[Lexmaruda pyskuje #7]: Wady i minusy związku na odległość

Piszę znowu w pociągu. Znowu w drodze od niego do mnie. Jadę. Warszawa Zachodnia, Żyrardów, Skierniewice. Wiele adresów internetowych zaśmieca gros poradników „jak utrzymać związek na odległość?”. Specjaliści z „Cosmo” i innych badziewnych gazetek o dupie Maryni prześcigają się w wysublimowanych radach i sypią jak z rękawa odkrywczymi stwierdeniami. „Stały kontakt to podstawa” – twierdzi doktor habilitowana z Pap*lot.pl, „Zaufanie” – odkrywczo stwierdza inny profesor z równorzędnej jednostki edukacyjnej. Jeszcze ktoś inny chlapnie coś o „byciu wsparciem” i „szczerości”. Wielka szkoda, że często gęsto te odkrycia nie są podbudowane żadną praktyką i doświadczeniem szafujących tymi mądrościami.

<Koluszki, Piotrków Trybunalski, Radomsko>

Jedni mogą stwierdzić, że przesadzam. Inni powiedzą, że związek na odległość to w sumie fajna sprawa i szansa na rozwój osobisty. Ja jednak wolałabym rozwijać się osobiście z moim partnerem przy boku. W niczym by mi on nie przeszkadzał, serio. Rozwijamy się więc osobiście już czwarty rok, niezmiennie w odległości trzystu kilometrów od siebie i zamiast czuć olbrzymie zmiany w moim rozwijaniu się, czuję wzrastającą frustrację i zmęczenie. W cholerę z tymi waszymi farmazonami, że związek na odległość może być wspaniały. Wasz związek mógłby być wspaniały, gdyby nie był na odległość.

Czy da się żyć w takim związku? Praktyka podpowiada, że się da. Tylko po co?

<Częstochowa, Korwinów, Poraj>

Jeśli masz trochę za dużo kasy i lubisz spędzać w śmierdzącym pkp osiem godzin tygodniowo to śmiało, wplątaj się w taki związek. Bilet relacji Warszawa-Katowice, w tym bilet dla pieska to 50 zł w jedną stronę. Stówka tygodniowo, dwa razy w miesiącu to dwie stówki. Pomnóż to przez cztery lata. Ile wyszło? Dużo? Moglibyście pojechać za to na półroczne wakacje życia, ale od czterech lat przemierzacie wciąż tą samą trasę. Na wakacje fajnie byłoby pojechać. Jaka szkoda, że oboje macie zapełniony wrzesień, bo nie mieliście kiedy się uczyć.

Jeśli masz dużo czasu i żadnych zajęć to wplątaj się w taki związek. Związek na odległość to rozwój osobisty? Wyczytałeś to na pudelku? Zapomnij. Rano zasuwasz na zajęcia, potem praca do późnego wieczora. Wieczorem siedzisz w domu, chciałbyś poczytać książkę, obejrzeć film, wziąć długą kąpiel, pouczyć się na jutrzejsze zajęcia, zająć się własnym hobby lub pójść na siłownię. Ale dzwoni telefon i musisz zdać relację z całego dnia. Jak zajęcia, co na obiad, jak w pracy, kto i dlaczego cię zdenerwował, co tak krowa sobie w ogóle myślała robiąc tak, a nie inaczej, jaki ładny samochód widziałam, byłam na zakupach, co kupiłam, co w polityce, co w technice, ciekawostka o strusim jaju, jaki jest sens życia i dlaczego mi go brak. Po swoim monologu, twoja kolej na bycie słuchaczem. Po dwóch czy trzech godzinach trajkotania o wszystkim i niczym kładziesz się spać z żołądkiem ściśniętym stresem, bo znowu nie przygotowałeś się na to postępowanie karne. Rozmawianie jest stratą czasu, ale co, gdyby nie zadzwonił? TO BY DOPIERO BYŁO! Wszystko jest ważniejsze ode mnie, koledzy, szkoła, praca, a może jakąś babę masz na boku? Klasyk. Tak źle i tak niedobrze.

Jeśli lubisz spędzać samotne wieczory, dnie, tygodnie i jadać kolacje z Panem Włodkiem z Na Wspólnej, to wplątaj się w związek na odległość. Przecież cisza wśród czterech ścian domu to najbardziej relaksujące doświadczenie! Przeżuwaj to mięso i napawaj się tym, jak bardzo jesteś niezależny. Jaki samodzielny!

