Żywe trupy – ostatnie starcie. Toksyczne relacje.

Idąc ulicami miasta spotykasz różnych ludzi. Całą masę ludzi. Co sprawia, że jedni decydują się zostać dłużej w naszym życiu, a niektórych mijamy nie zapamiętując nawet ich twarzy?

***

Od zawsze stoję na stanowisku, że wiele zależy od nas. Jeśli będziemy pracować dostatecznie ciężko i wytrwale, osiągniemy całkiem sporo. Niekoniecznie wszystko co sobie zamierzyliśmy. Przecież życie lubi płatać figle. Jednak w życiu można spotkać się z wieloma sytuacjami, na które nie mam żadnego wpływu. Możemy bez własnej woli znaleźć się w złym miejscu i w złym czasie. Albo w dobrym – momencie i miejscu. Kiedy na głowę spada ci fortepian zrzucony z siódmego piętra, to stosunkowo niewiele możesz z tym zrobić.

Idąc ulicami miasta spotykasz różnych ludzi. Całą masę ludzi. Co sprawia, że jedni decydują się zostać dłużej w naszym życiu, a niektórych mijamy nie zapamiętując nawet ich twarzy? Przypadek? Przeznaczenie? Ich lub nasza wola? Być może żaden z tych czynników, być może wszystkie łącznie. Nie mam pojęcia. Dzieje się i już – zostają. W życiu, myślach, sercu. A potem tak samo niespodziewanie z tego życia znikają. Zostają z nami jedynie wspomnienia i negatywne emocje kłujące w serduszko za każdym razem, gdy o nich pomyślimy.

Jak to jest, że jednego dnia jesteś połączony z drugą osobą wyjątkową więzią, a na drugi dzień i przez następne lata się do siebie nie odzywacie i udajecie, że nie istniejecie? Czy w przyjaźni, czy w miłości.

Ludzie bliscy znikają. Ich czas minął, rola w naszym życiu się skończyła.

Oś czasu. Rozwój wypadków. Poznajecie się. Przypadacie sobie do gustu. Wielka przyjaźń/miłość, niepotrzebne skreślić. Wspólne imprezy, wieczory, wyjazdy. Sielanka. A potem nagle zgrzyt. Chrupnięcie, tąpniecie, chrobot. Wychodzicie z tego cało. Przecież jesteście sobie tacy bliscy! Dwanaście lat przyjaźni? Możemy przetrwać wszystko! Kilka lat związku? Jesteśmy niezniszczalni!

BUCHBACH! Wystarczy miesiąc i będziecie tak jak dawniej – zupełnie sobie obojętni i obcy. Jak na początku. Kto przeżył takie wypalenie w relacjach międzyludzkich wie o czym mówię. Dla tych co nie wiedzą:

Pani doktor Maruda zaraz Cię zdiagnozuje.

Odczuwasz obojętność do wszystkiego i wszystkich? Odruch wymiotny na widok twarzogęby pojawiającej się na ekranie smartfona z chwilą połączenia przychodzącego? Drażliwość, zaburzenia nastroju, brak czerpania radości z dotychczas satysfakcjonujących czynności? Masz niższe poczucie swojej wartości? Odczuwasz niezdolność do rozwiązywania problemów? Masz w nosie to jak wyglądasz, co jesz i jaki dziś jest dzień tygodnia? Jeśli ktoś powoduje u Ciebie takie objawy, masz dwa wyjścia, możesz zabić albo siebie albo jego. A tak całkiem poważnie, to masz poważny problem. Od takich toksycznych ludzi uciekaj byle prędzej. Nic już z tego nie będzie, a może się tylko pogorszyć.

Twój organizm i umysł to szczwane bestie. Dobrze wiedzą kiedy coś jest dla nich złe i dobitnie dają ci znać, że należy się oddalić od źródła toksycznego promieniowania. Nie walcz z tym. Skoro sytuacja doszła już do takiego punktu, że organizm daje ci ostrzeżenia, nic z tym nie zrobisz. Czy jest to zależne od nas? Myślę, że nie. To po prostu taki moment, naturalna reakcja emocjonalna, że człowiek odsuwa się od ludzi, którzy źle na niego wpływają lub swoją nieobecnością nie wpływają nań wcale. Może nawet tego nie chcemy, ale podświadomie pragniemy się uwolnić od tego baniaka, który przyczepił się nam do szyi i ciągnie w dół. To, że coś ciągnie się od lat, nie znaczy, że będzie trwało wiecznie. Czując się tak jak powyżej, dajemy to odczuć drugiej osobie. Możesz udawać, że wszystko jest ok, możesz tej osoby unikać, by się nie domyśliła co czujesz, możesz bagatelizować problem, ale jeśli ta osoba Cię zna, to jeśli myślisz, że ją oszukasz, mocno jej nie doceniłeś. I możesz być pewien, że ona czuje to samo względem Ciebie.

