeszcze więcej, postanowiłam sporządzić coś na kształt tygodnika, w którym będę opisywała co się w minionym tygodniu zadziało. Może trochę lepiej się poznamy i spuścimy z tonu pośród mojego nielekkiego i mało rozrywkowego contentu. Rozsiądźcie się wygodnie. Zaczynamy. Na początek Poznań!

Poznań miasto herbatki i kamieniczek

Od dłuższego czasu na liście moich największych miłości jest miasto Poznań. Nie mam absolutnie żadnego pojęcia dlaczego nie cieszy się on zbyt pochlebną opinią, niemniej mnie to miasto podoba się jak żadne inne. Owszem, był po drodze jakiś romans z Gdańskiem, ale tam jakoś tak daleko i obco. A w Poznaniu czuję się bardzo komfortowo.

Miniony weekend zleciał mi błyskawicznie na rewelacyjnej zabawie, poznawaniu fajnych ludzi i zdobywaniu wiedzy. Uczestnicząc w Blog Conference Poznań 2018 jarałam się jak Henryk, gdy z talerza spadnie mi przypadkiem kawałek kiełbasy. Nie będę przynudzać kolejnymi peanami związanymi z tym wydarzeniem, bo mieliście o tym możliwość przeczytać w jednym z postów na Facebooku. Pokażę co mnie zauroczyło w tym niezwykłym mieście, gdzie jest najpiękniejsza kawiarnia na kuli ziemskiej i opowiem, dlaczego taksówkarz bezczelnie mnie wyśmiał.

Wygraliśmy życie!

Mieliśmy niesamowite szczęście z Henrykiem, bo wynajęliśmy lokum-marzenie. 100 metrów od Rynku, na ostatnim piętrze wiekowej kamienicy – poddaszu urządzonym w rustykalnym stylu, wykończonym drewnianymi belkami i fikuśnymi oknami. To takie moje małe spełnienie marzeń, bo zawsze chciałam zamieszkać w takim miejscu. Mam wielką słabość do starych miast, zabytkowych kamieniczek i poddaszy. Dobry początek wyjazdu.

Marzonko.

Odbyliśmy z Heniem wiele długich spacerów i zajrzeliśmy do kilku ciekawych miejsc. Moja koleżanka z uporem maniaka twierdzi, że Poznań, to najgorsze co się Polsce przydarzyło. Nie rozumiem. I chyba nie zrozumiem. Mnie zachwyca. Wisienką na torcie jest dla mnie wizyta w Caffe Weranda na Starym Mieście. To mój stały punkt programu i takie guilty-pleasure. Wizyta w Poznaniu bez zielonej herbaty z grejpfrutem, imbirem i konfiturą imbirową, nie ma racji bytu.

Bezkonkurencyjna Caffe Weranda!
Bezkonkurencyjna Caffe Weranda!
Ładny Poznań <3
Ładny Poznań <3

Taksówkarz mnie wyśmiał

Sporo jeździłam uberem podczas mojego pobytu w Poznaniu i podczas jednej z takich jazd, miała miejsce osobliwa rozmowa:

  • To co tam na tych targach się dzieje?
  • Blog Conference Poznań. Konferencja dla blogerów.
  • HEHEHHEHEH – nie wiem za bardzo jak spisać odgłos będący mieszanką szydery i pobłażania?
  • … – w głowie miałam znacznie więcej do powiedzenia, ale moje dobre wychowanie nie pozwalało mi zwyzywać gościa od buraków.
  • To pani jest yyyy heeee blogerką?
  • No tak się nieszczęśliwie składa.
  • I co, HEHE, pisze pani o pierogach czy o ciuchach? HEHEHEHE
  • Podejmuję tematykę społeczną, czasem z pogranicza prawa, zajmuję się także felietonistyką. – A co, niech burakowi wejdzie w pięty!
  • YYYYY eeeee acha. No dobrze i gdzie w tym są pieniądze?

Zaczynam więc opowiadać pobieżnie o strategiach pozyskiwania współprac, gdy Pan taksówkarz podsumował to co robię, naturalnie przerywając mi w połowie zdania, stwierdzeniami: niech się pani zajmie poważną robotą, to nie jest praca, żenada, dziecinada, głupota, wymysł. To nie jest pierwsza taka opinia, więc myślę, że warto napisać o paru istotnych faktach. W tym miejscu chciałabym wszystkim osobom, które uważają, że blogowanie to „dziennikarska prostytucja” i żenujące zajęcie dla nastolatek przedstawić koszty, jakie ponoszę w związku z prowadzeniem własnej witryny. Nieelegancko jest mówić o pieniądzach, ale czasem to konieczne. 

Ile kosztuje prowadzenie bloga?

  • Domena i hosting – 300 zł/rok
  • Obiektywy do aparatu – 1000 zł – śmiech na sali, to obiektywy trochę lepsze od tostera. Fajny obiektywik można nabyć za parę tysi.
  • Oprogramowanie do grafiki i obróbki graficznej 100 zł/miesiąc
  • Program do backupu – 50 zł/miesiąc
  • Ilość czasu poświęconego na napisanie jednego tekstu, który niekoniecznie mówi o sprawach wyższych: 3-5 godzin
  • Ilość czasu poświęconego na napisanie jednego tekstu, który mówi o sprawach wyższych: tydzień.
  • Ilość godzin spędzonych na założeniu bloga, doprowadzeniu go do względnego porządku – 3 miesiące
  • Robienie SEO, obrabianie zdjęć, zbieranie materiałów, czytanie książek – 58912374638589512389 godzin.
  • Ilość stresu, gdy pada serwer i ty nie wiesz czy właśnie wszystko przepadło a może to wina tych debili z serwerowni – 98574059 jednostek wkurwu.

Jestem póki co zwykłym kasztanem, żadnym wielkim blogerem, ale widzę jak zmieniły się wartości pieniężne, które pochłania ten projekt na przestrzeni roku jego prowadzenia. Rosną w strasznym tempie. I tak jak pan taksówkarz mogłabym poświęcić wszystkie te godziny i jeździć uberem zarabiając 10 zł/h, ale tego nie robię, po pracuję nad czymś, co jest moją pasją, co kocham i co być może kiedyś zacznie przynosić mi jakiś dochód. Jeśli uważasz, że praca z markami, współprace z firmami i „prezenty” od nich to „prostytucja” i „sprzedanie się” to puknij się w czambuł i dostrzeż ile pracy kosztuje złożenie jednego tekstu na bloga, który ty czytasz w 10 min. Jeśli ktoś to robi profesjonalnie, to jest to taka sama praca jak każda inna – fakt nie musisz chodzić do biura, możesz pisać zewsząd na świecie, ale to nadal godziny ślęczenia przy ekranie komputera, hektolitry wypitej kawy i zarwane nocki. A taksówkarz? Myślę, że przekona się o moim literackim zacięciu, gdy przeczyta wystawioną mu opinię 🙂

Henrula na wrocławskim dworcu.
Henrula na wrocławskim dworcu.
Podziel się:


1 thought on “Ritki żurnal #1: Poznań – najładniejsza kawiarnia świata – taksówkarz mnie wyśmiał.”

Dodaj komentarz