Jeśli nigdy nie chorujesz i nie miewasz gorszych dni, to wplątaj się w związek na odległość. Gorączka? Kaszel? Katar? Jaka szkoda, że sklep i apteka są tak daleko, w lodówce pusto, do lekarza możesz umówić się dopiero na jutro, psa trzeba wyprowadzić, a ty czujesz się jak rozwalcowane na chodniku gówno. Wciągaj spodnie na tyłek, szalik na szyję. Kup udeczko z kurki, oczko wołowe, makaron krajankę, zagotuj, włącz „Na wspólnej” i spod kołdry, żrąc antybiotyk siorb spokojnie rosołek i napawaj się dalej swoim osobistym rozwojem i niezależnością. Evviva la libertà!

<Myszków, Zawiercie, Dąbrowa Górnicza>

Nie lubisz się kłócić? Wplątaj się w związek na odległość. Rzadko się widujecie, więc nie drażnią was wasze porozrzucane skarpety, niezrobione zakupy czy piętrząca się w zastraszającym tempie góra prania. Nie drażni cię, jak on ogląda się za dziewczynami, a jego nie drażni, gdy oglądają się za jego dziewczyną. Czego oczu nie widzą tego sercu nie żal. Jeśli już jakaś kłótnia to przecież zawsze możesz wyłączyć telefon i zadzwonić za dwa dni. Albo za dwa tygodnie.

Jeśli w końcu masz stalowe nerwy, nie wzrusza cię widok płaczącej dziewczyny lub w sam nie płaczesz z tego powodu, że znowu wracasz do swojego ukochanego gniazdka niezależności i rozwoju osobistego i nie dostajesz tygodniowego kaca po waszym ostatnim spotkaniu, to wplątaj się w związek na odległość. Życie traci smak i kolor, a tydzień przelatuje ci bezproduktywnie przez palce w oczekiwaniu na weekend? Zatem taki związek nie jest dla ciebie.

<Sosnowiec, Będzin Miasto, Katowice>

Podziel się:


22 thoughts on “[Lexmaruda pyskuje #7]: Wady i minusy związku na odległość”

  • Huh, heavy stuff. Nie wyobrażam sobie takiego systemu z kilku powodów:
    – nienawidzę śmierdzącego pkp (zwłaszcza od kiedy wprowadzili miejscówki – bleh!)
    – jak mnie mój mąż nie wkurzy średnio dwa razy na dzień, to uważam to za dzień stracony
    – sama się nie budzę, więc zaprogramowałam go tak, żeby o 7 czekał z kawą

    A tak już zupełnie na serio, to dużo żalu i emocji z tego posta wybija. Rozumiem, że sytuacja patowa i nie da się obecnie z tym nic zrobić – pewnie studiujecie w innych miastach, yes? Ale jakoś musicie dawać radę, bo 4 lata to już niezła inwestycja… Pewnym pocieszeniem jest fakt, że kiedy sytuacja się z końcu ustablizuje, będziecie się sobą cieszyć jak dwa szczeniaczki 😀

    Trzymam kciuki, żeby było okej a międzyczasie dzięki za posta – jak ja lubię te twoje obnażone kiełki!

    • Tak, studiujemy w dwóch różnych miejscach. 4 lata nie w kij dmuchał, ale z biegiem czasu wcale nie jest łatwiej – wręcz przeciwnie. Wiesz, z jednej strony jest tak, że czekam na ten dzień, że wreszcie razem zamieszkamy, ale też się go boję, bo takie bycie ze sobą z doskoku powoduje, że może nam być ciężko potem być ze sobą na codzień. Dzięki wielkie za miłe słowa, cieplutko pozdrawiam 🙂
  • Jest mi, wróć, nam, tak cholernie znane. Dodajmy jeszcze wartościowe rady znajomych i ich równie złote myśli typu „szybko zleci”(mowa o rozłące np. 4miesiecznej) , „pewnie ma kogoś na boku”, „to i tak nie przetrwa” i mamy komplet. Jak to wszystko słyszę to rzygać mi się chce. A jeśli „eksperci” wyjeżdżają z tekstem „a tam nie ma co płakać” mam ochotę wbić im długopis w tętnice i zapytać „czym się martwisz?”. Wszystko przede mną, za tydzień wracam do Polski, po 1.5 miesięcznym pobycie u swojego Partnera. Następne kilka miesięcy to odliczanie i w międzyczasie wspomniany rozwój, tuż po tygodniowym kacu. Pozdrawiam ciepło ❤️
    • Ech, widzę zatem, że my jesteśmy w całkiem komfortowej sytuacji, bo jednak widujemy się co 1-2 tygodnie. Że też człowiek nie może się jakoś wygrzebać z tego martwego punktu. Silne bądźmy! Ludzie mówią, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Może jest w tym ziarno prawdy? Uściski, LM.
    • Oto właśnie dowód, że nie bardzo wiesz co czuję. Może to i dobrze, że nie wiesz i nie znalazłeś się w takiej sytuacji. Niby wszystko dobrze, kolejny cudowny weekend. Wracasz do siebie i odechciewa ci się wszystkiego. To rzeczony kac po spotkaniu. Jeśli uważasz, że źle to ujęłam, to ujmę to bardziej obrazowo: jest ch*jowo, ale stabilnie 🙂 Mam nadzieję, że to bardziej wydatnie obnaży clue problemu. Ciepło pozdrawiam, LM
  • Znam to, żyję już tak pięć lat. A potem jest tylko gorzej.Bo dostajecie pracę w rożnych miejscach, macie domy w rożnych miejscach. A po latach słyszysz, że ślub z Tobą nie jest mu do niczego potrzebny. Mimo, że trzy lata wcześniej sam się oświadczył, przez nikogo niezmuszany. Budzisz się, masz prawie 30 lat, zdajesz sobie sprawę, że najprawdopodobniej zmarnowałaś pięć lat życia, że marnujesz kolejne i za cholerę nie umiesz nic z tym zrobić. Tkwisz z człowiekiem, o którym wiesz, że nie kocha Cię nawet na tyle, żeby się z Tobą ożenić.
    • Czuję się dokładnie tak samo – boję się o naszą wspólną przyszłość. Początkowo nasze miejsce zamieszkania miało się zmienić po pewnym etapie studiów, potem po studiach. Za chwilę skończymy studia, dostaniemy satysfakcjonujące prace na Śląsku i w Warszawie i będziemy czekać kolejne kilka lat. Może kilkadziesiąt, a może nie doczekamy się wcale.
  • Stwierdziłam,że muszę skomentować Twój wpis.
    Związki na odległość są moim zdaniem jedną wielką ściemą. Dlaczego?
    Opowiem Ci moją historie. Osoby z boku,która zobaczyła taki związek zbyt późno.