Zaczynamy się kłócić, obrażać, znieważać. Ale tak naprawdę jest to tylko końcowa faza powolnej syntezy niedociągnięć i negatywnych emocji, które wzbierają w ludziach przez długi czas. Emocje wzbierają, zębatki, które tak płynnie współgrały, zaczynają się zacinać. Nieświadomie, bez naszego zaangażowania narasta przeszkoda, która w pewnym momencie jest już nie do pokonania. I wtedy związek człowieka z człowiekiem się rozpada. I na to nie mamy wpływu. Można próbować to ratować, ale rzadko się udaje. Jednak nic straconego – tak po prostu musiało być. Jak żeśmy na siebie wpadli, tako się rozstajemy. Niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba, jak mawiał jeden pan z lekturowego evergreena.

Mimo, że ludzie odchodzą od nas, ich obecność nie była przypadkowa.

Ubogaciła nas o jakąś cechę, rzecz, doświadczenie. Byli przyjaciele dali nam poczucie zrozumienia i akceptacji. Masz pewność, że są na świecie ludzie podobni do ciebie. Że nawet, jeśli jesteś dziwny, są ludzie co najmniej tak samo dziwni jak ty. Przeżyliście razem wiele pięknych chwil, odwiedziliście razem Sagradę Familię, wartki potok bieszczadzki i leśne polany w Pciumiu Dolnym, mieliście tajemnice wstydliwe i te mniej, spędziliście wspólnie wiele nocy rozmawiając o wielu wzniosłych tematach jak i tych mniej, lub niekoniecznie wzniosłych rzeczach, opychając się przy okazji chipsami i czekoladą. Przyjaźń to wielka lekcja zaufania. Lekcja odpowiedzialności. Lekcja opieki i bezinteresownej pomocy drugiej osobie.

Były partner to również skarbnica doświadczeń. Rzadko kiedy pierwsza relacja okazuje się być ostatnią. Choć wyjątki się zdarzają. Kiedy masz 15 lat i zaczynasz jakiś „związek” to nie masz pojęcia jak to wszystko funkcjonuje. I choć twój potencjalny partner też nie wie, to jakoś to wszystko się toczy, rozwija. Uczycie się jak funkcjonować w relacji, by w przyszłości móc utworzyć prawdziwą, silną, nierozerwalną więź. Niekoniecznie ze sobą. Wcześniejsze związki mocno rzutują na ten ostatni. Widzisz? Nic nie dzieje się bez przyczyny. Więc zamiast przeglądać Facebook’a i zastanawiać się, czy będąc kiedyś z tym człowiekiem chorowałeś na jakąś egzotyczną chorobę psychiczną, podziękuj mu za to, że w ogóle był. Pomyśl, co wyniosłeś z tego doświadczenia.

Relacje między ludźmi, ich rozpad nie są często zależne od nas. Jednak żaden człowiek nie pojawia się w naszym życiu przypadkiem. Ludzie nas budują. Sprawiają, że jesteśmy lepsi lub gorsi, bardziej lub mniej zdeprawowani. Dodają nam pewności siebie lub sprawiają, że jej nam ubywa. Dają nam siłę i wolę walki. Albo działają na nas przeciwnie – demotywują nas, zniechęcają, umniejszają naszym zasługom. Kształtują nasz charakter. Jeśli jednak częściej demotywują, trzeba uciekać.

Poświęć wieczór na krótki bilans relacji. Nie wahaj się ani chwili nad ucieczką, jeśli wyjdzie ujemny.

Choć bliscy odchodzą, znikają, z różnych przyczyn, to zawsze zostaje w nas jakiś ślad, jakaś cząstka ich. Zamiast trzymać ich na siłę, lepiej pozwolić im odejść. Nie zawsze, czasami warto zawalczyć, ale są to wypadki tak rzadkie jak udane flat white w przeciętnej polskiej kawiarni – bardzo nieczęste, serio. Dostałam właśnie cappuccino udające flat white. Małe flat white, które udaje duże flat white. Jedyne co tutaj nie udaje, to cena. Cena jest za duże flat white. Ech.

Temat i wnioski mogą sprawiać wrażenie dołującej i smutnej refleksji o przemijalności, niestałości relacji ludzkich i wprawiać w niepokojące wrażenie osamotnienia, jednak zależy mi na tym, by ten tekst nie dołował, a był ciepłą konkluzją o związkach międzyludzkich. By pomógł zamknąć te wszystkie rany, które spowodowało odejście bliskich nam niegdyś ludzi. By móc się pogodzić z tym, że odeszli. By wybaczyć im, zapomnieć o ciosach, które nam zadali. By uderzyć się w pierś za wszystkie noże, które to my wbiliśmy im w plecy. By uspokoić się wewnętrznie i wyciągnąć wnioski z tego, czego doświadczyliśmy.

Dzięki ludziom z przeszłości możemy budować lepszą przyszłość z innymi.

Dlatego, porzucając poczucie zranienia i okaleczenia, być może nawet nienawiści, choć w myślach, podziękujmy im za to, że byli obecni chociaż przez fragment naszego życia. To dzięki nim jesteśmy tym, kim jesteśmy.

Dlaczego „żywe trupy”? Bo oni wszyscy nadal żyją. Podobno.

Podziel się:


4 thoughts on “Żywe trupy – ostatnie starcie. Toksyczne relacje.”

Dodaj komentarz