    Zwykłe popołudnie,śmigam sobie z moim ogromnym yorkiem po lesie. Pod koniec trasy mijam faceta,który zaczepia mnie. Od słowa do słowa,wymiana numerów,następnego dnia spotkanie,lądujemy w łóżku. Taka relacja trwa dobre 3 miesiące, kiedy to on bierze prysznic i zostawia telefon na moim łóżku.
    Dzwoni osoba podpisana kobiecym imieniem. Nie odebrałam. Za chwilę przyszedł sms wskazujący, że jednak nie jest to chyba zwykła osoba, a ktoś bliższy. W końcu Kochanie nie piszemy do kolegi prawda? Z ciekawości przeglądam smsy,które jednoznacznie wskazują na związek tej dwójki,związek na odległość. Kiedy ona ciężko pracowała w firmie 150 km od miasta,on zabawiał się ze mną.
    Co najlepsze powiedziałam jej o wszystkim, ona nie uwierzyła i nie wierzy. Są po ślubie.
    Trochę słabo kochać kogoś takiego…

    • Również słabo po jednym osobniku stwierdzić że WSZYSTKIE związki na odległość są ściemą. Nieładnie wrzucać wszystkich do jednego worka… Ale co ja się tam znam
      • Nie mam pojęcia dlaczego zaakcentowałaś słowo wszystkie. Bo ja nigdzie go nie użyłam. Każdy ma przecież prawo do własnego zdania i własnej opinii. Po prostu dziwi mnie,że kobieta była w niego tak ślepo zapatrzona, że nie uwierzyła w jego zdrady. Nawet wzięła z nim ślub! To jest zaufanie, złudzenie czy desperacja?
        Wiadomo facet z którym mieszkamy też może zdradzać. Jednak po co tkwić w związku,skoro tak naprawdę nie znamy tej drugiej osoby? Nie mieszkając razem,nie mając wspólnych obowiązków i trosk nie mamy możliwości poznać ukochanej osoby w różnych sytuacjach.

        Autorka bloga wspomina w komentarzu wyżej, że za chwilę koniec studiów, rozpoczęcie pracy. Na co więc właściwie czekać? Łatwiej jest zmienić miasto w trakcie studiów, niż w trakcie rozpoczynania życia zawodowego. Podczas studiów zawsze mogą pomóc rodzice, są zapomogi na uczelni. Zmiana miejsca zamieszkania u osoby pracującej jest moim zdaniem o wiele trudniejsza.

        • Miałaś okazję się przenosić na studiach? Wyrównywać zaległy materiał? Spierać się o przepisywanie stopni,. Zaczynać od nowa batalię z wykładowcami. Nikt nie mówi że zmiana pracy jest łatwa, ale zmiana studiów… Ha! Bułka z masłem przecież. Zapomogi? Pokaż mi uczelnie, które tak chętnie je rozdają. Zaakcentowanie było reakcją na zdanie „związki na odległość to ściema”. Nie jest to doprecyzowane zatem tyczy się to ogółu takich związków
          • Miałam i to z Akademii Pomorskiej na UAM. Studia dawno skończone, a życie się w miarę układa.
            Właśnie taki Uniwersytet Adama Mickiewicza bardzo wspiera studentów w trudnych sytuacjach, zapomoga przyznawana 2 razy w roku. Na początek 500 zł to naprawdę sporo, jeśli zmieniasz miejsce zamieszkania i nie masz nic.
            Naprawdę, dla chcącego nic trudnego.
            A tym bardziej, jeśli chodzi o związek.
    • Ja też sądzę, że stawianie diagnozy na podstawie jednego przypadku może się okazać nazbyt pochopne. Choć z zaufaniem i brakiem zazdrości w takim związku jest o wiele trudniej, niż w normalnej relacji, to myślę, że jeżeli ludzie naprawdę się kochają, to są w stanie swoje słabości i pokusy pokonywać. Wszystko zależy od człowieka. Są ludzie, którzy mieszkają ze sobą pod jednym dachem i się zdradzają, a są tacy, którzy wiele lat żyją wiele kilometrów od siebie i na siebie czekają. Tylko czy warto całe życie czekać na coś, co może nigdy nie nadejść? Pozdrawiam ciepło, LM
  • Zgodzę się w 100%, ze czym dłużej tym gorzej, choć na początku wydawało sie, ze człowiek sie przyzwyczai do takiej postaci rzeczy. Nie przyzwyczaił. No cóż, trzeba było żyć dalej i dawać radę. Tyle, ze my nie mieliśmy tak łatwo niestety. Dzieliło nas 1200 km, ponad 12 godzin w busie i koszt – jeśli dobrze szło – 350 złotych w jedna stronę. Trzeba było po tygodniu wrócić, wiec 700 złotych wydane raptem w tydzień. Widywaliśmy sie tak jak los dał nam czas, a nie był hojny… średnio co dwa miesiące na tydzień, gdy święta to na dwa tygodnie. I tak ponad 3 lata. My musielibysmy podliczyć ile straciliśmy kasy 😉 Nasze wakacje byłyby rownież udane 😉
    W każdym razie, jeśli ja miałabym dawać rady to sądzę, ze przede wszystkim osoby żyjące na odległość powinny same sobie zadać pytanie, czy jest sens tak się trudzić. Czy na pewno ta osoba na nas czekająca jest tego warta i czy MY wiążemy z tą osobą coś więcej. Trzeba myśleć rownież o tej drugiej stronie i pomyśleć o jej dobru, poniewaz związek to „my”, a nie „ja”.
    Czy w ogóle pragniemy kiedyś zmienić tą sytuacje i czy zamierzamy dąrzyć do tego, by być razem. Jeśli nie to szkoda zachodu, wielu wspaniałych ludzi odnajdziemy obok nas.
    Nasza historia skończyła sie tak jak tego chcieliśmy, żyjemy razem od ponad roku, choć przyznam, że rownież obawiałam się jak będzie to wspólne życie wyglądało. Martwilam sie bez sensu. 😉
  • Ja już jestem w takim związku już prawie 3 latka, mówię prawię bo nawet nie poczułem kiedy to zleciało. Jeśli jesteście w takim związku to musicie sobie obiecać że wszystko zrobicie by być razem i starać się łatwić sobie prace mieszkanie i powoli stopniowo przeprowadzać się.
    • Każdy człowiek znosi taki stan rzeczy zupełnie inaczej, bo każdy ma inną wrażliwość, inne wymagania i inną potrzebę bliskości. Znasz takie powiedzenie „obiecanki cacanki…”? Obiecać sobie możecie, tylko jedno z was musi wyrwać się z miejsca, do którego wrastało przez kilka lat i zaadoptować się w zupełnie nowym otoczeniu. To nie jest takie proste, jak się wydaje. Pozdrawiam, LM
  • jak ludzie się kochają, to chcą byc ze sobą 365 dni w roku, bo tęsknota ich zabija i wykańcza. Takie jest moje zdanie. 🙂
    Czy wierze w związki na odległość? Niekoniecznie.
    • Ja co do zasady nie wierzyłam w takie związki, dopóki sama się w takim nie znalazłam. Nie znaczy to, że teraz jestem ich zwolenniczką, bo jak widać powyżej, nie jestem. To najtrudniejsza sytuacja, w jakiej mogą znaleźć się ludzie w związku. Uściski, LM 🙂
  • Ja uważam, że związki na odległość to totalna ściema. Można tak się poznać, tak żyć na początku, ale z biegiem lat to po prostu ucieczka od odpowiedzialności i niechęć do dorośnięcia. Facet, który tak robi to zwykły Piotruś Pan i dzieciak, który z jakiegoś powodu nie chce się związać i tyle. Gdyby mu zależało to od dawna żylibyście razem.

Dodaj komentarz